Trzeba będzie płacić

Nieuchronnie zbliża się koniec darmowego Internetu, zapowiada w jednym z niedawnych numerów niemiecki tygodnik "Der Spiegel". A oto dowody i przykłady.

Nieuchronnie zbliża się koniec darmowego Internetu, zapowiada w jednym z niedawnych numerów niemiecki tygodnik "Der Spiegel". A oto dowody i przykłady.

Pierwsze 10 minut koncertu Eltona Johna za darmo, ale za dalszy odbiór komputerowego przekazu "na żywo" trzeba będzie płacić. Skoro żadna widownia nie pomieści wszystkich fanów tego piosenkarza, a bilety na każdy jego koncert są wyprzedane do ostatniego, można liczyć na ogromne zainteresowanie wysłuchaniem występu w Internecie. Za co jednak internauci będą musieli zapłacić. Taki jest najnowszy pomysł Thomasa Holtropa, szefa T-Online - firmy należącej do Deutsche Telekom.

Wśród menedżerów wielkich firm internetowych panuje dość nerwowa atmosfera, ostatnio bowiem okazało się, że ich rachuby na kolosalne dochody rozmijają się z rzeczywistością. Strategia rozwoju branży polegała na tym, że dzięki darmowej ofercie najrozmaitszych informacji i usług strony WWW będą bardzo licznie odwiedzane, co z kolei pobudzi elektroniczny handel i reklamę, pozwalając pokryć wysokie koszta własne. Tymczasem wprawdzie liczba internautów rośnie imponująco, ale bynajmniej nie idą za tym zyski z e-handlu i e-reklamy.

Jak wynika z cytowanych przez wspomniany tygodnik statystyk, w roku 2000 obroty elektronicznego handlu nie przekroczyły w Niemczech 5 mld DM, co odpowiada zaledwie 0,5 proc. łącznych obrotów handlu w tym kraju (nie licząc hurtu). Nie lepiej przedstawiają się zeszłoroczne wyniki reklamy w Internecie. Najwyraźniej przewidywane wpływy były przeszacowane. Ogółem wpływy mediów z reklamy wyniosły 23,3 mld marek, z czego jedynie 153 mln DM z reklamy elektronicznej. Nadal największymi partnerami reklamodawców były gazety - 6,6 mld DM i telewizja - 4,7 mld DM.

Problem polega jednak nie na tym, jak przejść od Internetu bezpłatnego do płatnego, bo taki kierunek wydaje się przesądzony, lecz jak to zrobić, żeby nie stracić swoich klientów-internautów, a zwłaszcza, jaki segment oferty powinny obejmować opłaty.

Komercjalizacja Sieci wymaga czasu i bardzo starannego rozpoznania skutków takiej, w istocie rewolucyjnej, zmiany. Od wielu miesięcy np. pracują nad odpowiednimi projektami specjaliści amerykańskiej giełdy internetowej Napster i niemieckiego koncernu medialnego Bertelsmanna. Na połowę lata br. zapowiedziano ich wypróbowanie na milionowej grupie użytkowników, a z końcem roku mogliby słuchać przez Internet ulubionych wykonawców popularnej muzyki, pod warunkiem opłacenia miesięcznego abonamentu w wysokości ok. 5 USD.

Dodatkową zachętą ma być możność otrzymywania archiwalnych zdjęć i nagrań. Wygląda więc na to, że - jak mówi jeden w menedżerów Bertelsmanna, Andreas Schmidt - "komputer stanie się jeszcze jednym elementem gospodarstwa domowego: maszyną do uprawiania rozrywki", obok lodówki, pralki czy zmywarki naczyń.

Abonamentowe opłaty już wprowadził inny gigant internetowy - Yahoo. Na razie - w USA, ale zapewne wkrótce także w innych krajach, internauci będą mieli dostęp do najświeższych informacji finansowych za cenę 9,95 USD miesięcznie.

Informacje, prognozy pogody czy notowania giełdowe stoją otworem na stronach WWW. To istny raj dla żeglujących w wirtualnym świecie użytkowników Internetu, którzy w świecie rzeczywistym za takie wiadomości musieliby płacić. Gdy zawodzą widocznie wygórowane nadzieje na wielkie zyski z elektronicznego handlu i reklamy, zanosi się na rychły kres internetowego raju czy - jak pisze "Der Spiegel" - "kultury darmowych usług".

Ta drogą podąża zresztą od dłuższego czasu prasa. Wydanie on-line wielkiej gazety "Wall Street Journal" od wielu lat jest płatne, podobnie jak wydanie na papierze. Szef koncernu Dow Jones, właściciela tej gazety, wzywa innych wydawców do przyjęcia takiego samego rozwiązania i przestrzega: "w przeciwnym razie nie ma mowy o osiągnięciu opłacalności".

Jeszcze dalej poszła niemiecka "Rhein-Zeitung". Przed paru miesiącami redakcja wprowadziła do Sieci codzienne wydanie w identycznym kształcie jak wydanie na papierze. Za pomocą myszki czytelnik może wywoływać interesujące go artykuły czy ogłoszenia. Cena miesięcznego abonamentu, z którego korzysta już ok. 5 tys. czytelników gazety, wynosi tyle samo co za wydanie na papierze. Jak dotąd brakuje jedynie odpowiedzi na pytanie, czy wydawca może wliczać abonentów wydania internetowego do ogólnej statystyki wielkości nakładu gazety, co ma znaczenie dla reklamodawców.

Nie jest to przykład jedyny. Ogólnoniemiecki dziennik "Die Welt", wydawany przez koncern Springera, nosi się z zamiarem udostępniania swoich informacji sportowych i materiałów archiwalnych via Internet - za stosowną dodatkową opłatą.

A tę opłatę można uiszczać na wiele sposobów: wszystko dla wygody klienta... i korzyści właściciela witryny. A więc może być włączana do miesięcznego rachunku telefonicznego, może obciążać bankowe konto klienta, może być regulowana kartą kredytową.

Jak na tę nową dla siebie sytuację zareaguje rynek, czyli miliony internautów przyzwyczajonych do darmowego Internetu, oczywiście nie wiadomo. Czy silniejsze okaże się przyzwyczajenie, że usługi internetowe otrzymuje się gratis, czy po prostu przyzwyczajenie do korzystania z Internetu, nawet jeśli trzeba będzie za to płacić?


TOP 200