WWW

Na starym zdjęciu widać dwóch chłopców z równo przyciętymi grzywkami. To mój brat i ja, z czasów gdy ja już chodziłem do szkoły, a on jeszcze nie. Każdy grzeczny chłopiec z tzw. porządnej rodziny musiał wówczas mieć taką grzywkę, co dowodziło, iż sam jest grzeczny, a rodzina porządna. Grzywka trwała aż do przeistoczenia się w młodzieńca, co było sygnalizowane zmianą fryzury i czesaniem włosów prosto pod górę, czego skrycie zazdrościliśmy nieco starszym kolegom.

Na starym zdjęciu widać dwóch chłopców z równo przyciętymi grzywkami. To mój brat i ja, z czasów gdy ja już chodziłem do szkoły, a on jeszcze nie. Każdy grzeczny chłopiec z tzw. porządnej rodziny musiał wówczas mieć taką grzywkę, co dowodziło, iż sam jest grzeczny, a rodzina porządna. Grzywka trwała aż do przeistoczenia się w młodzieńca, co było sygnalizowane zmianą fryzury i czesaniem włosów prosto pod górę, czego skrycie zazdrościliśmy nieco starszym kolegom.

Gdy już czesałem się pod górę, podczas ostatnich wakacji przed maturą, w gronie kolegów wybraliśmy się na kilkudniowy wypad. Gdzieś po drodze spotkała nas niesamowita ulewa, która ułożyła mi włosy zgodnie z kierunkiem spływu wody, tworząc na czole grzywkę. I tak zostało przez wakacje. Po powrocie do liceum, już po kilku dniach moją grzywkę (przypominam: grzeczny chłopiec, z dobrej rodziny) z furią zaatakował sam Dyrektor. Po którymś tam razie poddałem się, zaczesując grzywkę na bok, czego resztki widać do dziś.

Zupełnie przypadkowo wypadło, że wynikły z tego przedziałek powstał po prawej stronie głowy. To - z kolei - stało się przedmiotem nie kończących się uwag Babci. Uważała ona, że porządny człowiek ma przedziałek z lewej strony głowy, a Rechtsscheitel nosił tylko niejaki Hitler.

Lata sześćdziesiąte - czemu już tylko się przyglądałem - przyniosły Beatlesów, a z nimi zmasowane ataki na długowłosych, których strzyżono nawet siłą, zbiorowym wysiłkiem Zjednoczonych Sił Rodzinnych, a czasem nawet milicji. O ile ta ostatnia fundowała tylko strzyżenie na swój koszt, to działania rodzinne należały do wyjątkowo perfidnych. Polegały one na zakradaniu się nocą i oszpecaniu delikwenta podczas snu jednym, dobrze zaplanowanym ciachnięciem nożyc. Dotknięty tym biedak, nie miał innego wyjścia, jak pójść do fryzjera i ostrzyc się, jak - w rozumieniu rodziny - na człowieka przystało.

Popularna dziś fryzura, polegająca właściwie na jej całkowitym braku, była w zamierzchłych czasach określana pogardliwym "wojsko, więzienie albo wszy" (co układa się w zgrabny i dziwnie znajomy skrót: WWW).

Ostatnie lata wcale nie są pod tym względem gorsze. Całkiem niedawno, bo gdzieś dwa lata temu, dzisiejsi rodzice, pamiętając pewnie regulaminy szkolne, zabraniające chodzenia bez towarzystwa dorosłych po ósmej wieczorem, próbowali zmienić to w godzinę policyjną dla małolatów. Niestety, z bardzo umiarkowanym sukcesem.

Mózgom dzisiejszej młodzieży grożą straszniejsze rzeczy niż fryzury, które już mało kogo - w sensie ideologicznym - interesują. Oto z doniesienia Reuters z 9 stycznia br. dowiadujemy się, że niejaki Hayrettin Gok, szef policji w mieście Kirikkale w Anatolii, w Turcji, kazał niedawno aresztować 130 dzieci, korzystających tam z kawiarni internetowych. Aresztowanych zwolniono po wysłuchaniu mowy pana Goka ("Wasze miejsce jest w domu, gdzie macie odrabiać zadania domowe. Chcemy, abyście wyrośli na obywateli, którzy zrobią coś dobrego dla tego kraju...") i zagrożeniu ponownym aresztem w przypadku pojawienia się w rzeczonych kawiarniach ponownie.

W wywiadzie dla prasy oberpolicmajster Gok dodał, że dzieci dzieliły tam czas między oglądanie pornografii a gry hazardowe, dodatkowo paląc papierosy...

Panie wysoki szefie policji Gok: po co się męczyć gadaniem? Nie lepiej sięgnąć po sprawdzone wzory? Jakieś nożyce chyba się na policji znajdą, i niech smarkacze mają to swoje WWW!

Najpierw była owca, teraz małpka - klonowanie ssaków jest coraz bliżej człowieka. Myślę, że zmierza to do realizacji najskrytszego marzenia wszystkich pokoleń rodziców - aby ich dzieci, pod każdym względem były ich wiernymi kopiami.