Szkoła myślenia

Miłościwie nam panujący na rynku telekomunikacyjnym Dobroczyńca ogłosił w ostatnich dniach, iż dzięki jego staraniom, a naszym pieniądzom, będziemy mieli ogólnie zadekretowany dostęp do INTERNETU, co ludowi całemu umożliwi korzystanie z wszelakich mądrości, po uiszczeniu stosownej umiarkowanej opłaty.

Miłościwie nam panujący na rynku telekomunikacyjnym Dobroczyńca ogłosił w ostatnich dniach, iż dzięki jego staraniom, a naszym pieniądzom, będziemy mieli ogólnie zadekretowany dostęp do INTERNETU, co ludowi całemu umożliwi korzystanie z wszelakich mądrości, po uiszczeniu stosownej umiarkowanej opłaty.

Usługa ta, jak wiadomo, jest podstawową dla większości mieszkańców Naszego Kraju, a inne pijawki działające dotychczas w tym INTERNETOWYM biznesie tylko nas wykorzystywały. Teraz mamy (mieć będziemy?) prawdziwy dostęp do prawdziwej infostrady i nasza wdzięczność dla Dobroczyńcy powinna być bezgraniczna.

Ponieważ przyjmuję z dobrą wiarą wszystkie zapewnienia o naszym zbliżaniu się milowymi krokami do Europy, szczególnie gdy kroki te dotyczą rozwoju mojej ulubionej teleinformatyki, zadumałem się, czy działania Naszego Dobroczyńcy wystarczą, aby znikła ta nieuczciwa konkurencja i stała się Polska Infostrada?

Ponieważ pytanie jest bardzo trudne, postanowiłem udzielić wskazówek z własnego doświadczenia pochodzących.

Jesienią ubiegłego roku pojawił się u mnie miły pan usiłujący wręczyć onie fakturę za założony nowy numer telefonu, który po 9 latach oczekiwań Dobroczyńca postanowił mi zainstalować. Ponieważ nikt mi żadnego telefonu nie zakładał - nie chciałem płacić. Pan wyraził zdziwienie, gdy jego zdaniem założenie telefonu powinno mieć miejsce miesiąc temu i tu na dowód podał numer decyzji o przydziale i numery telefonu do innego pana, który podobno dostał stosowne zlecenie.

Tu konieczne jest wyjaśnienie, że 9 lat temu posiadałem już telefon, lecz musiałem - ku mojemu nieszczęściu - przesiedlić się z jednej dzielnicy warszawskiej do drugiej. Pomieszczenia które przyszło nam zająć były wyposażone w łączność w postaci telefonu teściów. Nic to, że przy większym wietrze napowietrzna linia ulegała uszkodzeniom, ale była. Jako obywatel o właściwym sposobie rozumienia bliźnich i ich problemów nie monitowałem mojego Dobrodzieja, gdyż wyszedłem z dziwnego przekonania, że ja łączność mam, a inni być może nie, i dzięki mojej cierpliwości uzyskają upragniony kontakt ze światem prędzej. Pragnę w tym momencie zauważyć samokrytycznie, że nie przewidywałem - czym skrzywdziłem mojego Dobrodzieja! - aby kiedykolwiek bez interwencji zechciał on o mnie pamiętać. To zaś, że najpierw przyszedł po pieniądze, potraktowałem, pełen skruchy, jako znak naszych czasów.

Zainspirowany wizją własnego telefonu zacząłem wydzwaniać po Panach od instalacji. Po dwóch miesiącach upragniony dzwonek do drzwi zapowiedział fachowców. Było ich dwóch. Mieli i owszem wywieszki na piersiach z dumną nazwą Dobrodzieja. Pocmokali, pooglądali i stwierdzili, że warunków technicznych nie ma!

Trochę mnie to zabolało, bo jeden warunek techniczny od czasu do czasu u teściów działał, słup stał i stoi po drugiej stronie ulicy, a poza tym przecież 9 lat na te warunki czekałem. Wdałem się więc w konwersację z fachowcami. Gdy ci zorientowali się, że klient co nieco wie o czym mówi, doszli do wniosku, że warunek techniczny być jednak może - w postaci tajemniczego urządzenia o tajnym kodzie, tzw. PCM. I oni owo PCM mieć mogą, gdy zdobędą, bo Dobrodziej tego towaru ma mało i tylko dla wybranych. Co powiedziawszy panowie opuścili mój dom, zostawiając w niepewności całą rodzinę.

Incydent ten spowodował jednak pewne nieodwracalne zmiany. Uwierzyłem bowiem, że mogę zostać użytkownikiem internetowych usług i przestać blokować teściom jedyny numer telefonu. Zacząłem odczuwać, skrywane dotychczas, silne objawy egoizmu i uznałem, że dość tego dobrego. Znajdę bata na fachowca! Bat okazał się wcale wysoko umiejscowionym urzędnikiem ministerstwa sprawującego nadzór nad Dobrodziejem, którego wstyd przyznać - namówiłem, aby przyspieszył owe warunki techniczne. Pełen nadziei i wstydu po owej prywacie czekałem na fachowców widząc oczyma duszy owe 14 400 bita na sekundę biegnące z mojego komputera, bez krzyku teściowej. Po 2 tygodniach wieczorny dzwonek obwieścił fachowców. Zupełnie osłupiałem, gdy poinformowali mnie, że wygospodarowali możliwości techniczne! Komuś coś zdjęli, ale Dobrodziej nie dał tego dla mnie więc ... osoby znające Dobrodzieja powinny znać stawki. Ponieważ - o naiwności! - wierzyłem, że moja prywata będzie skuteczna, to panów grzecznie poinformowałem, że czekam, nie zapłacę itd. Chyba się wygłupiłem ...

Ponieważ jestem człowiek namolny i wierzący w zmiany poszedłem jeszcze raz do mojego Wysoko Postawionego i opowiedziałem mu wszystko. Jego dusza chyba się zdenerwowała, bo podjął się kolejnej interwencji. Minęło od tego czasu kolejne półtora miesiąca. W międzyczasie otrzymałem propozycję pracy poufnej w dziale kontrolnym Dobrodzieja, polegającej na tym, aby podać łaskawie treść tabliczki widniejącej na piersi moich fachowców.

Ale tu duch mnie oświecił, że jeśli kiedykolwiek chcę mieć ową upragnioną linię i możliwości techniczne - teraz już z pełnym serwisem internetowym - to lepiej nie denuncjować Panów fachowców. I tak sobie dalej czekam. Może się namyślą i jeszcze raz zaproponują ...

W tej rozpaczy doszedłem jednak do wniosku krzepiącego, przynajmniej będę miał komplet usług, mam nadzieję, że w technologii ATM i to bez tej obrzydliwej nieuczciwej konkurencji!