Uziemieni

Podczas studiów i z początkiem zawodowej kariery człowiek wierzy w doniosłość swej roli na tym padole. Ma się wtedy wrażenie, że można zmienić świat i na pewno można wiele, chociaż nie do końca wiadomo, co. Z biegiem czasu rzeczywistość wygrywa z marzeniami i wiarą. W przypadku informatyków wizje kończą się tam, gdzie zaczynają się użytkownicy.

Znaczna część informatyków rozsiana jest po różnych niewielkich firmach, w których pełnią rolę technicznej asysty. Pomimo że ich praca w zasadzie powinna polegać na administrowaniu, to stają się dyżurnymi informatykami do wszystkiego (i przy okazji do niczego). Nie pogrąża ich techniczna warstwa wykonywanej pracy, ale raczej to, że nie mogą się temu poświęcić, gdyż użytkownicy i przełożeni mają na ten temat inne wyobrażenie. Otóż taki informatyk, ich zdaniem, powinien doskonale orientować się w poruszaniu się po portalach społecznościowych, znać się na socjologii internetu (w tym rozumieć znaczenie i genezę słowa „hejter”), jak również wiedzieć, kto ostatnio zblamował się na imprezie dla celebrytów, o czym pisano na wszystkich plotkarskich portalach, które, rzecz jasna, taki informatyk ma znać na pamięć. Natomiast kanonem wręcz, można rzec, takiej informatycznej codzienności firmowej jest rearanżacja zrytych dokumentów tekstowych, bo nikt nigdy już nie nauczy się wykonywać wcięć przez tabulację i nowego wiersza rzadziej niż co linię. I dlatego właśnie informatyk okazuje się w firmie przydatny. Każdy użytkownik doskonale wie, że treścią bytu informatyka jest edycja dokumentów tekstowych, czego zapewne uczył się przez cztery lata studiów, bo czegóż innego mógłby się uczyć, skoro cała informatyka to teksty, arkusze kalkulacyjne i internet, a programy kupuje się gotowe.

Chyba coś jest na rzeczy, skoro mnóstwo ludzi ma problemy, ze sprawami dotyczącymi korzystania z technologii cyfrowych. Na ogół dlatego, że nie chce im się przeczytać instrukcji, gdzie jest to opisane. Stąd też ciągle istnieją tacy, którzy nie potrafią posłużyć się telefonem komórkowym w sensownym zakresie. Cóż, trzeba nad tym przejść do porządku dziennego. To w końcu wolny rynek decyduje, a nie jakieś wydumane idee. Inna kwestia, że informatyka wykonującego podłą robotę łatwo zastąpić. Można go też słabo opłacać, bo ileż mogą być warte usługi edycji tekstu czy utworzenia strony internetowej, skoro w sieci roi się od ogłoszeń w cenie 50 zł za witrynę.

Zobacz również:

Informatyk, który zajmie się tylko sprawami administrowania, będzie źle postrzegany przez użytkowników, jako zarozumiały, arogancki, niekoleżeński. Natomiast ten zbytnio pomocny utraci na wartości jako specjalista. Trudno mi w tej sprawie coś doradzić. Jedyną rzeczą, jaką mogę polecić, jest zatrudnianie się u rozumnych pracodawców.


TOP 200