Świeciland

Autentyczna sztuka dawno już upadła. Teraz liczy się tylko oglądalność.

Prawdziwi programiści piszą sterowniki, i wyzwalacze w bazach danych, a zwykłych ludzi to ani parzy ani ziębi, bo tych rzeczy nie można oglądać. One nie są kolorowe, nie błyszczą się, nie migają - jednym słowem wizualne dno, nie przyciągające niczyjej uwagi. W dzisiejszych czasach trudno czymś takim nabijać punkty i zbijać kapitał. Jednak nie tylko informatyczna sztuka cierpi na masowych potrzebach niewyrafinowanych gustów klienckich. Przecież także w mediach raczej nie prezentuje się tematów ambitnych, a tylko te, które przyciągają publikę. Oglądalność masowa to jest dziś biznes - niestety ze szkodą dla odbiorców.

Takie przemyślenia towarzyszyły Lokalnemu Informatykowi podczas projektowania kolejnej witryny internetowej dla swych pracodawców. Prawdziwa sztuka programistyczna zeszła do podziemia, wyparta przez tandetę internetową wystawianą na widok publiczny i mającą na celu przyciągnąć uwagę jak największej liczby klientów. Te przemyślenia nie wzięły się w głowie Lokalnego znikąd. Od kiedy jego szefem został człowiek od marketingu, Lokalny był zmuszony zmienić swój sposób myślenia oraz filozofię ogólno-informatyczną. Otóż dla marketingowca nieważne były systemy komputerowe. Dla niego liczyła się oglądalność i sprzedaż. I Lokalny, czy chciał czy nie, musiał się do tego dostosować. W tej firmie Lokalny podlegał już pod różne działy, aż w końcu trafił tu. Nikt do tej pory nie mógł wyrozumieć się na tej jego robocie, więc podrzucano go sobie jak jakieś kukułcze jajo. Według nowych ustawień zasobów ludzkich Lokalny miał wzmocnić front prezentacji medialnej firmy, zabezpieczanej do tej pory przez kolegę Mietka. Otóż wzmiankowany Mietek parał się utrzymywaniem witryny internetowej firmy, przez co w oczach Dyrekcji znalazł uznanie jako rasowy informatyk z przebłyskiem geniuszu. Lokalny nie mógł do końca zmiarkować, na czym ten geniusz miałby polegać i przypuszczał, że Dyrekcji odpowiada bardzo szata graficzna, która według Lokalnego miała tonację wydzielin osoby chorej na wątrobę. W każdym razie coś tam migało i piszczało, więc medialność była zapewniona. Być może geniusz Mietka miał polegać na tym, że szybkim posunięciem, nie pędzla tylko myszki, potrafił zmienić tło lub kolorystykę odnośników. Zawsze szybko i na temat - zgodnie z życzeniem Dyrekcji. A co miał tu do roboty Lokalny? Otóż miał on uzupełnić geniusz Mietka o jakieś dane z bazy, aby wyświetlały się w tej pięknej grafice. Bo geniusz Mietka nie znosił matematyki, logiki, baz danych i programowania. Lokalny uważa, że gdyby Mietek umiał to, czego nie umiał, prawdopodobnie przestałby wzbudzać Dyrekcyjne uznanie.

Ludy pierwotne nawiedzane przez konkwistadorów widziały objaw boskości w świecidełkach przywiezionych przez żeglarzy. Nie dostrzegały jednocześnie technologicznej dojrzałości w ich okrętach.


TOP 200