Sypiając ze słoniem

No i stało się. Microsoft ogłosił zamiary wejścia na jeden z nielicznych rynków oprogramowania typu desktop, na którym dotąd był nieobecny. Postanowił tworzyć i rozpowszechniać oprogramowanie antywirusowe, co bezpośrednio uderzy w firmy, które teraz z tego żyją.

No i stało się. Microsoft ogłosił zamiary wejścia na jeden z nielicznych rynków oprogramowania typu desktop, na którym dotąd był nieobecny. Postanowił tworzyć i rozpowszechniać oprogramowanie antywirusowe, co bezpośrednio uderzy w firmy, które teraz z tego żyją.

Jakkolwiek producenci starają się zbagatelizować wpływ decyzji Microsoftu na swoją strategię, inwestorzy po tej informacji zaczęli zdecydowanie wyprzedawać ich walory.

Mogę dość łatwo przewidzieć dalsze dzieje oprogramowania antywirusowego z logo Microsoftu, bo widziałem tę historię parę razy. Pierwsza wersja produktu będzie bardzo, ale to bardzo słaba. Jej sprzedaż będzie śladowa, a recenzje miażdżące. Wersja 2.0 będzie poprawna, a koncern pokaże kilka nowych funkcji, które co prawda nie powiększają użyteczności produktu, ale za to zwiększają jego integrację z systemem operacyjnym. Przy kolejnej aktualizacji Windows i wersji 3.0 okaże się, że konkurencyjne programy antywirusowe jakoś źle działają z nową wersją tego systemu. Niezależne serwisy ogłoszą, że program antywirusowy z Redmond korzysta z kilku niepublikowanych funkcji systemowych, które radykalnie polepszają lub przyspieszają jego działanie. "To korzyść dla klienta, a nie nielegalne metody ograniczania konkurencji!" - ogłosi Steve Ballmer. Kilka stanów w USA złoży pozwy, Komisja Europejska rozpocznie postępowanie antymonopolowe, które już po sześciu latach zawziętych batalii doprowadzi do tego, że Microsoft będzie musiał zlikwidować przycisk "Skanuj wszystko" z pulpitu. W tym czasie firma będzie już jedynym producentem oprogramowania antywirusowego na świecie, a Bill Gates będzie bogatszy o kolejne kilkanaście miliardów dolarów.

Ach, byłbym zapomniał, idea ochrony antywirusowej będzie opatentowana i każde nowe przedsiębiorstwo, któremu zachce się jakichś innowacji, będzie natychmiast zasypywane lawiną pozwów na bazie prawa patentowego. Będzie to robiła bliska bankructwa spółeczka, która rzeczywiście była niegdyś pionierem na tym rynku. Ze spółką tą Microsoft oczywiście nie będzie miał żadnych związków, na co przedstawi niezbite dowody w postaci analizy "renomowanej firmy doradczej".

Oczywiście o wbudowaniu w Windows jakichś mechanizmów ochronnych, które uniemożliwiłyby raz na zawsze namnażanie się i rozpowszechnianie wirusów, będziemy mogli zapomnieć na zawsze. Nikt nie niszczy rynku, z którego ciągnie kokosowe zyski.

"Sypiając w jednym łóżku ze słoniem, trzeba mieć stale jedno oko otwarte" - powiedział kiedyś kanadyjski premier, definiując w ten sposób relacje swojego kraju z potężniejszym sąsiadem. Myślę, że tę maksymę mogą sobie powtarzać wszystkie firmy informatyczne, które zajmują się rozwojem oprogramowania na rynkach, na których nie działa Microsoft. Symantec przyjmuje strategię ucieczki do przodu - zamiast inwestować wysiłek w rozwijanie swojego systemu antywirusowego, buduje kompleksowe rozwiązania ochrony infrastruktury informatycznej przedsiębiorstw, na który to rynek Microsoft jeszcze nie wchodzi. Będzie dalej spał ze słoniem, grzecznie odsuwając się na kolejny kawałek łóżka. Resztę firm antywirusowych czeka marny koniec - taki sam jak wcześniej producentów edytorów tekstu, arkuszy kalkulacyjnych, przeglądarek internetowych i klientów poczty elektronicznej.

A jaką strategię przyjmie Państwa firma? Opisany powyżej scenariusz powinien każdego informatyka skłonić do zastanowienia, czy przypadkiem jego firma nie zajmuje się czymś, co w przyszłości mogłoby zainteresować słonia. W przypadku, gdyby tak było, lepiej zmienić zajęcie - sypianie ze słoniem to niezbyt przyjemne zajęcie.


TOP 200