Sześć razy 9, czyli gigaskurcze

Jak felieton ma dwie dziewiątki w numerze, to człowiek mimo woli zastanawia się, ile w ogóle może być dziewiątek w naszym fachu, a ile w innych dziedzinach życia.

Jak felieton ma dwie dziewiątki w numerze, to człowiek mimo woli zastanawia się, ile w ogóle może być dziewiątek w naszym fachu, a ile w innych dziedzinach życia.

Tekst ten jest 399 (trzysta dziewięćdziesiątym dziewiątym!), jaki ukaże się na łamach tygodnika Computerworld z moim podpisem. Za tydzień będę świętował okrągłą liczbę, choć tak naprawdę to nie ma żadnego powodu, aby się nią podniecać. Już prędzej należałoby wpaść w zadumę, ileż to godzin poświęciłem na pisanie, ile zaś Państwo na czytanie tego wszystkiego. Mam nadzieję, że nie był to dla Was czas stracony. A przecież jak się dobrze zastanowić, to przez te osiem i pół roku każdy z nas, lekko licząc, przespał jakieś dwadzieścia pięć tysięcy godzin, o dobry rząd (nie, nie myślę tutaj o polskim rządzie, tylko o rzędach wielkości, czyli 10 razy) więcej niż przeznaczyliśmy na igraszki słowne o komputerach. Ba, można powiedzieć, że każdy z nas miał jakieś 66% gotowości do pracy. Aby tę liczbę w sensie dosłownym odwrócić do góry nogami i osiągnąć jeden procent opuszczonego czasu, moglibyśmy co roku spać tylko trzy i pół dnia, a więc nie więcej niż piętnaście minut dziennie. Zgroza.

Myślę, że Czytelnicy widzą już do czego piję. W każdym razie ci z nas, którzy mają pod opieką różne urządzenia sieciowe, a z których korzystają inni ludzie, wiedzą, że piętnaście minut dziennie na obsługę to jest niezmiernie mało. Aby przywołać nieśmiertelny przykład z samochodami: typowe auto, które ma roczny przebieg dwudziestu tysięcy kilometrów, prawdopodobnie w roku nie jest na chodzie dłużej niż jakieś tysiąc godzin. Ile godzin poświęcamy na tankowania, przeglądy, regulacje i drobne naprawy, zależy od marki pojazdu, ale nawet w przypadku najlepszych trudno oczekiwać dwu dziewiątek, czyli dziesięciu godzin braku gotowości do jazdy. W tym kontekście nasza przesypiana jedna trzecia życia nie wygląda tak źle, szczególnie że mało który samochód jest sprawny przez więcej niż dziesięć lat. Tym większy szacunek budzi każdy komputer domowy, który jak się z nim obchodzić starannie, potrafi łatwo osiągnąć nawet trzy dziewiątki, czyli nie być gotowym do użytku jedynie przez osiem i pół godziny, jakie zajmie nam zainstalowanie wszystkich potrzebnych programów na początku roku. Zakładam tu milcząco, że wszelkie uaktualnienia będą się ładowały z sieci w tle, gdyż sieć będzie zawsze gotowa do pracy.

Dlatego właśnie prawdziwi wirtuozi sprzętowi nie mówią i nie marzą o czterech ani nawet o pięciu dziewiątkach, tylko jako cel stawiają sobie ich sześć. Proszę popatrzeć na tę liczbę: 99,9999% gotowości, co przekłada się na nieco więcej niż pół minuty wyłączenia. Na rok. Tyle powinien osiągać i pewnie już osiąga sprzęt sieciowy produkowany przez przodujące firmy, takie jak 3Com oraz Cisco.

Przerażające są te liczby. Z 31 536 000 sekund, jakie mamy w typowym roku kalendarzowym (a nawet 31 622 400 w roku przestępnym), tylko przez trzydzieści dwie owe przełączniki mają prawo nie być gotowe do przesyłania pakietów. Można oczywiście powiedzieć, że przyroda też nie gorsza. Ostatecznie nasz najbardziej osobisty przełącznik, a właściwie pompa ssąco-tłocząca o nazwie serce, w czasie średniego życia Polaka, czyli przez 72 lata pracuje bez żadnej przerwy. No tak, ale wykonuje ono w tym czasie zaledwie jakieś 2 270 592 000 skurczy (dwa i ćwierć gigaskurcza). Dobry przełącznik gigabitowy kieruje dwa miliardy standardowych pakietów 512-bitowych do odpowiednich miejsc w czasie krótszym niż przerwa na papierosa w urzędzie państwowym. Oczywiście, gdy urzędnicy pracują, to znaczy, gdy generują ruch na sieci, przesyłając dokumenty zamiast papierków. O (s)kurcze!


TOP 200