WWW i prawo do wolności

Obok bohatera ostatniego felietonu, Richarda Stallmana, twórcy idei wolnego oprogramowania i założyciela Free Software Foundation, miejsce w panteonie sław światowego IT zajmuje Tim Berners-Lee, współtwórca usługi WWW. To kolejny przykład osoby ideowej, mocno zaangażowanej w rozwój globalnej sieci i walczącej z wszechogarniającą komercją. Wizjonerzy, tacy jak Stallman czy Berners-Lee często jako pierwsi dostrzegają niepokojące kierunki zmian w internecie.

Podczas kwietniowego sympozjum, będącego częścią programu obchodów 150 lat istnienia najsłynniejszej uczelni technicznej świata - Massachusetts Institute of Technology, Berners-Lee zaapelował, by dostęp do światowych zasobów WWW zyskał status jednego z podstawowych praw człowieka.

WWW i prawo do wolności

Tim Berners-Lee

Zdaniem Bernersa WWW jest potrzebne człowiekowi tak jak woda. W dobie masowej informatyzacji świata pozbawienie ludzi dostępu do globalnej sieci znacznie zmniejsza ich szanse na rozwój, poprawienie komfortu życia czy kształtowanie obiektywnej wizji świata. Ta opinia wspólgra z oczekiwaniami społecznymi. W 2010 r. pracownicy BBC World Service przeprowadzili badanie ankietowe wśród 27 tys. dorosłych osób z 26 krajów. Aż 50% respondentów chciałoby, aby swobodny dostęp do internetu był fundamentalnym prawem człowieka, pozwalającym na aktywne życie w rozrastającym się społeczeństwie informacyjnym. Kolejne 30% przyznało, że poparłoby inicjatywę zmierzającą do zwiększenia dostępności globalnej sieci

Tim Berners-Lee zwraca uwagę nie tylko na potrzebę upowszechnienia dostępu do sieci, ale w równie dużym stopniu przekonuje, że WWW powinno wrócić do swoich źródeł, które nierozerwalnie wiążą się z dbaniem o poziom informacji, z rozwojem szeroko pojętej nauki i stwarzaniem szans na lepsze życie dla wielu ludzi.

Największe zagrożenia, mogące szkodzić ideom powszechnego dostępu, Berners-Lee widzi w dynamicznie powiększających się i konkurujących serwisach społecznościowych (Facebook, LinkedIn itp.) oraz ograniczeniom nakładanym przez gigantów świata IT (Google, Apple). Wszelkie inicjatywy tego typu mają na celu przyciągnięcie jak największej liczby użytkowników, którzy zostawiając w nim swoje dane osobowe i identyfikując się z wybranymi serwisami doprowadzają, często nieświadomie, do fragmentaryzacji sieci.

Firmy stojące za poszczególnymi usługami (typu Facebook, Gmail, iTunes) strzegą informacji o swoich użytkownikach, ograniczając możliwości importowania kont czy pozyskiwania danych z konkurencyjnych miejsc sieciowych. "Jeśli my, webowcy, pozwolimy by takie tendencje rozpowszechniały się, to w końcu doprowadzimy do tego, że światowe WWW będzie złożone z odrębnych wysepek. Wówczas możemy stracić wolność wyboru, która w sposób fundamentalny kojarzona jest z internetem." - przestrzega Tim Berners-Lee.

Polecamy felieton: Spełnione marzenie Stalina


TOP 200