Umiesz liczyć?

Jednym ze skutków ubocznych kryzysu, którego druga fala właśnie uderza w polskie przedsiębiorstwa, będzie kolejne ograniczenie budżetów przeznaczanych na szkolenia i rozwój pracowników. Znam firmy, które inwestują w platformy e-learningowe rozumiejąc, że model "sala szkoleniowa-trener-słuchacze" to przeszłość.

Mam przyjemność z bliska oglądać taką, która rozumie, że skąpiąc na doskonalenie kwalifikacji swoich ludzi podcinają gałąź, na której siedzą. Ale wielu innym nawet taka świadomość nie pomaga - wynik najbliższego kwartału jest ważniejszy, a co będzie potem, to "się zobaczy".

Myślę, że powinniśmy się przyzwyczajać do tego, że nasza przyszłość zawodowa pozostaje w naszych rękach, niczyich więcej. O przedsiębiorstwach - poza naprawdę nielicznymi - mam wyrobione zdanie. Inwestują w ludzi głównie wtedy, gdy muszą, głównie krótkoterminowo, a i tak głównie w deklaracjach. Wyjazd na konferencję na inny kontynent traktują jako łaskę wymagającą trzyletniej "lojalki", choć cena całej imprezy (4-5 tys. zł) to koszt godzinnego przestoju procesu biznesowego z powodu niedziałającej drukarki.

Bądźmy realistami: wiele przedsiębiorstw, w których dzisiaj pracujemy, nie będzie istnieć za kilkanaście lat albo będzie istnieć w zupełnie innej formie. Raczej nie będzie istniało stanowisko, na którym dzisiaj jesteśmy i to nie dlatego, że ktoś nas nie lubi, tylko dlatego, że w aspekcie zmian w technologiach i zarządzaniu przestanie być potrzebne. To nie czarna prognoza, tylko normalna (tj. nasilona w ostatnich latach) dynamika zmian.

Pojawią się za to zupełnie inne firmy i stanowiska. Jakie? Tego ani specjaliści od HR, ani firmowe "programy rozwoju" nie wiedzą, w związku z tym nie mogą nas na tę przyszłość przygotować.

Musimy to zrobić sami. W jaki sposób? Mówiąc nieco slangowo, musimy "zeksternalizować" nasz rozwój. Czyli przestać polegać na jakichś firmowych ścieżkach rozwoju, programach kariery; zamiast tego zacząć czytać, uczestniczyć w internetowych społecznościach, robić kursy zawodowe dostępne on-line (wiele z nich za darmo albo za niewielkie pieniądze), wreszcie czytać dobrą literaturę zawodową.

Zdaję sobie sprawę, że wielu moich Czytelników właśnie dostało kolejne pismo z banku z informacją o podwyższonej z powodu stóp procentowych (euro, złoty) albo kursu (frank) racie kredytu hipotecznego. Ostatnie, czego potrzebują, to w tej sytuacji nowe wydatki na literaturę, kursy albo dokształcanie. Ale jeszcze mniej potrzebują znalezienia się na zawodowym aucie.

Umiesz liczyć? Licz na siebie!