Wiadomości mocno przesadzone

Od końca stycznia trwa nieprzerwany spadek indeksu rynku NASDAQ, uważanego za barometr Nowej Gospodarki. Coraz to nowe firmy z przyrostkiem .com informują o przychodach niższych od oczekiwanych; na domiar złego mnożą się doniesienia o zwolnieniach pracowników w spółkach sektora IT. Wszystkie te informacje skłaniają komentatorów do daleko idącego pesymizmu w rozważaniu inwestycji w nowoczesne technologie.

Od końca stycznia trwa nieprzerwany spadek indeksu rynku NASDAQ, uważanego za barometr Nowej Gospodarki. Coraz to nowe firmy z przyrostkiem .com informują o przychodach niższych od oczekiwanych; na domiar złego mnożą się doniesienia o zwolnieniach pracowników w spółkach sektora IT. Wszystkie te informacje skłaniają komentatorów do daleko idącego pesymizmu w rozważaniu inwestycji w nowoczesne technologie.

Przed rokiem nawet najpoważniejsi analitycy doradzali inwestowanie w spółki informatyczne, a dziś ci sami ludzie piszą pełne rezerwy artykuły.

Na tych łamach (np. w felietonie Cmokanie ropuchy, CW nr 44/99) powątpiewałem w cudowną moc internetowych zaklęć tam, gdzie chodzi o zarabianie pieniędzy. Konstatuję to bez satysfakcji, bo wielu moich przyjaciół powierzyło swoje kariery firmom internetowym i teraz stają przed perspektywą obniżenia pensji lub znalezienia nowej pracy. Jednak z rosnącym zdumieniem obserwuję, że dziś trwa taki sam festiwal nieporozumień na temat Nowej Gospodarki, jak dwa lata temu, tylko wahadło przechyliło się w drugą stronę.

Dla inwestorów jest już chyba jasne, że przedsiębiorstwa muszą przynosić zyski, a nie tylko snuć barwne opowieści o milionach użytkowników odwiedzających ich serwis. Utopia "odłożonego zysku" okazała się w gruncie rzeczy mało trwała i mało szkodliwa, jeżeli zestawić ją choćby z marksizmem, który zdołał zrujnować gospodarki całych państw.

Tymczasem wiadomości o śmierci Nowej Gospodarki są mocno przesadzone. Przewartościowanie, które dokonało się na rynku w ostatnich latach, ma więcej wymiarów niż tylko krótka i chwiejna hossa giełdowa.

Zasadniczym zasobem przedsiębiorstwa stała się jego innowacyjność. Przedsiębiorstwa o ugruntowanej renomie, posiadające wielu klientów, stabilną markę i mnóstwo kapitału, przegrywają z nowo powstałymi firmami, tylko dlatego że tamte potrafią wynaleźć coś ciekawszego, lepiej użyć nowoczesnej technologii, szybciej dostosować się do nowych warunków. Zmiana organizacyjna stała się codziennością, a nie wyzwaniem podejmowanym jedynie w obliczu problemów.

Kolejnym kluczowym elementem stała się kadra przedsiębiorstwa. Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych, ale prawda jest taka, że charakter firmy coraz bardziej jest określany przez indywidualnych pracowników. Bezosobowa korporacja, z setkami procedur i skostniałą hierarchią, coraz częściej przegrywa z przedsiębiorstwem, które jest w stanie stawiać na ludzi, akceptować ich indywidualność i promować ich talenty. Nawet systemy CRM, jak trafnie zauważa Iwona D. Bartczak (CW nr 9/2001), też są przejawem dążenia przedsiębiorstw do pokazania klientom "ludzkiej twarzy".

Szerokie zastosowanie Internetu radykalnie obniża koszty funkcjonowania przedsiębiorstwa w relacjach z innymi przedsiębiorstwami, a także z klientami. Uczynienie informatyki osią biznesu wymaga wielkiej inwestycji, ale w perspektywie opłaca się - i nie zmieniłby tego nawet kompletny krach spółek internetowych. A klienci, dzięki lepszemu dostępowi do informacji, mają możliwość pełniejszej oceny ofert i bez sentymentu zmieniają produkty i marki. Ta krańcowa "niewierność" sprawia, że konkurencja jest coraz silniejsza, a dotychczasowi liderzy, którzy dzisiaj wstrzymują inwestycje w informatykę i Internet, mogą już wkrótce tego gorzko żałować.

Na fali krytyki komentatorzy przejawiają tendencję do nierozróżniania rzeczywistych osiągnięć płynących z nowoczesnej technologii od psychologicznego zjawiska, jakim jest gra giełdowa. Spokojnie! Nowa Gospodarka ma się dobrze, a wiadomości o jej śmierci są mocno przesadzone.


TOP 200