Windows 10 - pecetowa nemezis

Bezpłatna aktualizacja do Windows 10, oferowana przez Microsoft użytkownikom starszych wersji systemu przez rok od premiery „dziesiątki”, może wydawać się trafną strategią zarówno z punktu widzenia dostawcy oprogramowania, jak i klienta końcowego. Producenci sprzętu komputerowego mogą mieć na ten temat inne zdanie.

Analitycy IDC spodziewają się w tym roku większych spadków sprzedaży nowych komputerów osobistych. O ile w roku 2014 mieliśmy do czynienia z 2,2-procentowym spadkiem sprzedaży nowych komputerów osobistych, to spodziewany spadek w 2015 r. ma już wynieść 6,2 proc. (IDC spodziewa się, że nabywców znajdzie w tym roku 289 mln. nowych pecetów, z czego 167,2 mln. to komputery przenośne, a 121,8 – stacjonarne). Świadomość tę mają zresztą sami producenci sprzętu komputerowego i podzespołów, z prezesem Intela na czele. Brian Krzanich na niedawnym spotkaniu z udziałowcami koncernu ocenił, że w prognozie długoterminowej rynek PC czeka jeżeli nie spadek, to przynajmniej stagnacja.

Microsoft swoimi ostatnim działaniami marketingowymi sam odwodzi użytkowników od inwestycji. Windows 10 – nowy system firmy z Redmond – ma równie dobrze i bez wydajnościowych zadyszek działać na starym pececie. Nowe wersje Windows, wprowadzane w ostatnich kilku latach, wymagały na ogół aktualizacji platformy sprzętowej, by można było korzystać ze wszystkich funkcji. Było to szczególnie odczuwalne przy okazji wprowadzenia wersji Vista w 2007 r. – nowocześniejszy interfejs systemu, Aero, wymagał mocniejszego sprzętu, niż interfejs Windows XP. Ale te systemy dzieliło ponad sześć lat. Tymczasem współcześnie nowe wersje oprogramowania ukazują się za często, by można było spodziewać się drastycznych różnic w ich zapotrzebowaniu na moc obliczeniową.

Zobacz również:

Przykładowo, Windows 8 w zakresie wymagań sprzętowych nie różni się od Windows 7. Owszem, system pełnię możliwości pokazuje na urządzeniach z dotykowymi wyświetlaczami, ale uruchomiony na zwykłym laptopie nie traci nic z funkcjonalności, co najwyżej kafelków na ekranie startowym nie można obsługiwać palcami. Czy jednak obsługa dotykiem jest aż tak istotna, by kupować nowy komputer?

Podobna sytuacja dotyczy wydań 10 i 8. Między systemami w zasadzie nie ma różnic w zakresie wymagań technicznych. W „dziesiątce” pojawią się jednak pewne rozwiązania, skorzystanie z których może wymagać aktualizacji platformy sprzętowej. Chodzi np. o funkcję Hello. To alternatywna wobec standardowych haseł forma zabezpieczenia i autoryzacji użytkownika, oparta na skanowaniu biometrycznym. Logowanie do Windows 10 może być potwierdzone przez odczyt odcisku palca, tęczówki lub całej twarzy. Funkcja Windows Hello ma działać bez konieczności instalowania aplikacji firm trzecich – jeśli np. laptop będzie wyposażony w czytnik linii papilarnych, nie trzeba będzie instalować sterowników producenta, aby korzystać z tej formy logowania.

Hello to przydatny dodatek, ale… tylko dodatek. Trudno przecież oczekiwać, by z powodu takich dodatków użytkownicy zmieniali podstawowe przyzwyczajenia w pracy z systemem lub odczuwali potrzebę wymiany komputera na nowy. Zmusić ich do tego nie sposób.


TOP 200