Worek najlepszych

Nie zamierzam pisać rozprawy doktorskiej. Przez pewien, chociaż dosyć krótki na szczęście okres, miałem taki zamiar, ale gdy tylko podjąłem pewne działania i zorientowałem się na czym to wszystko polega i do czego się przydaje, natychmiast zarzuciłem to przedsięwzięcie. W końcu pracodawcy zawsze wymagali ode mnie wiedzy i bystrości umysłu, a nie stopni i tytułów.

Nie zamierzam pisać rozprawy doktorskiej. Przez pewien, chociaż dosyć krótki na szczęście okres, miałem taki zamiar, ale gdy tylko podjąłem pewne działania i zorientowałem się na czym to wszystko polega i do czego się przydaje, natychmiast zarzuciłem to przedsięwzięcie. W końcu pracodawcy zawsze wymagali ode mnie wiedzy i bystrości umysłu, a nie stopni i tytułów.

Gdybym jednak miał teraz pisać rozprawę doktorską, chyba wybrałbym tematykę antagonizmu pomiędzy wyznawcami systemów Linux i Windows. Zresztą polecam każdemu młodemu naukowcowi to zagadnienie, bo temat jest dosyć gorący i może być traktowany heterogenicznie, sprawdzając się w zakresie dowolnej praktycznie dyscypliny naukowej - czy to informatyki, psychologii czy też socjologii. Przypuszczam, że przy odrobinie dobrej woli znajdzie się tu nawet poletko dla neurologa i psychiatry. Jak całkiem niedawno udowadniałem, niemal każda dyskusja może zboczyć z pierwotnego wątku, doprowadzając dyskutantów do rozważań nad wyższością jednego systemu nad drugim ("Linuksem w Windowsy" CW nr 39/2005). Przeglądając wątki dyskusyjne na forum internetowym wydawnictwa IDG (http://www.idg.pl ), utwierdzam się tylko w swoich tezach. Otóż wystarczyła wzmianka o wdrażaniu systemu informatycznego dla Poczty Polskiej, a z miejsca posypały się liczne komentarze o przeróżnym wydźwięku. A wszystko zaczęło się od tego, że Prokom był wykonawcą systemu dla ZUS (w tym klimacie odezwał się pierwszy głos w dyskusji). Następne wątki drogą ewolucyjną przeobraziły się w udowodnienie, że serwer bazy danych MySQL jest "debeściak", a wszystko co z Microsoftu to funta kłaków niewarte. Ten skrócony tok myślowy uzupełnię wyjaśnieniem, że Prokom będzie wdrażał system dla Poczty Polskiej, za co pobierze wynagrodzenie, co już ludzi drażni, i nie dość tego, będzie jeszcze wdrażał rozwiązania zbudowane na kanwie komercyjnych platform narzędziowych, a nie wolnego oprogramowania. I to już na niektórych działa jak czerwona płachta na byka.

Dyskusje prowadzone w takim stylu i z taką argumentacją zawsze setnie mnie bawią. Niestety, są one groźne dla czytelników nie do końca zorientowanych w temacie, gdyż mimo wszystko zasiewają u nich jakieś poglądy, często zbyt uproszczone lub skrzywione. Postaram się w tym miejscu sprawę wyprostować, w krótkich chociaż słowach. Po pierwsze, wdrożenia dużych systemów można powierzać tylko firmom mającym doświadczenie w tym względzie, nawet jeśli było ono okupione wcześniejszymi problemami. Bo niby z jakiego tytułu jakaś nowa firma miałaby robić sobie poligon doświadczalny za duże pieniądze?

Do polemiki na temat wyższości (utrzymując klimat owych dyskusji należałoby powiedzieć "najwyższości") MySQL nad resztą serwerów baz danych dyskutanci powinni przystępować po dokładnej analizie porównawczej funkcjonalności i wydajności, czego oczywiście nie robią, w związku z czym wypisują jakieś hasła bez pokrycia, wypełniając zasoby sieciowe swoim informacyjnym graffiti. Utrzymywanie, że MySQL staje się dojrzałą bazą jest nieco na wyrost, to po pierwsze, a po drugie inne serwery już dawno temu tę dojrzałość osiągnęły. Poza tym różnicę tę widać nie tylko w stosunku do komercyjnych produktów, ale chociażby nawet w odniesieniu do darmowego PostgreSQL. Ludzie głoszący bezwzględną wyższość MySQL i jego panowanie nad światem nie mają, z wyjątkiem wyświechtanych ogólników, dostatecznej wiedzy na temat innych serwerów baz danych. I jest to podejście wzięte z tego samego worka, co wywody pewnego człowieka, który twierdził, że fiat 126p jest najlepszym z samochodów, bo tylko ten mieści się w jego garażu.


TOP 200