Wyssane z Twittera

W profilu agencji prasowej Associated Press w serwisie mikroblogowym Twitter 23 kwietnia br. pojawił się krótki wpis "Pilne: dwie eksplozje w Białym Domu, Barack Obama ranny". Rzecz jasna, nic takiego nie miało miejsca. Do wpisu przyznali się hakerzy z nieznanej szerzej Syryjskiej Armii Elektronicznej, którym udało się włamać do profilu AP. Wpis został stosunkowo szybko usunięty, zdążył jednak wywołać gwałtowną reakcję - z nowojorskiej giełdy w kilka sekund "ulotniło się" 136 mld dolarów. I chociaż po dementi indeksy unormowały się, sytuacja doskonale opisuje stan, w jakim znalazła się nasza cywilizacja.

Po pierwsze, uzależnienie człowieka od nowoczesnych technologii teleinformatycznych zaczyna nabierać zatrważających rozmiarów. Tak gwałtowne obniżenie notowań giełdowych wynika z faktu, że transakcjami zarządzają w dużym stopniu systemy komputerowe, zaprogramowane na śledzenie wielu różnych źródeł informacji i podejmowanie na tej podstawie decyzji zakupu-sprzedaży. Jak się okazało, podstawową wadą ich algorytmów jest niemożność filtrowania informacji wejściowych. Jeden fałszywy wpis na Twitterze wystarczył, by zatrząść gospodarką najpotężniejszego państwa świata.

Po drugie, fenomen mediów społecznościowych ma swoją mroczną stronę. Stwarza bowiem niewiarygodne możliwości manipulacji i dezinformacji. Bo czasy się zmieniają, technologia również - ale ludzka natura już nie. Jesienią, w 1938 r., gdy wiodącym środkiem masowego przekazu było radio, Orson Welles zaadaptował na potrzeby słuchowiska radiowego powieść "Wojna światów" H.G. Wellsa. Audycja utrzymana w konwencji relacji "na żywo" wywołała masową panikę wśród nowojorskiej ludności, nabranej na atak Marsjan.

Dziś, gdy najprężniej rozwijającą się platformą komunikacji jest internet, a podstawowymi narzędziami komunikacji - media społecznościowe, o wywołanie podobnego efektu jeszcze łatwiej (patrz przykład z giełdy). Ponadto, fałszywka na twitterowym profilu AP została powielona kilka tysięcy razy. Dan Olds, analityk The Gabriel Consulting Group, słusznie ocenił: "Ludzie mają tendencję do tego, by wierzyć, że każdy ‘tweet’ który czytają, jest prawdziwy, niezależnie od tego, czy ma potwierdzenie w innych źródłach".

Associated Press to nie jedyna instytucja medialna, która w ostatnim czasie padła ofiarą twitterowego ataku - w tym gronie znalazły się już The New York Times, The Wall Street Journal czy The Washington Post. Swojego mikrobloga prowadzi już większość polityków czy osób publicznych. Nietrudno sobie wyobrazić, że przejęcie przez cyberprzestępcę - lub hakera na usługach wywiadu obcego państwa - kontroli, dajmy na to, nad profilem polskiego premiera czy ministrów najważniejszych resortów, mogłoby przynieść poważne konsekwencje.

Po trzecie, nie ma szans na rychłe zakończenie dyskusji o bezpieczeństwie serwisów www oraz nawykach użytkowników sieci. Po zhakowaniu twitterowego profilu AP operator serwisu zapowiedział już wdrożenie testów mechanizmu dwustopniowej autoryzacji użytkowników (zwykle wymaga to podania oprócz hasła dodatkowej informacji weryfikującej). Nie ma się co łudzić, że to na dłuższą metę wystarczy.

O mediach społecznościowych mówi się, że to współczesne nośniki idei demokratycznych. Facebook i Twitter walnie przyczyniły się do rozprzestrzenienia się tzw. arabskiej wiosny w krajach Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Biorąc pod uwagę casus "wybuchu w Białym Domu" - obyśmy nie stali się zakładnikami dyktatury social media.


TOP 200