Wieczór kulturalny

Śmiem twierdzić, że przyspieszenie tempa życia codziennego jest proporcjonalne do rozwoju technologii oraz ilości produkowanej informacji. Zjawisko to zaobserwowałem na przestrzeni kilkudziesięciu lat i nie przypuszczam, abym popadł w całkiem mylne wnioskowanie. A mówiło się, że automatyzacja przyniesie ulgę i wyręczy ludzi w pracy. Na ile jest to nieprawdziwe, wiedzą zwłaszcza ci poszukujący jakiejkolwiek pracy. Poza tym zamiast automatyzacji mamy powszechną komputeryzację. Różnica chyba nadto oczywista.

Śmiem twierdzić, że przyspieszenie tempa życia codziennego jest proporcjonalne do rozwoju technologii oraz ilości produkowanej informacji. Zjawisko to zaobserwowałem na przestrzeni kilkudziesięciu lat i nie przypuszczam, abym popadł w całkiem mylne wnioskowanie. A mówiło się, że automatyzacja przyniesie ulgę i wyręczy ludzi w pracy. Na ile jest to nieprawdziwe, wiedzą zwłaszcza ci poszukujący jakiejkolwiek pracy. Poza tym zamiast automatyzacji mamy powszechną komputeryzację. Różnica chyba nadto oczywista.

Obecnie przyrost informacji pisanej na świecie jest tak wielki, że gdyby ktoś zechciał ustawiać wszystkie nowe książki w jedną linię, musiałby to robić z prędkością stu pięćdziesięciu kilometrów na godzinę, aby nadążyć za procesem wydawniczym. Generalnie pośpiech nie jest niczym dobrym. I to w żadnej dziedzinie, chyba że dotyczy rzeczywiście tylko zawodów sportowych, a nie dążenia do sławy. Chociaż też do końca nie wiadomo, czy ulotne zwycięstwa są cośkolwiek warte. Bogusław Schaeffer w sztuce teatralnej "Scenariusz dla nieistniejącego lecz możliwego aktora instrumentalnego" sytuację ocenia następującymi słowy: "Dlaczego ludzie tak bezustannie i niecierpliwie dążą do sławy? Może jest to wartość wmówiona ludziom i wcale im niepotrzebna? Podobnie jak nadaje się rozgłos rzeczom niepotrzebnym, czasem bezsensownym? Czy naprawdę ważne jest, kto jest pierwszym biegaczem na jakimś dystansie, skoro to pierwszeństwo może trwać kilka minut? Bywało tak nieraz. Jakiś myśliciel hinduski powiedział kiedyś zapytany, dlaczego nie interesuje się zawodami sportowymi, że o tym, że ktoś będzie pierwszy wie on z góry, a kto, tego on już wcale nie jest ciekaw. Wszyscy ulegamy wciąż różnym presjom, robimy coś na co nie mamy ochoty, zajmujemy się czymś, co nas w istocie rzeczy nie interesuje, zapamiętujemy szczegóły, które są nie więcej warte od informacji zawartej w książce telefonicznej sprzed 50 lat. W ten sposób wiedząc wiele nie wiemy nic lub tak nędznie mało, że w porównaniu z wiedzą naszych dziadków wyszlibyśmy na kompletnych kretynów". Słowa te brzmią jeszcze dobitniej w mistrzowskim wykonaniu Jana Peszka.

Zastanowić by się należało, czy pośpiech prowadzi do jakiegoś celu, czy też może jest tylko ucieczką. Przed czym? Może przed gniewem pracodawców, którzy sami wystraszeni gonią do roboty swoich podwładnych - do pracy ponad siły, nauki po godzinach - za wynagrodzeniem co łaska. Przychodzi jednak pewien moment opamiętania i refleksji. Na spotkaniach opłatkowych wszyscy składają sobie życzenia, w tym także pracodawcy personelowi. A potem już toczy się wszystko po staremu. Niewolniczego traktowania, obrażania i krzywdzenia pracowników nie naprawi krótka magiczna chwila. Doczekaliśmy czasów, kiedy bezosobowa informacja jest ważniejsza niż ludzie, których dotyczy. Na zakończenie pozwolę sobie jeszcze raz zacytować B. Schaeffera: "Człowiek z halabardą stojący u bram zamku kilka wieków temu nie mógł być niezidentyfikowany. Podobnie kupiec jarmarczny czy wędrujący kaznodzieja. A dziś wypada z autobusu fizyk, a my uwzględniamy tylko prawo fizyki, które go wyrzuciło. No przecież to skandal. Fizyk! I daje się wyrzucić przez własne prawo. Ale tak bywa. Rzeczywistość też ma swoje poczucie humoru".

Zastanówmy się, czy naprawdę wiemy, dokąd tak spiesznie zmierzamy. Życzę zdrowia bez pośpiechu.


TOP 200