Szumy informacyjne

Zastanawiająca dla mnie staje się ta powszechna dominacja półprawdy. Gdzie by nie spojrzeć i o jakie istotne wydarzenia nie zahaczyć, wszędzie pojawiają się niedopowiedzenia, zniekształcające skutecznie obraz rzeczywistości i blokujące możliwość wyegzekwowania czegokolwiek. Prosta prawda coraz częściej usuwa się w cień, wypierana przez niby-prawdę.

Zastanawiająca dla mnie staje się ta powszechna dominacja półprawdy. Gdzie by nie spojrzeć i o jakie istotne wydarzenia nie zahaczyć, wszędzie pojawiają się niedopowiedzenia, zniekształcające skutecznie obraz rzeczywistości i blokujące możliwość wyegzekwowania czegokolwiek. Prosta prawda coraz częściej usuwa się w cień, wypierana przez niby-prawdę.

Nie śledzę szczegółowo tych wszystkich procesów, które toczą się obecnie w naszym kraju - czy to przed komisjami czy na wokandach sądowych - bo sprawy te mnie zwyczajnie nużą. Ale czasami coś do mnie dociera, gdyż nie jestem jednostką do końca wyizolowaną. Wnioski, jakie z tego wyciągam, nie są budujące, gdyż okazuje się, że wszelki aparat powołany do wyjawiania prawdy jest głęboko nieskuteczny, a w kontekście ogólnego krętactwa może budzić jedynie uśmiech rozbawienia - jeśli oczywiście wydaje się to wszystko komuś śmieszne. Począwszy od tego, że pozwanych nie sposób czasami postawić przed obliczem majestatu prawa, bo sobie kpią w żywe oczy uskuteczniając wojaże zagraniczne, a skończywszy na proceduralnych machlojkach ze składem obrońców, chceniem lub niechceniem obrony i wreszcie z tym ciągle złym samopoczuciem oskarżonych. Osoba zasiadająca na ławie oskarżonych nie może czuć się dobrze, a tym bardziej jeśli jest winna. Jednym słowem - wymierzanie sprawiedliwości nie powinno przypominać gry strategicznej.

Do tego wszystkiego dokłada się jeszcze zamieszanie z ochroną danych osobowych, która to ustawa nie wiadomo w myśl czego została uchwalona i kogo w zasadzie ma chronić. Czy porządnemu obywatelowi zależy na tym, aby nikt nie znał jego adresu i numeru telefonu? Chowanie się za parawanem ustawy sprzyja większej izolacji, potęgując anonimowość jednostki i dając niejako przyzwolenie do braku jakiejkolwiek społecznej kontroli poczynań. Aż narzuca się prosty wniosek, że osoba ukrywająca się najwyraźniej czegoś się wstydzi. Ciekawe, że w USA - wzorcowym ponoć kraju demokratycznym - nie ma najmniejszego problemu z namierzeniem prywatnej osoby nawet przez Internet. Podawany jest jawnie adres, numer telefonu, a w niektórych serwisach także wiek osoby lub inne dane osobiste. I jakoś to nikomu nie szkodzi. U nas (jak i w Europie) ogranicza się dostęp do niektórych informacji, co bardzo oddala nas od liberalizmu amerykańskiego, wspieranego od 1966 r. ustawą o wolności informacji (Freedom of Information Act).

Pokłosiem polskiego stylu uprawiania niby-praworządności jest między innymi ostatnia kompromitacja IPN. Z wyjątkiem "charakterystycznych" osób praktycznie trudno kogokolwiek na tej liście zidentyfikować. Po co więc robić tyle krzyku, że udostępniono dane osobowe, skoro tak naprawdę nazwisko oraz imię nie pozwala na jednoznaczną identyfikację. Moim zdaniem lista ta powinna była być opublikowana oficjalnie już dawno i zawierać oprócz nazwisk także miejsca i daty urodzenia - wówczas rzeczywiście byłyby to jakieś dane osobowe. Ale gdyby odtajnienie wykonano przed rokiem 1997, nie byłoby nawet problemu z ustawą.

W informatyce toczy się batalia o jawność kodów oprogramowania. Zbożny to cel. Ale czyż nie bardziej w tej chwili potrzebna jest nam, rozumiana w szerokim zakresie, otwartość informacyjna? Przestańmy bawić się w ciuciubabkę, ulegać krętactwu i tym, którzy mają powody, aby dążyć do zatajania informacji. Uważam, że bardziej pożytecznie byłoby budżet poświęcony na utajnianie przeznaczyć na inny cel wart poświęcania tych środków, niż zasilać kolejną biurokratyczną machinę, która w gruncie rzeczy bardziej przeszkadza aniżeli pomaga zwykłym ludziom.


TOP 200