Trzy punkty dla sektora publicznego

Prawie nie zauważona przechodzi wiadomość o kolejnej gigantycznej stracie, jaką ponosi nasze państwo z powodu niezdarnego prowadzenia dużych projektów informatycznych.

Prawie nie zauważona przechodzi wiadomość o kolejnej gigantycznej stracie, jaką ponosi nasze państwo z powodu niezdarnego prowadzenia dużych projektów informatycznych (http://wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?_WID=249638&kat=941).

W związku z "czarną serią" informatyki w administracji mam trzypunktowy program działań, który pozwoli na uniknięcie takich sytuacji w przyszłości. Mój ambitny plan wpisuje się jednocześnie w ogólną logikę działań rządu, zaprezentowanych w jego strategii gospodarczej.

Pierwszą bolączką projektów informatycznych w administracji w Polsce jest ich opóźnienie. Najlepszy przykład to KSI ZUS - miał zacząć działać ponad dwa lata temu, ale do dziś nie osiągnął pełnej spraw-ności. W związku z tym proponuję uchwalenie ustawy, która wprowadzi specjalny kalendarz w takich projektach. Każdy miesiąc zostałby wydłużony o połowę, np. styczeń miałby 47 dni, luty 42 albo 43 itd. Ale to nie wszystko! Ostatni miesiąc przed deadlinem takiego projektu byłby wydłużany bezterminowo, np. gdyby jakiś system miał być oddany 1 października, to wrzesień byłby wydłużany w miarę potrzeby, a jego koniec ogłaszałoby Rządowe Biuro ds. Informatyki, kiedy budowa systemu byłaby zakończona. Nie ma przecież powodu, aby w XXI wieku upierać się przy starym, babilońskim podziale roku, jeżeli w grę wchodzi terminowe kończenie projektów informatycznych, kluczowych dla państwa.

Skoro rozwiązaliśmy już problem czasu, rozwiążmy problem środków. Rozumiejąc kluczową rolę informatyki w sektorze publicznym, proponuję powołanie specjalnego Narodowego Funduszu Informatyzacji. Na ten fundusz byłby przeznaczany obowiązkowy procent od każdej umowy mającej za przedmiot komputer, oprogramowanie lub usługi informatyczne. Spec-jalny odpis (odpis, nie podatek!) w wysokości np. 3% byłby płacony zarówno przez kupującego, jak i sprzedającego. Jednorazowo taki odpis musiałby być także zapłacony przez osoby posiadające już komputery w domach. Należy uchwalić ustawę, w której znajdzie się domniemanie, że każdy Polak posiada komputer o ryczałtowej wartości. Gdyby twierdził, że nie posiada, to umundurowani kontrolerzy Narodowego Funduszu Informatyzacji odwiedzą go w domu i dokładnie sprawdzą, jakie urządzenia domowe mają , i naliczą stosowny odpis. Obywatelom mijającym się z prawdą kontroler wymierzy stawkę karną odpisu - przecież nie może być tak, żeby informatyzacja cierpiała przez nieuczciwych podat... chciałem powiedzieć, odpiśników!

Mając już zapewnione pieniądze oraz czas, zapewnijmy to, co najważniejsze - wysoko wykwalifikowane kadry. To paradoksalne, bo zewsząd słychać głosy, że w Polsce kształci się dobrych informatyków, prywatni przedsiębiorcy chwalą ich sobie, a np. Niemcy zapraszają szeroko otwierając ramiona. Przyznają Państwo, że to nienormalne. Aby rozwiązać ten problem, należy wprowadzić dwa usprawnienia. Prywatnych przedsiębiorców obowiązywałyby kwoty na zatrudnianie informatyków, a w firmach obowiązywałaby siatka płac jednakowa jak w administracji państwowej. Dzięki temu rzesze specjalistów zaczęłyby szukać prac w instytucjach publicznych, przyczyniając się do lepszego i szybszego prowadzenia projektów informatycznych. Gdyby zaszła potrzeba, wprowadziłoby się dla informatyków obowiązek uzyskiwania zezwoleń na każdy wyjazd za granicę.

W trosce o wspólne dobro dzielę się tymi rewolucyjnymi pomysłami na łamach Computerworld, nie oczekując w zamian nic. Może tylko jednego - gdyby zostało ustanowione nowe odznaczenie, order im. Edwarda Gierka, to chciałbym zostać jego pierwszym kawalerem.


TOP 200