W imię prawdy

Znalazłem w lokalnej prasie ogłoszenie o programie do wykrywania kłamstw, którego technika działania polega na rozpoznawaniu stanu stresu podczas rozmowy. Oprogramowanie o tyle różni się od tradycyjnego wykrywacza kłamstw, że nie wymaga bezpośredniego kontaktu z testowaną osobą i podłączania wielu przyrządów.

Znalazłem w lokalnej prasie ogłoszenie o programie do wykrywania kłamstw, którego technika działania polega na rozpoznawaniu stanu stresu podczas rozmowy. Oprogramowanie o tyle różni się od tradycyjnego wykrywacza kłamstw, że nie wymaga bezpośredniego kontaktu z testowaną osobą i podłączania wielu przyrządów.

Bazując na analizie mowy, sprawdzian prawdomówności można przeprowadzić zarówno poprzez dialog bezpośredni, jak i podczas rozmowy telefonicznej lub też opierając się na archiwalnym nagraniu. Według autorów, skuteczność działania produktu wynosi 85%, a więc osiąga poziom dość wysoki.

Programu nie sprawdzałem, ale wierzę w prawdziwość przedstawianych faktów. Przy okazji zastanawiałem się nad aspektami prawnymi badania prawdomówności bez wiedzy osoby zainteresowanej - o czym oczywiście może się ona nigdy nie dowiedzieć. Ale to już problem użytkowników oprogramowania i ich żywych klientów.

Tradycyjne wykrywacze kłamstw nie umożliwiały sprawdzenia prawdomówności na podstawie nagrania archiwalnego osoby nieżyjącej. W tym momencie widziałbym właściwe zastosowanie dla tego typu oprogramowania, np. jako pomocy przy weryfikacji wyroków sądowych. Tak się składa, że ostatnio odświeżana jest sprawa "wampira" z Zagłębia, skazanego w 1975 r. Telewizja Polska przedstawiła 14 kwietnia materiał dokumentalny "Jestem mordercą" w reżyserii Macieja Pieprzycy, a dotyczący sprawy śledztwa i osądzenia owego osobnika. W dokumencie zaprezentowano dosyć kontrowersyjne wypowiedzi licznych oficerów MO, biorących udział w śledztwie, z których wynikało, że zebrany materiał dowodowy, a raczej poszlaki, mogły świadczyć przeciw wielu osobom. Wybrać natomiast trzeba było jednego sprawcę i do ostatecznej selekcji spośród 200 podejrzanych posłużyły metody komputerowe (karty perforowane plus jakieś oprogramowanie, którego jakości raczej bym nie przeceniał, znając technologie informatyczne z tamtych lat).

Niemniej śledztwo i proces oparte były tylko na poszlakach i były "skazane" ze względów społecznych i politycznych na sukces, to znaczy znalezienie i osądzenie winnego.

Sprawa w dniu dzisiejszym nabrała rozgłosu (to już drugi materiał dokumentalny związany z tym tematem, jaki obejrzałem w ostatnim czasie) i jakby domagała się bardziej jednoznacznego wyjaśnienia. Być może pomocą mogłyby służyć nowoczesne techniki przetwarzania danych, reprezentowane chociażby przez opisywany na wstępie program analizy prawdomówności. Jedna firma dysponuje oprogramowaniem, druga zapewne nagraniami archiwalnymi, obie znajdują się w tym samym mieście - Katowicach, wystarczy więc trochę inicjatywy i chęci do rzetelnego wyświetlenia prawdy. Jakakolwiek prawda by to była, nie będzie i tak gorsza od tego, co wówczas się wydarzyło. Na pewno nie zaszkodzi też ofiarom i skazanemu.