Tajne i poufne

Zakładowy administrator bezpieczeństwa może spowodować, że życie w firmie nie będzie już nigdy takie jak dawniej. Najgorsze jednak, gdy pilnowanie bezpieczeństwa sprowadza się do dziwnych utrudnień, które wobec pilnej konieczności i tak muszą zostać ominięte.

Lokalny Informatyk wymyślił ściśle restrykcyjną procedurę dostępu do tajnych zasobów firmy. Prawie jak w Pentagonie, albo nawet i lepiej. Postanowił, że administracyjne hasło dostępu do serwera firmowego, odmiennie niż było do tej pory, nie będzie znane wszystkim upoważnionym, ale nie będzie znane nikomu, nawet jemu. Propozycję poddał pod dyskusję na Dyrekcyjnym zebraniu. I jak nigdy dotąd przyjęto proponowane rozwiązanie z aplauzem. Tajność informacji była konikiem Ciała Dyrekcyjnego, gdyż na serwerze działał system księgowy oraz płacowy i Dyrekcja bardzo nie chciała, aby ktokolwiek mógł mieć tam wgląd. Lokalny zapewnił, że jego rozwiązanie to gwarantuje. Minusem jest jednak to, że Księgowa i tak będzie widziała co i jak poprzez aplikację, ale ewentualnie można jej zawiązać oczy i po sprawie. Natomiast idea utajniania hasła miała polegać na tym, że każdy z Dyrekcyjnego grona znał tylko swoją dwuznakową część tajnego kodu, co przy czterech osobach dawało hasło przyzwoitej długości. Minusem było to, że wszyscy musieli na ten moment zebrać się w jednym punkcie, co było sprawą wcale niełatwą do przeprowadzenia.

Skala trudności dała znać o sobie już w chwili inicjowania hasła. Otóż Lokalny ustawił restrykcje, że hasło ma zawierać przynajmniej jedną cyfrę i jeden znak specjalny. No i się zaczęło. Nikt nie chciał ustąpić, a system hasła nie chciał przyjąć. Dyrekcja zaczęła patrzeć wilkiem na siebie nawzajem, a na Lokalnego w szczególności. Wobec siły wyższej Lokalny zdjął restrykcje i wreszcie hasło zostało wprowadzone. I wszystko od tej chwili biegło w firmie jakby lepiej. Ale, niestety, wszystko się kiedyś kończy. Po kilku miesiącach od tego zdarzenia wystąpiła konieczność administracyjnego dostępu do serwera. Do tej pory Lokalny robił to bez problemu, bo znał hasło. Teraz było inaczej. Dwie osoby z Dyrekcji zastał na miejscu, jednak pozostałe dwie to już wielka niewiadoma. Jeden w delegacji, drugi gdzieś na Karaibach. "I co tu robić, co tu robić" - Lokalny powtarzał w kółko. W zasadzie powinno być tak, że ściągamy wszystkich w trybie awaryjnym a jeśli nie, to firma zawiesza działalność z powodu dysfunkcji serwera. Są jednak kroki pośrednie, dopuszczalne w chwilach szczególnych. Nie ma takich zabezpieczeń, których nie dałoby się obejść, mając dostęp do fizycznego serwera, co Lokalny wykorzystał z całą bezwzględnością.

Czasami stosuje się procedury i zabezpieczenia, których realizacja okazuje się w konkretnych warunkach niemożliwa. Często w tym wszystkim chodzi bardziej o komfort psychiczny decydentów aniżeli o rzeczywiste zabezpieczenia.


TOP 200