Tesco z zamachem

W latach 70-tych, kiedy w naszej sieci elektrycznej, w domach i przedsiębiorstwach, mieliśmy 220/380 V, brytyjczycy mieli 240/415. Potem przyszła Europa i zrównała wszystkich (niemal) do poziomu 230/400.

Zanim to jednak nastąpiło, chcąc zasilać brytyjski komputer z polskiej sieci trzeba było przerabiać prąd polski na brytyjski, do czego nie wystarczał transformator, bo komputer taki był bardzo wrażliwy na tzw. mikro-przerwy w zasilaniu, które występują np. przy wejściach i wyjściach generatorów w elektrowniach z systemu, co zdarza się wielokrotnie każdego dnia. Przerwy tego rodzaju trwają nie dłużej niż kilka dziesiątych sekundy, więc nie widać ich w żarówce czy na ekranie telewizora, dla komputera to jednak wieki (komputery osobiste są mniej wrażliwe, bo zapas energii na przeżycie tej przerwy zapewniają im kondensatory zasilaczy).

Zamiast transformatora więc był układ silnik elektryczny-generator, z których ten pierwszy był zasilany prądem "polskim", a drugi dawał już napięcie brytyjskie. Energię zaś, pozwalającą przeskoczyć mikro-przerwę, magazynowało ciężkie koło zamachowe, wirujące na osi łączącej jedno z tych urządzeń z drugim. Całość powodowała spory hałas, a w przypadku utraty zasilania w ogóle, była przełączana na inne jego źródło, przy założeniu, że napięcie nie zaniknie w obu naraz, co nie zawsze się sprawdzało.

Dziś rozwiązuje się to m.in. tak, że pobierające znacznie więcej mocy morza serwerów i komputerów w przypadku zaniku napięcia w sieci publicznej, zasila się z akumulatorów, które po chwili (trwającej i nieco ponad minutę), zostają zwolnione z tego obowiązku przez generator napędzany silnikiem spalinowym. A akumulatory to mają do siebie, że się starzeją i po jakimś czasie trzeba je wymieniać, co nie jest tanie, a dodatkowo nie jest też obojętne dla środowiska. Dobrze więc byłoby je zastąpić czymś, co, pod tymi względami, jest lepsze.

I tu kolejny raz można rzec - wszystko już kiedyś było, Okazuje się bowiem, że stojaki pełne akumulatorów daje się jednak zastąpić czymś, co mniej zagraża środowisku i jest tańsze. Czym więc? Właśnie otóż - kołem zamachowym!

Ale tak, jak przy każdym rozwiązaniu z przeszłości, jego współczesna realizacja w niczym, poza główną ideą, go nie przypomina. Rozwiązanie takie zastosowano, w Wielkiej Brytanii właśnie, w centrum obliczeniowym sieci sklepów Tesco, co niektóre tamtejsze źródła określiły jako "użycie techniki wieku pary by zapewnić ciągłość działania ośrodka obliczeniowego z 21-go wieku".

Szef tego ośrodka powiedział, że to trwające półtora roku przedsięwzięcie było częścią szerzej, bo na 10 lat, zamierzonego projektu ograniczenia zużycia energii w Tesco w ogóle. Poradzono sobie tam szybko z dużych serwerów unix'owych na komputerze typu mainframe, pozostały jednak szastające energią serwery intelowskie.

Dla oszczędności i ochrony środowiska zastosowano zasilacze awaryjne z kołami zamachowymi obracającymi się z szybkością 7200 obr./min. na łożyskach magnetycznych, eliminujących mechaniczne tarcie (rozwiązanie firmy ActivePower - pierwsze na świecie tego rodzaju). Pozwala to zmagazynować w tych kołach energię, która wystarcza na niemal pół minuty bezpiecznego zasilania, w którym to czasie (najdalej po 20 sekundach), pełną moc mają osiągnąć własne generatory spalinowe nowego typu (poprzednie potrzebowały na to prawie minutę).

Zastosowano też, przy okazji, bardziej efektywny system chłodzenia półek z serwerami typu blade, co pozwoliło zwiększyć obciążenie energetyczne pojedynczej półki z 2-3 kW do 30kW.

Tak więc - to wszystko już kiedyś było. Tylko nieco inaczej. A różnica - to miara postępu.