Wejście na szczyt palmy

Podobno u ludów pierwotnych starców co rok poddaje się pewnej próbie. Mieszkańcy wioski zaganiają ich na najwyższą palmę, a najsilniejsi ziomkowie stają u dołu i trzęsą drzewem ile wlezie. Jeżeli senior utrzyma się na szczycie - znaczy, jest zdatny jeszcze do pracy i wioska będzie miała z niego pożytek. Jeżeli zleci na dół - trudno, świeć Panie nad jego duszą, szkoda człowieka, ale w misce więcej, amen.

Podobno u ludów pierwotnych starców co rok poddaje się pewnej próbie. Mieszkańcy wioski zaganiają ich na najwyższą palmę, a najsilniejsi ziomkowie stają u dołu i trzęsą drzewem ile wlezie. Jeżeli senior utrzyma się na szczycie - znaczy, jest zdatny jeszcze do pracy i wioska będzie miała z niego pożytek. Jeżeli zleci na dół - trudno, świeć Panie nad jego duszą, szkoda człowieka, ale w misce więcej, amen.

Ów barbarzyński obyczaj przeszczepiłbym chętnie na grunt informatyki. Raz w roku każdy, kto mieni się informatykiem, musiałby wykonać pewne prace: napisać jakiś prosty program, wyjaśnić jakieś zjawisko albo odpowiedzieć na kilka pytań związanych z technologią. W przypadku błędnej odpowiedzi nie spadałby z palmy ani w żaden inny sposób nie działaby mu się fizyczna krzywda. Po prostu traciłby prawo posługiwania się zaszczytnym mianem "informatyka". Byłby "fachowcem od komputerów", "specjalistą IT", "administratorem systemów" - ale nie informatykiem. Wszystkich, którzy już nabierają powietrza, by zarzucić mi próbę korporacjonistycznej ochrony interesów mniejszości, pragnę uspokoić: nie chcę bynajmniej zastrzegać jakichś czynności dla osób noszących dumne miano informatyka. Chciałbym, że tak powiem, ochronić markę przez deprecjacją - bo jest tego warta.

Typowy informatyk przechodzi w swoim życiu drogę od programu poprzez produkt do systemu. Najlepiej opisuje to Frederick Brooks w książce The Mythical Man Month (stosowne fragmenty dostępne podhttp://www.cs.usfca.edu/~parrt/course/601/lectures/man.month.html ). "Program" to kawałek kodu, który robi coś interesującego. "Produkt" to narzędzie, które oprócz robienia tego co "program", może być m.in. uruchomione, naprawione i testowane przez kogokolwiek, musi być użyteczne i sprawdzone z różnymi zestawami danych, a także powinno posiadać dokumentację. "System informatyczny" powinien mieć opisane interfejsy, powstać w ramach pewnej koncepcji i z zastosowaniem standardów, a także być przystosowanym do działania w różnych środowiskach pracy. 30 lat po Brooksie należałoby dodać jeszcze jeden szczebel tej drabiny profesjonalizmu: "rozwiązanie informatyczne", które od systemu różni harmonia z otoczeniem organizacyjnym, w którym przyszło mu działać.

Dojrzewając jako informatycy "wzrastamy" od pisania programów, poprzez budowę produktów i systemów, aż po dostarczanie rozwiązań. Profesjonalizując nasze działania, nie powinniśmy jednak stracić kontaktu z tym, co stanowi esencję informatyki: technologią. To o nią chodzi, ona przywiodła nas w to miejsce, w którym jesteśmy. Technologia jest jak stara narzeczona, którą porzuciliśmy dla innych: zarządzania, kariery i rozwoju, ale koło której nie potrafimy przejść obojętnie.

Nie zgadzam się z tymi, którzy wieszczą sprowadzenie informatyki do roli commodity, jak prąd czy bieżąca woda. Bo czy słyszał ktoś by inżynier mówił z miłością o swoich rurach i pompach? By dziewiętnastu kandydatów starało się na jedno miejsce na studiach, które przygotowują do roli elektryka?

Pewnie kiedyś każdy z Państwa poczuł "swędzenie palców". To naturalne u dojrzałego profesjonalisty, że chce znowu sprawdzić się w informatycznym konkrecie, mieć przyjemność poruszania ruchomymi elementami, (...) by budować zamki w powietrzu i z powietrza (...) operując tworzywem tak potężnym, a jednocześnie elastycznym jak myśl - że znów posłużę się słowami Brooksa.

To jak wejście na palmę, którą inni trzęsą, weryfikując czy nie utraciliśmy zdolności funkcjonowania w społeczności. I życzę Państwu i sobie, byśmy co rok mogli o sobie powiedzieć: nadal jestem informatykiem.


TOP 200