Włosy pani Magreczyńskiej

Ochrona prywatności stała się prawdziwą obsesją początku XXI wieku. Gdzie nie spojrzeć, wszyscy martwią się, że być może ktoś ujawni ich jak najbardziej osobiste tajemnice. Jakbyśmy rzeczywiście mieli co ukrywać. Czasami dobrze jednak jest objawiać to i owo o bliźnich, bo można całkiem niechcący zrobić im przyjemność. Tak jak to zdarzyło się w historii, którą opowiedział mi kolega w czasie długiej jazdy samochodem.

Otóż kolega ów wszedł już był w ten okres swego życia, gdy człowiek zaczyna interesować się przodkami. U rodziców znalazł fotografię pradziadka. Gdy po zeskanowaniu oddawał pożółkły nieco kawałek papieru, rozrzewniona matka wspomniała, że jej panieńskie nazwisko jest w Polsce bardzo rzadkie. To trzeba sprawdzić, pomyślał kolega i zrobił przeszukanie. Rzeczywiście, Google na hasło "Magreczyńska" wyrzuca tylko 59 odnośników (gdy ten felieton ukaże się w portalu, to będzie ich zapewne 60). Wszystkie dotyczą matki kolegi, która była sanitariuszką w czasie Powstania Warszawskiego. Wszystkie, poza jednym.

W bibliotece genealogii polskiej jest dział opowieści zasłyszanych. Jak od razu zastrzegają się organizatorzy, wpisy takie "mogą mijać się z prawdą, być niesprawdzone". Opowiadanie o włosach pani Magreczyńskiej rzeczywiście robi wrażenie nieco wydumanego. Niby dlaczego przyszła pani aptekarzowa, panienka z dobrego domu, miała siadać w oknie i czesać swe długie blond włosy na widoku publicznym? W tamtych czasach, a mówimy tu o okresie przed pierwszą wojną światową, okno przy ruchliwej ulicy to był ówczesny portal społecznościowy o dużej oglądalności. Zaś przechodząca obok Cyganka, to jak anonimowy komentator, ukryty pod nickiem. A jednak przepowiednia, a raczej dobra rada Cyganki, o konieczności zbierania włosów do późniejszego wykorzystania na starość, musiała zrobić wielkie wrażenie na młodej pannie Sabinie. Już jako pani Magreczyńska, żona aptekarza i właściciela folwarku-resztówki, dzień w dzień zbierała wyczesane włosy i plotła z nich warkocz. Przy okazji okazało się, że kolega, wnuk pani Magreczyńskiej, nie wie, co to resztówka. Ach, ta dzisiejsza młodzież, żadnego szacunku dla historii gospodarczej... Wracając jednak do włosów pani Magreczyńskiej, to ich los został opisany w portalu genealogicznym pod konkretnym nazwiskiem. Nic więc dziwnego, że kolega zaraz postanowił skontaktować się z osobą, która tyle wiedziała o młodości jego babki Sabiny. Pamiętał bowiem z dzieciństwa, że babka rzeczywiście miała wspaniały warkocz, który przyczepiała sobie do włosów mocno już przerzedzonych, choć ciągle jeszcze jasnych jak łan zboża.

Nawiązanie kontaktu przez internet nie jest specjalnie trudne. Już po kilku dniach kolega dowiedział się, że historię włosów babki opowiada na lewo i prawo, a raczej na portalu genealogicznym, znajomy znajomego z młodości, z wakacji w Dźwirzynie, z którym to znajomym nie widział się pewnie ze czterdzieści lat. Jak na razie nie ma jeszcze portali wakacyjnych à la Nasza Klasa (Nasze Wakacje?), więc jedyną szansą na odnalezienie się po latach jest plotkowanie. O włosach pani Magreczyńskiej.

Dzisiaj prawdziwych Cyganek już nie ma, nikt włosów w oknie nie czesze, ani warkoczy nie zaplata, tylko od rana do wieczora siedzą sobie ludziska przed komputerami i szperają po internecie. Za kilkadziesiąt lat jedynymi śladami po nas będą komentarze, robione pod pseudonimami. Nikt nie będzie w stanie sprawdzić, do kogo kiedyś należał jakiś numer IP. A włosy i tak wypadną.


TOP 200