Szczęśliwi ci, którzy są optymistami

To wcale nie musi być nieinteresujące. Proces ten wygląda mianowicie tak. W niedzielę, późnym wieczorem najczęściej, zwlekam z tym jak tylko mogę, telefonuję do Roberta Mirowskiego, to ten Pan, który narysował ten rysunek na dole, i mgliście opowiadam, co zostanie przeze mnie napisane.

To wcale nie musi być nieinteresujące. Proces ten wygląda mianowicie tak. W niedzielę, późnym wieczorem najczęściej, zwlekam z tym jak tylko mogę, telefonuję do Roberta Mirowskiego, to ten Pan, który narysował ten rysunek na dole, i mgliście opowiadam, co zostanie przeze mnie napisane.

Opowiadam mgliście, bo najczęściej jeszcze nie wiem, co zostanie napisane, i czuję to lekkie poddenerwowanie, szukam tego właściwego miejsca, najczęściej szukam już od dwóch dni, i dziwię się sam temu, bo przecież po tylu latach pisania wiedzieć powinienem, że i tak napisane zostanie. Opowiadam więc mgliście, właściwiej byłoby, gdybym napisał: improwizuję na temat tego, co ma zostać napisane, Robert ciągnie mnie za język, pyta czy to będzie tak, czy tak, bardziej w tę stronę czy w tamtą, ja popadam w jeszcze większą mglistość, i podziwiam Roberta, bo następnego dnia widzę rysunek o tym, co napisałem.

Tym razem było trochę inaczej. Telefonuję do Roberta i mówię, że telefonuję nie tylko z życzeniami wszystkiego, wszystkiego z okazji Nowego Roku, ale telefonuję także... Domyślam się, mówi Robert i się śmieje. Śmieje się, choć ja nie powiedziałem jeszcze, że tym razem ja naprawdę nie wiem, co napiszę. Gdy to powiedziałem, Robert spoważniał. Ja pytam Roberta czy nie wie, co powinienem napisać, tłumacząc się, że mam tematy, ale takie trudniejsze, posiedzenia wymagające, a teraz muszę szybko i sprawnie napisać. Napisz coś optymistycznego, mówi Robert, bo to Nowy Rok, nowe stulecie, nowe tysiąclecie, a ja kulę się, przygniatany powagą nowego tysiąclecia, i mówię, narysuj coś optymistycznego. Zakończyliśmy rozmowę, że ja mam napisać coś optymistycznego, a On narysować coś optymistycznego. W tej chwili wykonujemy najprawdopodobniej to zadanie obaj, a Państwo widzą, jakie to trudne zadanie. Nadmienię, że to się nie zmieni, bo nie potrafię pisać felietonów na zapas. Mam potrzebę układania literek w różne całości i często to czynię, ale felietonów na zapas pisać nie potrafię i nie zmieni tego nawet nowe tysiąclecie.

Co więc mogę napisać optymistycznego? Optymistyczne z całą pewnością jest to, że w nowym tysiącleciu kupię sobie wreszcie zegarek, ale co o tym napisać? Optymistyczne jest też to, że komputery są coraz bardziej wydajne, ale o tym można przeczytać parę stron dalej i jestem pewien, że można przeczytać lepsze teksty na temat, że komputery są coraz bardziej wydajne kilka stron dalej niż na tej stronie. Naciągnijmy trochę temat optymizmu do oprogramowania, które - odważnie napiszmy - jest coraz bardziej niezawodne. Jednak aby był to temat w pełni optymistyczny, nie poruszajmy go może w tym miejscu. Co więc mogę napisać optymistycznego, dręczy mnie ten problem, dręczy mnie tym bardziej, bo przeczuwam, że Robert problem ten już połknął. Ja jeszcze z nim wojuję, do głowy przychodzi mi, że optymistyczne jest to, że jest moda na szczupłą sylwetkę, że moda jest na niepalenie też optymistyczna, muzyka bywa optymistyczna, poezja też, choć większość poezję odczytuje nieoptymistycznie, bo się na poezji mało zna, i to jest nie na temat, bo to jest pesymistyczne. Optymistyczne jest z całą pewnością to, że księgarnie są pełne książek, i optymistyczne jest to, że w księgarniach są ludzie. Optymistyczne przecież jest to, że każdy z nas potrafi wymienić pięciu najlepszych producentów oprogramowania. Lista ta, jak zresztą każda lista, jest do przedyskutowania, do spierania się jest ta lista, ale widać, że istnieje pięciu najlepszych producentów oprogramowania. Ja swojej listy pięciu najlepszych producentów oprogramowania nie upublicznię, ponieważ nie chcę psuć optymistycznego nastroju pozostałym pięciuset producentom oprogramowania. Mogę natomiast napisać, że mam swoją listę pięciu najważniejszych książek, spoza listy obowiązkowych lektur szkolnych, i że na szóstym miejscu znalazła się Wojna i pokój Tołstoja, najlepsza powieść od strony strukturalnej i nie tylko, jaką doświadczył świat w historii gatunku, dlatego nie znalazła się w pierwszej piątce.

Co może być jeszcze optymistyczne? Mało co, a bym zapomniał. Optymistyczne jest to - w czasie karnawału to przypominam - że udało mi się któregoś roku ustalić w trzydzieści minut po przebudzeniu, gdzie jestem. Umówiliśmy się na sylwestra przed laty z przyjaciółmi w Świętej Katarzynie w Górach Świętokrzyskich. Nie pamiętam czy dotarłem tam z częścią grupy przed, czy po magicznej godzinie 0.00. Pamiętam dworzec PKS w Kielcach, tak jak pamiętam, że gdy się przebudziłem, wiedziałem, że gdzieś niedaleko muszą być Kielce, i to było wszystko, co pamiętałem, ale koniec tej historii najpewniej jest optymistyczny, chociażby dlatego że wszędzie wokół było mnóstwo śniegu.

Co może być jeszcze optymistyczne - Robert najpewniej już śpi, a jego rysunek wygodnie spoczywa w teczce - zadaję sobie to pytanie. No jasne, optymistyczne jest to, że nie ma dostawców rozwiązań informatycznych, nie ma producentów sprzętu komputerowego, nie ma producentów oprogramowania, z których usług musimy korzystać obowiązkowo. Nie ma takich producentów, którzy muszą być naszą pokutą. Zawsze, i to jest optymistyczne, możemy przerwać współpracę. Masochistom, którzy wbrew dziedzinie zwanej logiką, chcą współpracować dalej, polećmy książkę Miltona Raj utracony.

Optymistycznie napiszę, będąc pełnym optymizmu, że to nie producenci komputerów, że to nie producenci oprogramowania, że to nie dostawcy rozwiązań informatycznych są najważniejsi. Najważniejsza jest Ona. Zapowiadałem, że co ma zostać napisane, zostanie napisane. I tym optymistycznym akcentem kończymy dzisiejsze spotkanie.

Co narysował Robert? Co w ogóle będzie? Ona.