Szybciej do telefonów

Dlaczego upieram się przy porozumieniu najlepszych (specjalistów od zastosowań)? Nie chodzi tylko o prestiż. Idzie o wyzwania naszej współczesności.

Dlaczego upieram się przy porozumieniu najlepszych (specjalistów od zastosowań)? Nie chodzi tylko o prestiż. Idzie o wyzwania naszej współczesności.

Rozumiem, że takiej potędze, jak - powiedzmy - "Optimus", żadne felietonowe mądrości nie są potrzebne, że perspektywa multimedialna zatyka dech w piersiach, a pieniądze prężnym menedżerom branży same pchają się do rąk. Jednakże marzyłbym - jako nagłówkowy nieuleczalny optymista - by maszerowano do przodu niekoniecznie tyłem, przyglądając się i kopiując jedynie to, co już zrobili inni.

Branża telefoniczna, tak blisko informatyki (dzisiejsza centralka jest przecież po prostu komputerem), ma się rozwijać, naśladując wielkich - i spóźniając się tak, jak wielcy. Tymczasem eksplozja Internetu pokazała, że nie ma co czekać na wielkich i można rosnąć do wielkości, nie oglądając się na nich.

Otóż telefonizować można się od dołu, zupełnie inaczej, niż poprzez AT&T, Siemensa czy Alcatel. I już się tak telefonizowano. Ze skutkiem. Finlandii nie stelefonizował żaden wielki koncern, oplatający ją siecią swoich połączeń. Odwrotnie, poszczególne rejony kraju telefonizowały się lokalnie - same. Telefonia fińska powstała z połączenia 900 lokalnych sieci lokalnych towarzystw telefonicznych.

Podobnie stelefonizowali się amerykańscy farmerzy Midwestu, Środkowego Zachodu, rejonu rolniczego, gdzie rzadka sieć osadnicza nie zachęcała wielkich korporacji telefonicznych do inwestowania. Środkowy Zachód Ameryki stelefonizowało więc kilkaset lokalnych spółek i spółdzielni telefonicznych, które następnie włączyły się w sieci ogólnokrajowe. Same, na swoich warunkach.

Co to w praktyce dla nas oznacza?

Otóż prywatyzacja telefonii może przebiegać zupełnie inaczej, niż się o tym do dzisiaj mówi. A w każdym razie niżej podpisany podejmie ze swoimi przyjaciółmi kampanię w tym kierunku.

Byłem w Chmielniku Rzeszowskim, gdzie wzorem farmerów amerykańskich chłopi kilku gmin z inicjatywy dawnego chłopskiego senatora solidarnościowego, Józefa Ślisza, stelefonizowali się sami. Amerykańscy pionierzy pomogli w kontakcie z Northern Telecom, który dostarczył - tanio! -najnowocześniejszy sprzęt; rozmowy lokalne w sieciach WIST-u w Łące i Spółdzielni w Chmielniku nie wymagają dodatkowych opłat - jak wszędzie w świecie cywilizowanym; wystarcza abonament. Wpływy z abonamentów wystarczają jeszcze na spłatę kredytu udzielonego przez Northern Telecom.

Do tej pory w naszym kraju komitety telefonizacyjne, organizowane przez zainteresowanych obywateli, inwestowały, a telefonia państwowa przejmowała zakupiony sprzęt jako operator. W samych tych zabiegach tkwiło swoiste nadużycie ze strony bezkarnego monopolisty, chronionego na domiar przez państwo. Myślę, że ten mechanizm można będzie odwrócić - i decentralizować istniejącą sieć, przekazując lokalną obsługę abonentów w poszczególnych okręgach telefonicznych (kilka gmin) spółkom, spółdzielniom i towarzystwom telefonicznym mieszkańców.

To oznacza również i perspektywę innych dróg dalszej telefonizacji - wzorem Chmielnika. Budząc ambicje, aktywność i współdziałanie lokalnych społeczności jako swych partnerów w biznesie, a nie sięgając od razu po telefonizację całych wielkich regionów kraju, można realizować interesy szybciej i sprawniej.

Oczywiście, będzie to wymagało przełamania ustalonego przez państwo monopolu dostaw sprzętu, udzielonego określonym tylko wielkim producentom zachodnim. Nie ma żadnych podstaw do akceptowania tego kolejnego nadużycia - wszyscy dostawcy powinni tu swobodnie konkurować; w końcu lokalna społeczność za swoje pieniądze musi mieć prawo wyboru, co chce kupić. I to nie na zasadzie wyjątku, jaki wspaniałomyślnie uczyniono dla Chmielnika i Łąki.

Uwaga: każda inteligentna mała firma komputerowa może pomóc stelefonizować się swojej społeczności lokalnej. I zarobić na tym, rzecz jasna. Wzór pod telefonem 0 17 29 67 00.


TOP 200