Uroczystość

Dzisiejszego poranka, jak zwykle spiesząc się do porannej toalety, bo szkoda każdej minuty, szczęśliwie potknąłem się o stos gazet, który w przeddzień przygotowałem do wyniesienia na śmietnik. Rąbnąłem tak zdrowo, że natychmiast po pozbieraniu się, znalazłem się w łóżku. Po kiego czorta ja się tak spieszę, myślałem, trzymając się za czuprynę, choć bolały mnie też bark i kolano.

Dzisiejszego poranka, jak zwykle spiesząc się do porannej toalety, bo szkoda każdej minuty, szczęśliwie potknąłem się o stos gazet, który w przeddzień przygotowałem do wyniesienia na śmietnik. Rąbnąłem tak zdrowo, że natychmiast po pozbieraniu się, znalazłem się w łóżku. Po kiego czorta ja się tak spieszę, myślałem, trzymając się za czuprynę, choć bolały mnie też bark i kolano.

W tym zalataniu, które bierze się stąd, że człowiek tyle lata nie wiadomo za czym, choć wiadomo to dokładnie - myślałem, na chwilę odrywając rękę od czupryny i delikatnie badając stan kolana - człowiek przestaje już latać, bo za dużo latał i zalatany bez sensu zaczyna biegać po ziemi. Biegam tak od świtu do nocy - myślę sobie, a z kolanem, oceniłem, wszystko w porządku, bo zginam i mniej boli - załatwiam te i tamte wygody, biegam tak i niby kondycję mam, ale przebiec mogę z każdym dniem coraz mniej; biegam tak w tej i tamtej sprawie i mogę całkiem zapomnieć - myślę sobie - o swoim pogrzebie. A że modny był to swego czasu temat wśród dożywających długich lat felietonistów, czemu nie spróbować. Leżę więc w łóżku, głowa, bark i kolano doszły już do siebie, i tak sobie myślę, że pochowany mogę być w zasadzie wszędzie. To może być wieś, małe miasteczko, nawet Warszawa, obojętnie czy na Bródnie, czy w Wilanowie, choć najlepiej na Powązkach i niekoniecznie w Alei Zasłużonych, choć najlepiej w Alei Zasłużonych. Lepiej od razu w Alei Zasłużonych, bo po co robić potomnym kłopot z przenosinami.

Msza powinna być cicha. Najlepiej koncelebrowana przez wiekowych biskupów, żeby w kazaniu nie mówili o komputerach, bo w tym wieku człowiek wie, co mówić o życiu. Żaden młody wikariusz, który dziwnym zbiegiem okoliczności właśnie stał się szczęśliwym posiadaczem komputera, nie daj Boże z modemem. W tym dniu chciałbym, aby dano mi już spokój z prezentacją nowości. Katafalk powinien być z surowego drewna. Nie czarny, który to kolor lubię, ale po śmierci planuję się poprawić i zmienić upodobania. Trumna nie lakierowana, a to gwoli zaspokojenia żądań ekologów, choć ten szczegół mi osobiście jest obojętny.

Szpaler pogrzebowy winien wyglądać następująco. Na początku rodzina, zaraz za nią przedstawiciele Rady Ministrów. Na premiera i prezydenta nie tylko nie liczę, ale zwyczajnie nie wiem, jakie panie/jacy panowie mogą sprawować w tym czasie tę funkcję, dlatego nie życzę sobie ich obecności. Na przedstawicieli Rady Ministrów godzę się, bo oni i tak zawsze się wkręcą. Dalej redakcja Computerworld, współpracownicy Computerworld, za nimi przedstawiciele wydawnictwa IDG Poland, liczę też na obecność centrali. Następnie korpus dyplomatyczny, przedstawiciele związku dziennikarzy, do którego nie należę, ale ponieważ będzie to wydarzenie medialne, ustawiam ich tu, aby nie wpychali się z mikrofonami gdzie nie trzeba, i jeszcze jedno, to nie będzie jakaś tam konferencja prasowa, dlatego wypada odpowiednio się ubrać. Teraz przedstawiciele towarzystw, stowarzyszeń i izb informatycznych. Za nimi użytkownicy technologii informatycznych. Dalej przedstawiciele firm informatycznych. Potem koledzy z ław szkolnych, znajomi i przyjaciele. Na końcu najbliższe mi osoby. Wieńce, zaznaczam, indywidualne. Nie chciałbym, aby na jednej szarfie było napisane... od IBM-a i Hewlett-Packarda. Kwiaty delikatnie układać, bo są piękne i mogą doznać uszczerbku, a je lubię.

Tylko cięte.

Przedstawiciele firm informatycznych niech nie rozpaczają, bo nikt nie uwierzy. Rozpaczania w ogóle nie zalecam. Mężczyźni niech nie udają; kobiety niech oszczędzają łzy, nie ma po kim płakać.

Co do przemówień, kategorycznie sobie nie życzę, aby do głosu dopuścić kogoś z przedstawicieli Rady Ministrów ani przed, ani po spuszczeniu trumny. W zasadzie przemówień nie przewiduję, ale jak już ktoś się wyrwie, to niech przynajmniej ma zdrowe gardło, aby wszyscy słyszeli, i niech się nie jąka, bo dłużyzny bywają nudne. Jeśli miałby mówić przedstawiciel firm informatycznych, to starannie wybrać takiego, który będzie mówił o mnie, a nie o osiągnięciach swojej firmy.

Nekrologi są zalecane, ale bez dziwactw w stylu: zasłużony, nieodżałowany, niezastąpiony. Wspomnienia w gazetach nie, bo nie będę mógł przeczytać, a mam zaletę poprawiania. To miejsce lepiej pozostawić na reklamy nowych drukarek albo pakietów do wspomagania zarządzania.

Spuściznę, tzn. nie publikowane wiersze, opowiadania, powieści, publikować można natychmiast po uroczystości; dziennik, po dziesięciu latach, aby nie pozbawiać przyjemności zainteresowanych. Warto doczekać. Uprzedzam uprzejmie, że nie ma w nim mowy o informatyce.

Pomnik z piaskowca sfinansuje rodzina, przepraszam ewentualnych sponsorów. Na płycie podstawowe informacje. Urodzony... Zmarł. Przypuszczam, że będzie to w okolicy 2064 r. Żadnych aforyzmów, limeryków, trenów czy haiku.

Uprzedzam też, że długo po uroczystości nad grobem stać będzie piękna, choć niemłoda, kobieta (głuptasku, spotkamy się niebawem). Proszę więc o szybkie rozejście się do restauracji, aby pozostawić nas samych.

Odwiedzać można o dowolnej porze, bez względu na dzień, miesiąc i rok.