Usługi za bilet do kina

Wycena usługi informatycznej nie jest sprawą łatwą. Sprawdza się tu ogólna zasada, że usługa jest tyle warta, ile chce za nią zapłacić klient. Okazuje się jednak, że jest to tylko półprawda. Znalazłem bowiem miejsce w sieci, gdzie wykonawców można pozyskać jeszcze taniej, czasami wręcz prawie za darmo.

Wycena usługi informatycznej nie jest sprawą łatwą. Sprawdza się tu ogólna zasada, że usługa jest tyle warta, ile chce za nią zapłacić klient. Okazuje się jednak, że jest to tylko półprawda. Znalazłem bowiem miejsce w sieci, gdzie wykonawców można pozyskać jeszcze taniej, czasami wręcz prawie za darmo.

Istnieje w Internecie serwis kojarzący zleceniodawców ze zleceniobiorcami (http://www.zlecenia.przez.net ) posiadający charakter aukcyjny. Poszukujący wykonania określonej usługi obwieszcza o tym wszem i wobec, a potencjalni wykonawcy podają warunki realizacji na zasadzie licytacji ofert. Zachęcam Państwa do zerknięcia we wspomniane miejsce w sieci, gdzie bez konieczności rejestrowania się można osobiście przekonać się w czym rzecz. Na razie ilość ofert jest tu skromna i w zasadzie dotyczy tylko usług informatycznych, niemniej sama idea takiego serwisu jest dobrze pomyślana i nie ogranicza branży zastosowań.

Przeglądając zamieszczone tam archiwum licytacji stwierdziłem, że chyba nastąpiła całkowita degrengolada usług informatycznych. Nic to, że oferty zawierają z góry podany dosyć niski budżet na realizację, ale zadziwiający jest fakt, że licytujący się wykonawcy potrafią zejść z ceną do niewiarygodnej nieraz granicy. Bo czy można wykonać, cokolwiek by to było, za 10 zł? W dziedzinie informatyki oczywiście, gdyż generalnie można za tę kwotę uprzątnąć komuś liście przed domem, odgarnąć śnieg lub nawet umyć samochód.

Nie twierdzę, że wszystkie zamieszczone w serwisie zadania zbywane są tak niskim wynagrodzeniem autorskim, niemniej kwoty poniżej 50 zł bywają na porządku dziennym. Być może jestem przyzwyczajony do zleceń innej rangi, stąd bulwersują mnie tak śmiesznie niskie apanaże. Niemniej widać na rynku pracy daleko posuniętą determinację w pozyskiwaniu każdego źródła przychodu. W tym kontekście zastanawiam się, czy praca wymagająca nie byle jakich kwalifikacji w porównaniu z innymi prostymi zajęciami, podobnie płatnymi a niewymagającymi żadnej wiedzy, ma jakikolwiek sens. Czy zapracowanie na dwie paczki papierosów, butelkę wina lub bilet do kina wymaga aż sięgania po narzędzia informatyczne, wymagające nadto nie byle jakiej wiedzy i doświadczenia?

Obawiam się, że tego typu tania konkurencja położy w którymś momencie definitywny kres popularności zawodów informatycznych, pozostawiając nielicznym informatykom pole do popisu jedynie w dużych projektach za godziwe wynagrodzenie. Natomiast reszta obszaru działalności pozostanie wyłącznie udziałem hobbystów, którzy nawet prawie za darmo, dla zwykłej idei będą chcieli się czymś wykazać. Zastanawiam się, czy biegłość w jakiejś dziedzinie jest wystarczającą podstawą, aby rozmieniać się z tego tytułu na drobne. Jeśli doświadczonemu programiście konstrukcja bardziej złożonego zapytania do bazy danych nie zajmuje więcej niż piętnaście minut, czy automatycznie upoważnia go to do stosowania minutowego taryfikatora dla takich projektów? Jeśli odpowiedź byłaby twierdząca, oznaczałoby to, że osiągnęliśmy stan, w którym programiści są tanimi żywymi automatami do tworzenia oprogramowania.


TOP 200