Wiara w wiarygodność

Trzymam w rękach gazetę i czytam najnowsze wiadomości. Nie muszę biegać z maczugą za pożywieniem. Internet reaguje na moje zapytania. Wokół wszystko po staremu. Szefowie marudzą, użytkownicy głowę zawracają. Radio nadaje muzykę na przemian z wiadomościami. Problemy te same co zwykle, może trochę nowych, ale generalnie kontynuacja. Temperatura pomieszczeń w normie. Komputery pracują bez niespodzianek. Wiedziałem, że mnie nie zawiodą. Nic się nie zmieniło, poza datą.

Trzymam w rękach gazetę i czytam najnowsze wiadomości. Nie muszę biegać z maczugą za pożywieniem. Internet reaguje na moje zapytania. Wokół wszystko po staremu. Szefowie marudzą, użytkownicy głowę zawracają. Radio nadaje muzykę na przemian z wiadomościami. Problemy te same co zwykle, może trochę nowych, ale generalnie kontynuacja. Temperatura pomieszczeń w normie. Komputery pracują bez niespodzianek. Wiedziałem, że mnie nie zawiodą. Nic się nie zmieniło, poza datą.

Mam nadzieję, że będziecie Państwo mieli możliwość przeczytać ten numer Computerworda, a Wasze spostrzeżenia będą analogiczne do opisanych wyżej. Syndrom roku 2000 został raz na zawsze zażegnany, chociaż tu i ówdzie odezwą się problemy i rozpocznie się poszukiwanie winnych.

Niektórzy okazali się nadgorliwi i, podbechtywani rozsiewaną powszechnie atmosferą strachu w związku z potencjalnymi zagrożeniami roku 2000, przejawiali skłonności do ulegania panice. Mam na myśli klientów banków, którym koniec roku upłynął na wycofywaniu wkładów z kont i tworzeniu w związku z tym zatorów przy okienkach kasowych. Owczy pęd okazał się, jak zwykle, silniejszym bodźcem niż racjonalność działań. Swoista logika postępowania, zapewne częściowo wynikająca z nieznajomości zasad technologii komputerowych, została potwierdzona przez konsultacje z równie nieświadomymi znajomymi. Dla wielu osób komputery są ciągle bliższe czarom niż racjonalnym podstawom naukowym. Gdzieniegdzie nawet przypisuje się im rolę narzędzia szatana, na siłę próbując powiązać liczbę 666 z nazwami DOS, Windows czy wreszcie z samym Gatesem. Jak widać, wierzenia ludowe końca XX wieku silnie są mutowane zdobyczami techniki.

Oczywiście, pieniądze zdeponowane w banku należą do klienta i może on z nimi wyczyniać co i kiedy tylko przyjdzie mu do głowy, aczkolwiek w tym momencie ludzie wykonywali dziwne ruchy nie z powodu własnych zachcianek, a z czystego strachu.

Równie silną niewiarę wykazały banki i inne instytucje wobec sektora energetycznego, kształtując rynek zbytu dla agregatów prądotwórczych.

Obrazu całości dopełniało gromadzenie przez ludność zapasów żywności na czarną godzinę oraz ostrzeżenia przed udawaniem się w podróż.

Incydent roku 2000 pokazał, jak daleko jeszcze ludziom do zbudowania atmosfery wzajemnego zaufania. Na wiarygodność pracuje się latami i nie da się jej wytworzyć ot tak sobie, jak za dotknięciem magicznej różdżki. Bardzo trzeba przy tym uważać, aby dorobku nie zburzyć jednym nie przemyślanym posunięciem. Dopóki społeczeństwo będzie świadkiem matactw, niespójnych decyzji, bezpodstawnych pomówień i ofiarą kolejnych pomyłek, dopóty nie można wymagać od niego racjonalnych zachowań w sytuacjach kryzysowych. Przystępując do budowania społeczeństwa informacyjnego, proces należy rozpocząć od stworzenia społeczeństwa wiarygodnego, pamiętając, że przykład idzie z góry.


TOP 200