Warto czasami poczekać

Przeróżne teorie można dziś przeczytać w związku z rozwojem tak zwanych technik informacyjnych. Jedni nie ulegają ich zauroczeniu i twardo stoją na stanowisku, że człowiek, a raczej grupy ludzi, są najważniejsze w kreowaniu rzeczywistości - i trudno myśleniu takowemu zaprzeczyć.

Przeróżne teorie można dziś przeczytać w związku z rozwojem tak zwanych technik informacyjnych. Jedni nie ulegają ich zauroczeniu i twardo stoją na stanowisku, że człowiek, a raczej grupy ludzi, są najważniejsze w kreowaniu rzeczywistości - i trudno myśleniu takowemu zaprzeczyć.

Czasami jednak, przerzucając teksty innych proroków informatycznego świata, odnoszę wrażenie, że chcieliby nam oni wmówić, aby nasze zainteresowanie całkowicie skupiło się na maszynach. Nie ma nic niebezpiecznego w takim ujęciu rzeczywistości, jednak do momentu, gdy zbyt wielu nie znajdzie ona wyznawców. Wierzyć trzeba świadomie, odpowiedzialnie i z nadzieją. Z wiarą w cudowne możliwości maszyny jest tak samo. Gorzej, jeśli wiara okazuje się być ślepa. W przypadku komputera o taką postawę jest szczególnie łatwo. Niemoc człowieka, który w najmniejszym stopniu nie zdaje sobie sprawy z faktów, którym trzeba sprostać sięgając po komputer, powoduje, że zaczyna on ślepo ufać jego możliwościom.

Czasami myślę, że dla osób, rozumiejących wymagania stawiane przez komputer, taka postawa może wydawać się śmieszna. Nie jest to nic innego, jak wchodzenie do płonącego domu, dlatego trudno uwierzyć, że wśród użytkowników naszych miłych maszyn są tacy samobójcy. Jak zapobiec takim aktom bezmyślnego tonięcia? Obszerna literatura traktuje o tym temacie, ale myślę, że nawet najmądrzejsze książki nie uchronią jeszcze niejednego przed rozczarowaniem informatyką. Człowiek ma już taką cechę, że na wyrost ufa swym umiejętnościom. Co tam komputer - zdaje się sądzić - i zaczyna się niemiły okres w życiu. Może musi dojść do określonej liczby aktów takiej pychy, aby stały się one na tyle widoczne, a dzięki temu kazały dmuchać na zimne.

W tym kontekście przyznam, że cieszy mnie postawa nawet wcale dziś u nas nierzadka, spoglądania na możliwości informatyki z pogardą. A niech nawet wynika ona z całkowitego braku wiedzy; niech opóźnia rozwój firmy czy przedsiębiorstwa, ale przy okazji chroni przed perypetiami. To jedno. Drugie: nie rzuca negatywnego światła na możliwości informatyki. W ostatecznym rozrachunku to właśnie technika staje się winowajczynią wszelkich niepowodzeń. Lepiej więc, aby przyszli użytkownicy komputerów dojrzeli do ich wymagań, lepiej niech urosną nowi zarządzający, niżby miało dojść do kolejnych rozczarowań. Komputer w coraz większej liczbie przypadków staje się narzędziem niezbędnym, ale z tezą tą nie można też przesadzać. Znam wiele osób całkiem nieźle radzących sobie w interesach bez informatyki; ba, radzących sobie nawet lepiej od tych, którzy ją opanowali. To właśnie oni, kiedy dojrzeją do tej chwili, w której zainteresują się rozwiązaniami informatycznymi, staną się jej najbardziej zagorzałymi zwolennikami. Bo przyniesie im ona coś, co enigmatycznie nazywamy wymiernymi korzyściami.