Uwaga, dziecko!

Przyszedł do mnie niedawno pewien ważny dyrektor wielkiej firmy telekomunikacyjnej. Długo rozmawialiśmy o tym, jak rozwiązać kilka problemów technicznych uruchamianej właśnie sieci rozległej. Jak to zwykle, niestety bywa w naszej zgrzebnej rzeczywistości, obydwaj musieliśmy pogodzić się z ''warunkami obiektywnymi'', czyli mówiąc po polsku - pogodzić się jeszcze raz z łataniną. Trudno, ''jakoś to będzie''...

Przyszedł do mnie niedawno pewien ważny dyrektor wielkiej firmy telekomunikacyjnej. Długo rozmawialiśmy o tym, jak rozwiązać kilka problemów technicznych uruchamianej właśnie sieci rozległej. Jak to zwykle, niestety bywa w naszej zgrzebnej rzeczywistości, obydwaj musieliśmy pogodzić się z ''warunkami obiektywnymi'', czyli mówiąc po polsku - pogodzić się jeszcze raz z łataniną. Trudno, ''jakoś to będzie''...

Zmęczeni niemożnościami zajęliśmy się wymianą poglądów na tematy luźniejsze. Dyrektor wysłuchał uważnie moich zachwytów nad sposobem promocji "Windows 95" przez Microsoft, a następnie zajął się szczegółowym opisem działania jego prywatnej sieci lokalnej. Dosłownie proszę rzecz traktować, ponieważ chodziło o jego domową sieć lokalną, łączącą ("koncentrykiem" - cytuję) biurka domowe Taty, Syna i Córki. Działa naprawdę i koordynuje kalendarze członków rodziny, bilansuje kieszonkowe i budżet rodzinny, wymienia ściągawki szkolne, pozwala na zespołowe rozgrywki i jeszcze na wiele innych rzeczy.

Z zazdrością dopytywałem o dalsze szczegóły techniczne, aż w końcu zapytałem, kiedy on, tak zajęty rozwiązywaniem nierozwiązywalnych problemów wielkich przedsięwzięć teleinformatycznych, znalazł na to czas? Dyrektor, zaskoczony pytaniem, stwierdził krótko - to nie ja, mój syn to wszystko zrobił, nawet ozdobne korytka położył na kablu, tanio można kupić przy ul. Grzybowskiej...

Jedna z ważnych instytucji otrzymała od Sejmu i rządu zadanie analizowania, przepraszam - "monitorowania" - sytuacji, w jakiej znajduje się liczna grupa działających w Polsce przedsiębiorstw. Uczestniczyłem w jednej z licznych, długich, naprawdę wyczerpujących narad. Dyskutowano znaczenie słowa "monitorowanie", skład zespołów eksperckich, budżet potrzebny na dodatkowe badania statystyczne, stwierdzono wreszcie, że trzeba by tak nową inicjatywę ustawodawczą przeprowadzić, aby "warunki obiektywne" zmienić ... A i tak wcześniej nie było w planie, to pewnie dopiero od przyszłego roku ...

Uff, nie dość, że lato upalne, to jeszcze kolejna niemożność zasadnicza - to już lepiej odwiedzę zaprzyjaźnioną firmę informatyczną, zwłaszcza, że mieści się w zacienionym parku, wśród zieleni i z dala od zatrutych spalinami ulic.

Poczęstowany zimnymi napojami, opowiedziałem o niemożnościach w temacie "moniotorowanie", na co przemiły Prezes - z pochodzenia fizyk - uśmiechnął się tajemniczo. Poszeptał trochę z kolegą i zaprosił mnie do innego pokoju.

Pracowała tam grupka młodych ludzi, jak się później okazało, studentów SGH. Śliczna dziewczyna włożyła dyskietkę do stacji i uruchomiła "programik", jak się wyraziła. Kompleksowy analizator wyników działalności finansowej przedsiębiorstwa. Łyka dane z dowolnego planu kont, standaryzuje je i oddaje wyniki analizy według życzeń, nawet F01/02 drukuje sam, prognozuje, modeluje, "monitoruje". A po co? - zapytałem.

- Prace magisterskie piszemy w ten sposób, a nasz starszy kolega system ekspercki jako doktorat szykuje - padła szybka odpowiedź.

- A może w GUS-ie pokazaliście? - znów zdumiony zapytałem.

- A po co? - tam tylu ludzi pracuje, nie ma z kim pogadać, tak wszyscy zajęci.

Na następnym posiedzeniu w temacie "monitorowanie" poszeptałem na boku z szanowanym ekspertem o wizycie w zaprzyjaźnionej firmie. Znudzonym tonem odpowiedział - A po co to robią? Przecież i tak nie wolno im będzie pracować na danych rzeczywistych. Ustawa zakazuje ... Po czym zamyślił się znów głęboko.

Aha, zapomniałem dodać, że Dyrektor nie podłączył swej prywatnej sieci lokalnej do Internetu. Syn potrzebował danych z Biblioteki Kongresu USA. Sam załatwił wszystko.

Uwaga na dzieci. Potrafią. W temacie "monitorowanie" też, jak myślę.


TOP 200