Tania jakość

W firmie poczyniono już chyba wszystko w celu wykorzystania informatyki do prowadzenia biznesu. Wszelkie procesy doskonale opanowane, obsługa klienta na najwyższym poziomie. W zasadzie nic dodać, nic ująć. A jednak jest problem. Skąd pozyskać nowych klientów?

Nie ma skąd. Rynek jest nasycony, więc sprzedaż utknęła na stałym poziomie i już od dłuższego czasu ani odrobinę nie wzrosła. Cóż, nikt nigdy nie obiecał niekończącego się wzrostu. Nie trzeba mieć nie wiadomo jakiej wyobraźni, aby stwierdzić, że każdy proces jednokierunkowy doprowadza do poziomu nasycenia, jeśli tylko więcej jest na wejściu niż na wyjściu.

Aby więc zwiększyć dochody, postanowiono zmniejszyć koszty. Z informatyki nie było czego obcinać, gdyż już prawie nic nie kosztowała. Jedyny informatyk wpadał tylko sporadycznie - na zasadzie zlecenia, gdy pojawiała się doraźna potrzeba, co nie zdarzało się zbyt często. Trzeba było wprowadzić oszczędności w zasadniczym nurcie produkcyjnym. Istnieje wiele komponentów zastępczych i tańszych, których zastosowanie obniża, co prawda, jakość produktu finalnego, jednak nie jest powodem do zmiany nazwy produktu. Ludzie i tak to kupią. A przynajmniej będą kupować przez dłuższy czas, dopóki się nie zorientują, że jakość zeszła na psy. I tak nie będą mieli specjalnego wyboru, gdyż konkurencja czyni podobne pociągnięcia. I w ten właśnie sposób obniża się jakość globalnie - a to przez stosowanie gorszych składników, mniej restrykcyjnych parametrów, przenoszenie produkcji do regionów tańszych. Stosuje się to w makroskali, co powoduje, że uznane marki mają swoją etykietę, jednak pochodzenie towaru bywa już różne. Obecnie o jakości produkcji bardziej decydują księgowi niż inżynierowie i technolodzy.

O ile naszpikowany elektroniką samochód będzie za 10 lat nadal w miarę świeży technologicznie, o tyle nikt nie gwarantuje, że będzie na chodzie. Jego utrzymanie prawdopodobnie stanie się zbyt kosztowne ze względu na konieczność wymiany drogich części, które nie były planowane do dłuższej eksploatacji. Odwrotnie sprawa ma się z komputerami różnej maści. Tutaj dekada to przepaść technologiczna i o ile sprzęt taki jest zazwyczaj w niezłej technicznie formie, o tyle w sensie użytkowym staje się zabytkiem, na którym nie bardzo można nic sensownego zdziałać. Widać więc, że w tym wypadku postęp technologiczny automatycznie wymusza zmiany na rynku, w jakiś sposób ratując przed zastojem. Nie trzeba zatem na siłę obniżać jakości produktu. Natomiast w przypadku bardziej prozaicznych zastosowań, takich jak sprzęt AGD czy właśnie samochody, granicę życia wielu przedmiotów definiuje się jakością. Skończyły się czasy długowiecznych samochodów nie do zajechania, sprawujących się po ćwierćwieczu nadal całkiem nieźle, mimo że nikt ich specjalnie nie oszczędzał.

Każdy musi z czegoś żyć: i producent, i serwis. Bo jak wszystko byłoby trwałe i niezawodne, to co byśmy wtedy robili?


TOP 200