Waluta przyszłości

Pierwszy raz z reputacją internetową zetknąłem się zaraz na początku swojej aktywności w Sieci, czyli w pierwszej połowie lat 90-tych. Przy okazji wizyty w obcym mieście otrzymałem klucze od mieszkania, abym mógł w nim dwa dni pomieszkać. Właściciel akurat był na wakacjach albo na stypendium, a jedynym zabezpieczeniem była rekomendacja naszego wspólnego znajomego na mój temat: znam tego człowieka z internetu, jest dobrym rootem, więc możesz mu wierzyć.

Wtedy to wystarczało, teraz zapewne nie, choćby dlatego, że większość internautów nie wie co to jest root. Natomiast wraz z rozbudową sieci społecznościowych, listy znajomych, czytelników stron i facebookowych profili, budujemy swoją reputację. To waluta przyszłości, a powoli pojawiają się kantory, w których można wymienić ją na realne pieniądze albo inne profity.

Niedawno Kominek, król polskiej blogosfery, otrzymał okrągłe sto tysięcy i podróż po USA w zamian za promowanie niezdrowej żywności. Realne pieniądze za wirtualną popularność zbudowaną tylko przez słowo i społeczność je czytającą, ponad instytucjami i mediami - czy potrzeba bardziej wyrazistego dowodu, że żyjemy w Rzeczywistości 2.0?

Na razie w Sieci mamy już znajomych i wizerunek, ale nie mamy uniewersalnego miernika wartości, czyli cyberpieniądza. Poszczególne społeczności próbują wprowadzać swoje waluty: Second Life emituje lidendolary, Facebook kredyty, NK.pl eurogąbki a gry MMORPG mają sztuki złota i srebra. Trochę przypomina to sytuację z wczesnego średniowiecza, gdzie każdy książę bił swoją monetę i tylko nieliczni orientowali się w ich wartości. Tymczasem ich wspólnym mianownikiem jest reputacja, czyli skłonność innych do wymiany materialnych i niematerialnych dóbr (np. swojego czasu) na dostarczane przez nas treści.

Niedługo wejdziemy w renesans - władcy scentralizują prawo emisji pieniądza, powstaną pierwsze banki i kantory wymiany walut. Reputacja on-line zacznie być notowana na rynku Forex, obok dolara, jena i euro (jeśli oczywiście te ostatnie waluty przetrwają). Potem czekają nas normalne zjawiska w świecie pieniądza: kredyty, lokaty, procenty, raty i zastawy; a później zapewne także inflacja, podatki, psucie monety oraz kryzysy bankowe, a wraz z nimi pierwsze regulacje.

Niektórzy twierdzą, że zabójcą Google będzie Facebook i jego przycisk "Lubię to!". Jeśli tak się stanie, to zabójcą Facebooka będzie ktoś, kto wymyśli dobry system obrotu walutą przyszłości, czyli reputacją on-line.