Trzydzieści lat szybko minie

Pisanie felietonu na początek roku jest smutnym obowiązkiem. Nikt nie lubi przewidywać niepewnej przyszłości, zaś analizowanie porażek i sukcesów minionego czasu, które regularnie zalecał mi na nowy rok Redaktor Naczelny, przestało mieć sens, bo cykle technologii nie nakładają się na okresy kalendarza.

Pisanie felietonu na początek roku jest smutnym obowiązkiem. Nikt nie lubi przewidywać niepewnej przyszłości, zaś analizowanie porażek i sukcesów minionego czasu, które regularnie zalecał mi na nowy rok Redaktor Naczelny, przestało mieć sens, bo cykle technologii nie nakładają się na okresy kalendarza.

Ale jest jednak pewne podobieństwo pomiędzy jednym rokiem a całym życiem ludzkim. Początek jest radosny i pełen nadziei, zaś koniec wyraźnie z górki. Szczególnie, jeśli chodzi o technologię.

Starość ma to do siebie, że źle znosi nowoczesność. Trzydzieści lat temu, jako jeszcze bardzo młody człowiek, z przerażeniem obserwowałem mego Ojca, który próbował wyjaśnić memu Dziadkowi, jak działa magnetofon. Jedynym urządzeniem taśmowym, z jakim w swoim długim życiu Dziadek miał do czynienia, była maszyna do pisania. Taśma w niej, którą każdy musiał umieć założyć, była produktem niskiej technologii. Ot, kawałek paska z tkaniny, nasączony czarną mazią, uderzony młoteczkiem zostawiał ślad na papierze. Niejako przy okazji na taśmie odbijały się kolejne literki. Szczególnie na nowej można było zobaczyć tekst jako ciąg znaków. Tak samo działał dalekopis, czyli lepszy telegraf po drucie. Była to technologia bardzo dziewiętnastowieczna: mechaniczne młotki z literami waliły z całej siły, produkując wiele hałasu. W ówczesnych komputerach znalazło się miejsce dla teletypu z tasiemką, choć głowica pisząca była już zintegrowana, w kształcie walca lub piłeczki golfowej. Żadnych młoteczków, które mogłyby zakleszczyć się.

Dziadek w żaden sposób nie chciał zrozumieć, że gdy mówi się do mikrofonu, to na taśmie magnetycznej nie są zapisywane żadne literki, tylko drgania powietrza jako fale elektryczne. Nie mogąc zrozumieć technologii, nie potrafił nauczyć się korzystania z magnetofonu. Skutkiem tego, przestał pisać, bo nie miał już siły, aby uderzać w klawisze, a dyktowanie bezdusznemu urządzeniu nie wychodziło. Smutno było obserwować porażkę starego człowieka, ale w starciu z technologią nie miał wielu szans.

Podobnie mój Ojciec, niewiele ma szans w walce z komputerem. Owszem, postęp w naszej rodzinie jest znaczny, bo jednak nauczył się pisać i poprawiać teksty. Ale w żaden sposób nie mogę przekonać Go do rezygnacji z używania spacji (kłania się maszyna do pisania) jako metody centrowania napisów. Nie wspominam o podpisie, przesuwanym zawsze aż do prawego marginesu, bo tak kiedyś w Polsce pisało się listy. Ikony znikające z biurka oraz z doku są dla niego codziennością, na którą nie ma lekarstwa. Wbrew pozorom, analogia z biurkiem źle działa w przypadku ludzi starszych. Szczególnie jeśli byli bałaganiarzami. Mojemu Ojcu nigdy nie udawało się uporządkować stołu do pracy, zawsze zastawionego licznymi stosami różnych papierów. Może nowa metoda prezentacji katalogów w postaci stosów byłaby dla niego łatwiejsza? Nie wiem, czy potrafiłbym mu to wyjaśnić. W naszych rozmowach gdzieś tam zawsze przewija się cień taśmy magnetofonowej. Co ciekawe, mój Ojciec nie pamięta lekcji, które sam dawał swemu Ojcu.

Nie mam wątpliwości, że za trzydzieści lat, mój - wtedy sześćdziesięcioletni - syn będzie próbował coś mi wytłumaczyć, a ja z uporem maniaka będę wracał do modelu GUI i myszki, które znam dobrze. Nie ma nadziei, aby stało się inaczej. Przykry jest koniec roku w naszym życiu. Przynajmniej choinka może będzie taka sama. Ze szklanymi bombkami i gwiazdą na czubku. Do siego roku!


TOP 200