Wiele szumu o kilka literek

Czasami mam wrażenie, że żyję w innym świecie niż większość ludzi. Ten mój rządzi się logiką i prawami natury. Świat, którego nie rozumiem, a który jest oczywisty dla wielu, wypełniony jest grą pozorów, sztucznych problemów oraz ambicji.

Czasami mam wrażenie, że żyję w innym świecie niż większość ludzi. Ten mój rządzi się logiką i prawami natury. Świat, którego nie rozumiem, a który jest oczywisty dla wielu, wypełniony jest grą pozorów, sztucznych problemów oraz ambicji.

Bez żadnych klarownych zasad. Weźmy choćby problem DNS, czyli zarządzania nazwami domen. W czasie konferencji tuniskiej (listopad 2005)http://news.yahoo.com/s/nm/20051116/wr_nm/tunis_dc media miały temat do wielkiej dyskusji o władzy nad kilkoma literkami. Szczególnie polskie, np.http://rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_051117/nauka/nauka_a_1.html . Tymczasem istnieje przykład współpracy międzynarodowej w dziedzinie znakowania literkami, która to współpraca zaowocowała niezłym bałaganem.

Myślę o kodach krajów na tablicach rejestracyjnych samochodów. Nie mam tu ochoty ani miejsca aby streszczać bardzo interesujący artykuł z Wikipediihttp://en.wikipedia.org/wiki/List_of_international_license_plate_codes#R , więc ograniczę się do kilku przykładów. Jako dziecko zastanawiałem się, dlaczego duża Polska ma dwie literki PL, zaś znacznie mniejsza Portugalia otrzymała samo P, podobnie jak Francja F lub Niemcy D (w czasach mej młodości widywało się głównie trzy literki DDR). Wyjaśnienie jest banalne: w roku 1910, gdy wprowadzono system oznakowania kraju pochodzenia auta, Polski nie było na mapie świata. Nie było też Finlandii, więc dostała potem SF (Suomi-Finland, w dwu językach, od 1993 roku mają trzy literki FIN). Z kolei Rumunia, gdzie w okresie międzywojennym było zatrzęsienie samochodów, miała jedną literkę R, zapewne na złość Bolszewikom. Coś się jednak w międzynarodowej współpracy pokręciło i już w roku 1981 Rumunia była rozpoznawana dwiema literkami RO, zaś biednym Rosjanom wiatr historii tak zawiał w oczy, że nie tylko odebrał im Związek Sowiecki SU, ale dał trzy literki RUS, niby jakiejś republice bananowej.

W mojej okolicy nikt nie używa literek USA, nawet gdy jedzie do Kanady CDN lub do Meksyku MEX, bo te trzy kraje już dawno temu umówiły się na jeden, oczywiście amerykański standard tablic rejestracyjnych, na których podaje się nazwę stanu, co pozwala na jednoznaczne określenie przynależności krajowej pojazdu: każde dziecko wie, że Quebec nie leży w Meksyku. Z kolei wiele lokalnych atrakcji turystycznych sprzedaje naklejki z literkami przypominające europejskie oznakowania narodowe. Na przykład wysepka Martha's Vineyard, położona u wybrzeży Nowej Anglii, znana z rodzinnych wakacji prezydenta Clintona, ma kod MV, który pojawia się na wielu pojazdach amerykańskich.

Obecny system znakowania domen rzeczywiście jest kompletnie pokręcony. Wymyślili go Amerykanie, więc podobnie jak z tabliczkami samochodowymi, zapomnieli o domenie narodowej .us, choć formalnie takowa istnieje. Co gorzej, zapomnieli też o Kolumbii, której dano .co jakby na otarcie łez, w tzw. międzyczasie godząc się, aby Brytyjczycy używali .co.uk. Wynika z tego, że Kolumbia jest prowincją Zjednoczonego Królestwa. Co gorzej pozwolono też na dowolność rejestracji nazw domen prywatnych jako komercyjnych. Wykorzystałem tę lukę, ofiarowując mojej żonie pod choinkę nazwę domeny gucia.com. Jak podaje http://www.dns.pl domenę gucia.pl posiada młody demokrata Marcin Gucia. Z ciekawostek: Telewizja Polska zapomniała zarejestrować tvp.tv, ale domena ta na szczęście jest jeszcze dziś wolna (okazja dla inwestorów). Gorzej ma TVN: domeny tvn.tv oraz tvn24.tv są już zaparkowane - produkt narodowy Tuvalu (mała wysepka polinezyjska) rośnie jak na drożdżach.

Myślę, że zamiast toczyć międzynarodowe spory o kilka literek, ludzkość powinna raczej zająć się wprowadzeniem http://www.ipv6.org , które niedługo będzie już konieczne ze względu na brak wolnych numerów IPv4. Tyle tylko, że nie jest to problem medialny. A szkoda.


TOP 200