Wróżenie z biurka

Z początkiem każdego nowego roku pisma, w tym także komputerowe, obfitują we wróżebne artykuły. A zbliżający się koniec stulecia szczególnie zachęca do gimnastyki umysłowej. Typowym proroctwem jest opis zakupów przez Internet.

Z początkiem każdego nowego roku pisma, w tym także komputerowe, obfitują we wróżebne artykuły. A zbliżający się koniec stulecia szczególnie zachęca do gimnastyki umysłowej. Typowym proroctwem jest opis zakupów przez Internet.

Większość autorów zapomina, że nie tylko komputery, ale także samochody i meble można już bez kłopotów zamówić przez sieć, oglądając wybierane modele, jako obiekty wirtualnej rzeczywistości. Kupujący wolą jednak dotknąć towar, choć w niczym nie zmienia to warunków podejmowania decyzji. Typowy klient nie wie jak działa komputer i samochód, a i wnętrze mebli też zapewne okazałoby się dlań zagadką.

Drugą dziedziną fantazji autorskiej jest przewidywanie integracji urządzeń domowych. Inteligentne telefony, faksy, kopiarki i drukarki to już teraz jedno urządzenie, oczywiście podłączone do komputera. Wprawdzie nie wiadomo, po co komu w domu taka hybryda, ale wytwórcy prześcigają się w integrowaniu. Już i odbiornik TV (obraz oglądany w rogu monitora) oraz radio (CD można odtwarzać na każdym komputerze multimedialnym) są w środku niektórych komputerów. Odtwarzacze DVD też się montuje, na razie w droższych modelach, więc oglądanie filmów z komputera jest w zasięgu ręki. Pozostaną tylko pralka, suszarka, odkurzacz i może ogrzewanie, a dom będzie całkowicie skomputeryzowany.

Cała ta zabawa zakłada, że użytkownik jest geniuszem rozgryzania systemów operacyjnych. Osobiście odpadłem na etapie wideo: odtworzyć film jeszcze potrafię, ale zaprogramowanie nagrania "na zaś" przekracza moje umiejętności. Podobnie programowanie kuchenki mikrofalowej (zwykle powtarzam ten sam program, bo obiad jest zimny) oraz pralki (trzydzieści kilka kombinacji, a w suszarce kilkanaście dodatkowych) jest dla mnie zadaniem ponad siły. Na szczęście mam żonę (pralka, mikrofala) oraz syna (wideo) pod ręką i zamiast naciskać bezdusznego pilota, grzecznie komunikuję swoje potrzeby werbalnie. Rozpoznawanie mowy naturalnej działa w 100%!

Ostatnio jednak zwróciła się do mnie znajoma makówka (to oznaczenie pochodzące od makowca, czyli użytkownika Mac OS), która nie mogła skopiować pliku na biurko , otrzymując wciąż tylko odnośniki. Po prostu biurko to, zwane też pulpitem, nie ma nic wspólnego z meblem, jest raczej abstrakcyjną przestrzenią w środku duszy komputera. Próbując to wytłumaczyć, nagle zrozumiałem, że przyszłość integracji komputera z urządzeniami zewnętrznymi wisi na cienkim włosku tzw. graficznego interfejsu użytkownika (GUI), co na język polski przekłada się jako oblicze komputera. Powinno ono być przyjazne, to znaczy odwoływać się do znanej rzeczywistości.

Przed twórcami systemów operacyjnych stoi więc nie lada wyzwanie: jak zintegrować konceptualnie urządzenia zewnętrzne, tak by ich obsługa była naturalna - o ile w ogóle jest to możliwe! Myślę, że bez uzgodnienia kolejnej metafory dalszego rozwoju komputeryzacji nie da się przewidzieć. Niestety, metafora biurka nie chce działać (pralka na biurku???). Być może należałoby identyfikować powierzchnię ekranu z powierzchnią mieszkania (plan lub przestrzeń wirtualna). Na pewno jednak potrzeba jakiegoś oczywistego odnośnika. Nie wypada bowiem żądać od ludzi, aby wszystko widzieli przez URL. Ta zmiana będzie pewnie największą rewolucją komputerową. Na biurku.