Uwierz w ducha

Czy wierzą Państwo w duchy? Życie jest formą istnienia białka, tylko w kominie czasem coś załka - tak podsumowywała naszą wiarę-niewiarę Agnieszka Osiecka. Ja w duchy w liczbie mnogiej nie wierzę, ale wierzę w jednego ducha - ducha czasów.

Czy wierzą Państwo w duchy? Życie jest formą istnienia białka, tylko w kominie czasem coś załka - tak podsumowywała naszą wiarę-niewiarę Agnieszka Osiecka. Ja w duchy w liczbie mnogiej nie wierzę, ale wierzę w jednego ducha - ducha czasów.

Serwis Google ma część, którą z niemiecka nazywa Zeitgeist (http://www.google.com/press/zeit-geist.html ). Znajdą tam Państwo bezdyskusyjny dowód istnienia przynajmniej tego jednego ducha. Google Zeitgeist to lektura bardzo pouczająca i do tego w wielu wymiarach. Pokazuje, co jest w danej chwili "na topie", jakie pojęcia i tematy zaprzątają myśli internautów, o czym "się mówi" i jak długo trwają kariery takich... no właśnie, czego?

Na listach "ducha czasów" można znaleźć pojęcia, nazwy, nazwiska i hasła z bardzo różnych dziedzin życia. Co łączy hasła sars, david bloom, irs i grand national? To, że w kwietniu 2003 r. należały do pierwszej dziesiątki najszybciej zyskujących popularność pojęć w tej wyszukiwarce. Co jest ważniejsze: telewizja Al-Dżazira czy amerykańska uczelniana federacja sportowa NCAA? Arabska telewizja informacyjna była ważniejsza, ale od połowy kwietnia jej popularność systematycznie spada. Co jest ciekawsze, ciąża czy cukrzyca? Ciąża, i to o dwa "oczka". Każde z tych pytań w zasadzie jest bezsensowne, ale na każde jest odpowiedź bezdyskusyjnie poprawna i jednoznaczna - bo zmierzona przez komputer.

Świadomość przeciętnego internauty widziana przez pryzmat Google Zeitgeist jawi się jako przedziwny kogiel-mogiel, w którym miesza się popkultura (hasła david beckham czy madonna), lęki i niepokoje dnia codziennego (sars, iraq czy arbeitsamt w wersji niemieckiej); sacrum (swojsko brzmiąca wielkanoc czy ash wednesday) oraz profanum (shakira, mardi gras). Google Zeitgeist to esencja postmodernizmu w najbardziej radykalnym wydaniu: tu nie ma rzeczy istotnych i błahych, są tylko popularne i niepopularne. Pozwala znaleźć w Internecie drogę do źródeł informacji.

Google Zeitgeist pozostawia mnie także z uczuciem wyobcowania. Dlaczego ludzie pytają o e3 lub fizzer? W czym Elizabeth Smart jest lepsza od Anniki Sorenstam? Może to jedynie amerykańska specyfika (w serwisie widać przemijającą, choć nadal wyraźną dominację kulturową osób anglojęzycznych), a może po prostu nie wiem, co jest "na topie" i o czym "się mówi"?

Jakiś czas temu wielką karierę robiło pojęcie "memetyka". Mem, wedle popularnej definicji, to podstawowy element, z którego składa się nasz aparat pojęciowy oraz cała kultura. Nasza umysłowość definiowana jest przez memy, tak jak ciało przez geny. Wedle innej, bardziej kontestacyjnej definicji, mem to wirus umysłu; złowrogi, zdradliwy i zaraźliwy pożeracz naszej uwagi i aktywności. Nigdzie wyraźniej niż w Google Zeitgeist nie można zobaczyć wirusowej natury memu. Hasła wpisywane przez nas do przeszukiwarki to właśnie takie memy-wirusy, a ich rankingi to "mapy zaraźliwości". Za każdym z milionów pytań o Jennifer Lopez stoi przecież człowiek, który myśli o tej piosenkarce, być może śni i skrycie kocha. Kocha przecież nie kobietę z krwi i kości, a własne "memetyczne" wyobrażenie, wykreowane przez media elektroniczne.

Dzięki Google Zeitgeist wiemy już, co jest popularne. Kiedy pojawi się serwis, który pomoże znaleźć porządek? Coś, co powie internaucie, że hasła pregnancy czy pasqua to jednak coś jakościowo innego niż gazzetta dello sport albo tatu? Jakoś trudno mi przypuszczać, że będzie dostępny szybko. Już chyba prędzej uwierzę w tradycyjne duchy, takie z komina i piosenki Agnieszki Osieckiej.


TOP 200