Wprost przeciwnie

Nazwisko byłego prezesa ZUS oraz nazwa tejże instytucji wdzięcznie poddawały się różnorakim manipulacjom skojarzeniowym, pozwalając na zręczne tworzenie nowych sloganów.

Nazwisko byłego prezesa ZUS oraz nazwa tejże instytucji wdzięcznie poddawały się różnorakim manipulacjom skojarzeniowym, pozwalając na zręczne tworzenie nowych sloganów.

Tak więc dworowano sobie w prasie z postaci oraz firmy, dając rozrywkę czytelnikom. Osobiście też nie byłem bez winy, w felietonie Przecier ogórkowy (CW nr 31/99) bowiem obwieszczałem buńczucznie: "Życie prezesa ZUS-u do łatwych nie należy (...) obligatoryjni klienci tejże instytucji mają także a lot of trouble. Alot off?". I rzeczywiście były prezes jest "off". Skąd wówczas wiedziałem? Zamiast odpowiedzi wprost, opowiem dykteryjkę. Jeden facet wszedł na drzewo i piłował konar, na którym siedział. Tymczasem dołem przechodził inny gość i dalejże ostrzegać: "Nie piłuj, chłopie, tej gałęzi, bo spadniesz". Facet, nic z tego sobie nie robiąc, piłował dalej. W końcu spadł. Prorok jaki czy co? Zastanawiał się już na ziemi.

Niemniej tygodnik Wprost jakby do końca nie chciał uwierzyć w zmianę na stanowisku prezesa, bowiem parę dni po fakcie w numerze 41 z 10 października br. zamieścił na stronie 13 (pechowa?) tryptyk zdjęciowy z udziałem pana Alota, któremu za pomocą obłoczka wypływa z ust powiedzenie: "ZUS has A LOT of troub-les!". Aby nie było wątpliwości, całość podpisano: "Prezes ZUS Stanisław Alot". Wiem, że cykl wydawniczy tygodnika rządzi się innymi prawami niż dziennika. Gdybym jednak miał możliwość zamieszczania w miejsce moich felietonów historyjek zdjęciowych i widząc, co się święci, a było w ostatnim tygodniu kadencji wyżej wymienionego widać coraz wyraźniej, podpisałbym je raczej "prezes (?) ZUS", co przydałoby im celowej dwuznaczności, zwiększając uniwersalność. Ale ja to ja, a doświadczeni dziennikarze z utytułowanego czasopisma to inna para kaloszy. W końcu mogę nie znać się na dziennikarstwie. Jako programista powinienem raczej doceniać znaczenie gwiazdki niż niesłusznie przeceniać wartość zwykłego znaku zapytania. Powiedzonko "a lot of trouble" pięknie kojarzy się z nazwiskiem, więc fakt, że posłużyłem się nim na miesiąc z okładem wcześniej, nie nobilituje mnie jeszcze do roli odkrywcy. Niemniej cieszy fakt, że tak szacowna redakcja jak Wprost czerpie przykłady z dobrego wzorca, jakim jest Computerworld. A jeśli to tylko zbieg okoliczności, tym gorzej dla poznańskiego tygodnika. Trzeba było zerknąć! Po angielsku trouble nie występuje w liczbie mnogiej - podobnie jak money, information i wiele innych - bez względu na to, jak dużo tego by było. Wychodzi więc na to, że Computerworld był jak zwykle szybszy w prognozach, jakości ich eksponowania i poprawności językowej. Ludzie! Czytajcie Computerworld! O faktach informujemy na miesiąc przed ich zaistnieniem! Jesteśmy szybsi i rzetelniejsi!


TOP 200