Umarł król, niech żyje król!

Portale internetowe i prasa popularna poświęciły obszerne materiały końcowi firmy Optimus. Legendarny producent komputerów to historia polskiej informatyki w pigułce. Od "bagażnikowego" startu, poprzez dynamiczny rozwój, aż po problemy z fiskusem i stopniowy uwiąd - Optimus był papierkiem lakmusowym swoich czasów.

Symptomatyczny jest fakt, że legenda polskiej informatyki zmienia nazwę na CD Projekt. Mam wrażenie, że starszemu pokoleniu informatyków umyka doniosłość i symbolika tej chwili. Przekształcenie więdnącego importera podzespołów w kreatywną firmę rynku rozrywki to nie powód do żalów, ale radości. Życzyłbym każdej firmie, żeby tak przeżyła swoją własną śmierć.

W odróżnieniu od wielu komentatorów, dobrze pamiętam historię Optimusa i, przy całym szacunku, nie potrafię nie zauważyć jej specyfki. Firma była importerem gotowych podzespołów, z których składała komputery. Know-how potrzebny do takiej działalności nie jest, umówmy się, technologicznym rocket science. Handel takim sprzętem też nie był w latach 90-tych wielkim wyzwaniem - głód komputerów był tak wielki, że klienci walili drzwiami i oknami. Potęga finansowa firmy wyrosła na kasach fiskalnych, zakupowanych pod przymusem administracyjnym i fundowanych w połowie z naszych podatków. Na koniec, afera Optimusa (i JTT) uwidoczniła patologie państwa, ale - znowu - eksport komputerów, by je importować ponownie z ulgą, nie był odkryciem na miare wyszukiwarki Google albo systemu operacyjnego Unix. Niezależnie jak bardzo administracja podatkowa skrzywdziła Romana Kluskę, to na tego rodzaju innowacjach nie da się zbudować przewagi technologicznej polskiego przemysłu IT.

Co innego CD Projekt. Firma zbudowała kapitał na działalności handlowej, ale potem zainwestowała w spółkę-córkę, która tworzy i produkuje gry. Owocem jej pracy jest prawdziwa perła: "Wiedźmin". To postmodernistyczne dzieło oparte na prozie Andrzeja Sapkowskiego zasłużenie osiągnęło sukces międzynarodowy. Druga część to najbardziej wyczekiwana premiera tego roku.

CD Projekt RED, obok Techlandu, , TopWare, People Can Fly to światowa pierwsza liga producentów kreatywnego i innowacyjnego rynku rozrywki elektronicznej. Fakt, że przemysł ten wyemancypował się na tyle, iż nie musi korzystać z przymurszałej marki producenta komputerów, aby na giełdzie pozyskać kapitał, uważam za doniosły krok we właściwym kierunku.

Polska informatyka przestaje montować, sprzedawać, wdrażać gotowe i naśladować, zaczyna tworzyć i budować, by naśladować mogli inni. Życzę powodzenia; umarł król, niech żyje król!