Sztuka upraszczania

Zbytnia komplikacja nigdy nie jest wskazana. Stwierdzenie to uważam za prawdziwe zarówno w kontekście informatyki, jak i życia codziennego. Umysł ludzki wyznaje zasadę komfortu, stąd jego przeciążanie zbyt zawikłanymi zależnościami raczej nie wychodzi na zdrowie.

Zbytnia komplikacja nigdy nie jest wskazana. Stwierdzenie to uważam za prawdziwe zarówno w kontekście informatyki, jak i życia codziennego. Umysł ludzki wyznaje zasadę komfortu, stąd jego przeciążanie zbyt zawikłanymi zależnościami raczej nie wychodzi na zdrowie.

Nie mówiąc już o tym, że ludzie zwyczajnie gubią się w świecie zawikłanych reguł. Wystarczy spojrzeć na prawodawstwo, którego luki - na przemian z zakleszczaniem się przepisów - coraz mniej udolnie stoją na straży tego, czego mają strzec.

Zauważmy, jak istotne w naszym życiu stało się przypisywanie nazw symbolicznych określonym zjawiskom, wartościom, czy obiektom i jak metodą podstawiania tworzymy całe piramidy znaczeń symbolicznych. Programista odwołujący się wielokrotnie w kodzie programu do skomplikowanego wzoru, zamiast za każdym razem przepisywać tę samą regułkę obliczeniową, pakuje ją w funkcję, nazywa i dalej, bez wnikania w zawiłe szczegóły, wywołuje ją po nazwie. Gdyby nie istniały możliwości przypisywania zmiennym całych skomplikowanych wyrażeń, konstruowania klas i obiektów, wówczas kod źródłowy stawałby się mało czytelny, trudno modyfikowalny i generalnie byłby chyba nie do przetrawienia dla normalnego śmiertelnika, wziąwszy pod uwagę złożoność współcześnie wytwarzanego oprogramowania.

Dziedzina programowania nie jest ani wyjątkiem, a tym bardziej prekursorem w stosowaniu symbolicznych podstawień. Prym wiedzie tu życie i coś, co w życiu istot inteligentnych jak na razie ma największe znaczenie - słowo. Słowo pozwala krótko spinać klamrami nazw nawet najbardziej złożone obiekty. Słowo nie tylko jest medium przekazywania myśli, ale także czynnikiem umożliwiającym i przyspieszającym rozwój ludzkości. Jednocześnie słowo potrafi także wiele zamaskować, dlatego, że jest tylko symboliczną i abstrakcyjną powłoką dla rzeczy realnych.

Nie trzeba znać wewnętrznej struktury telewizora, aby z niego korzystać. Jednocześnie nazwa "telewizor" kryje w sobie całe bogactwo funkcjonalne i złożoność technologiczną urządzenia. Albo na przykład las. Któż miałby dzisiaj cierpliwość zamiast krótkiego rzeczownika używać całego zastępu określników (połać, gdzie rośnie dużo drzew) mających na celu uzmysłowienie, że to chodzi o las (gdzie żyje dzika zwierzyna), a nie o park dajmy na to. Zauważmy, jak wiele cech zawieramy w jednym krótkim pojęciu "las". Co więcej, każde pojęcie składa się ze zdefiniowanych wcześniej pojęć obiektów składowych - drzewa też musiały zostać wcześniej nazwane - i każde pojęcie może też w określonym zakresie ewoluować na indywidualny użytek wyobraźni człowieka. Dla jednych więc określenie "las" będzie synonimem obiektu składającego się z drzew liściastych, dla innych iglastych. Dla jednych będzie to ciemny i straszny bór, dla innych przyjazny i ptactwem rozćwierkany lasek.

Zauważmy, że przypisywanie nazw dowolnie skomplikowanym obiektom doskonale podnosi skuteczność pojmowania i porozumiewania się. Jest to typowa droga "na skróty", co - jak już wielokrotnie podkreślali specjaliści zajmujący się psychologią społeczną - jest niezbędnym warunkiem rozwoju. Każda jednak droga na skróty ma swoje wady, a mianowicie zatraca się głębię kryjącą się skutecznie pod powłoką nazwy. Symbole spłaszczają doznania, trywializują treści, czyniąc mechanizm komunikacji werbalnej i pojęciowej szybkim, ale jednocześnie nieco powierzchownym. Nie wydaje się groźne tworzenie młodzieżowych neologizmów (nara, rewelka, zajefajnie), znacznie gorsze jest stosowanie symboliki słownej bez rozumienia lub odczuwania jej głębi znaczeniowej. Stąd też, jeżeli ktoś prowadzi działalność humanitarną z nazwy, to nie wiadomo, czy wie on naprawdę, jakie znaczenie kryje się za słowem "humanitarny".


TOP 200