Tytuł

Jak sprzedawcy w księgarni może nie bulwersować facet, który prosząc o książkę wymawia dla normalnego człowieka niezrozumiałe zaklęcie "SQL serwer poproszę". Gdyby tytuły brzmiały zgoła przystępniej i bardziej zrozumiale dla zwykłego zjadacza chleba, np. Maszyna programowalna do obsługi dużej ilości danych, mniej byłoby dziwnych spojrzeń.

Jak sprzedawcy w księgarni może nie bulwersować facet, który prosząc o książkę wymawia dla normalnego człowieka niezrozumiałe zaklęcie "SQL serwer poproszę". Gdyby tytuły brzmiały zgoła przystępniej i bardziej zrozumiale dla zwykłego zjadacza chleba, np. Maszyna programowalna do obsługi dużej ilości danych, mniej byłoby dziwnych spojrzeń.

Mówienie szyfrem jest wskazane przy spotkaniu agentów, a nie między klientem a sprzedawcą, gdzie tylko jedna strona jest wtajemniczona, a drugiej robi się głupio lub za dziwadło uważa kogoś życzącego sobie książkę o tak nieżyciowym tytule. Nie daj Boże jeśli nazwa towaru brzmi serwer dla każdego, to o uśmiech politowania nietrudno. Jaki "SQL serwer", jaki "dla każdego" - pomyśli sprzedawca - "mnie to też wkrótce dosięgnie?". No i kupuje taki miłośnik informatyki wydawnictwa o tytułach brzmiących jak szyfrogramy, gdzie zamiast ludzkich słów wydobywa się z jego ust coś na wzór cykania świerszcza lub szelestu marsjańskiego - Delphii, C++, PHP, HTML, CGI, XML oraz im podobne. Zupełnie inaczej ma się sprawa w przypadku stosowania ogólnie znanych wyrazów w tytułach, co nie budzi niczyjego zdziwienia przy zakupie. Miłość przy porannej kawie lub Poradnik szydełkowania w ciemnoś-ciach nie wyzwalają odruchów niezrozumienia, co najwyżej wprowadzą sprzedawcę w chwilowy stan rozmarzenia. No, ale wiadomo że o takie książki informatycy nie zabiegają raczej, a jeśli nawet, to nie w potrzebie zaspokojenia zawodowej ciekawości.

Na szczęście mamy mnóstwo księgarń samo-obsługowych, gdzie nie musimy nikomu tłumaczyć ani na głos wymawiać "wstydliwych" tytułów. Pakujemy do koszyka, co też nam się na półce spodoba, a sprzedawca przejedzie beznamiętnie po książce czytnikiem kodu i zainkasuje należność. Jeszcze lepiej sprawa ma się z księgarniami internetowymi. Nie musimy wysilać się i myszkować po półkach, nie musimy nawet wysilać się, aby wydobyć książkę z trudno dostępnej najwyższej półki, ryzykownie naprężając nasze mięśnie, co może grozić jakimś skurczem lub przepukliną. Siedzimy sobie wygodnie przed komputerem i grzebiemy w zasobach, oglądając tytuły (także te trudne), czytając opracowane skróty zawartości i spisy rozdziałów. Co więcej, możemy nawet obejrzeć zdjęcie okładki. Jeśli coś nam w końcu przypadnie do gustu, zamawiamy i czekamy na dostawę (często gratis) pod wskazany adres (oczywiście, nie internetowy). O nowościach jesteśmy informowani według własnego życzenia.

Wiele jest księgarń internetowych, nie wszystkie oferują doskonały sposób współdziałania z klientem, ale z opisanej powyżej, mieszczącej się w Gliwicach (nazwy nie podam, bo to nie folder reklamowy), korzystam od dłuższego czasu i jestem bardzo zadowolony, podobnie jak i moi znajomi.

A swoją drogą kwitnące w sposób nie kontrolowany wymyślne nazewnictwo różnych technologii i ich skrótów powoduje, że chyba wszyscy zaczynamy się w tym nieco gubić.


TOP 200