Stosunek towarzyski, czyli prawo (w) burdelu

Przygotowując się do napisania felietonu, zadałem kilku znajomym pytanie, czy chcieliby wejść ze mną w stosunek towarzyski.

Efektem tego, tak zwanego badania uczestniczącego, jest jeden wybity ząb (mąż pewnej frenetycznej brunetki nie zdzierżył i dał mi w pysk), kilka adresów usuniętych z mojej bazy kontaktów, gdyż ich posiadaczki obraziły się na mnie oraz propozycja pana Janka, abyśmy razem spędzili weekend w celu przedyskutowania wzoru na skarpetkach, które obaj lubimy nosić bardzo kolorowe.

Badania podjąłem, gdyż jako osoba praworządna, postanowiłem zastosować prawo, obowiązujące w Polsce od ponad 16 lat: Zakres własnego użytku osobistego obejmuje korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego.

Niestety, w innych artykułach ustawy Prawo Autorskie oraz Prawa Pokrewne, a także w innych ustawach oraz w Konstytucji, nie znalazłem definicji, czym jest ów stosunek towarzyski, który pozwala z największą łatwością uniknąć odpowiedzialności za korzystanie z kradzionych utworów, poza kopiowaniem cudzych domów (art. 23 ust. 1). Drążąc dziwne meandry polskiego prawa, postanowiłem zbadać, kto i kiedy wpadł na tak szczęśliwy pomysł, aby za jednym zamachem zadowolić doznania zarówno artystyczne jak i towarzyskie obywateli RP. Zwróciłem się ze stosownym zapytaniem do kancelarii Pana Premiera. Okazało się, że projekt ustawy przygotowało Ministerstwo Kultury oraz Dziedzictwa Narodowego - takie mamy dziedzictwo! Niestety, "zgodnie z obowiązującą w MKiDN instrukcją kancelaryjną oraz rzeczowym wykazem akt w komórkach organizacyjnych MKiDN, wprowadzonymi Zarządzeniem Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Nr 46 z dnia 28 grudnia 2007 r., dokumentacja dotycząca projektów własnych aktów normatywnych jest zakwalifikowana do kategorii B10, co oznacza, że ulega zniszczeniu po okresie 10 lat, natomiast wszelka dokumentacja dotycząca projektów innych aktów normatywnych jest zakwalifikowana jako kategoria B5 i ulega zniszczeniu po okresie 5 lat". Wiadomo jednak, co łaskawie sprawdziło dla mnie Archiwum Sejmu (za co jego kierownictwu i personelowi serdecznie dziękuję), że w art. 25 ust. 2 projektu ustawy, zgłoszonego do Sejmu przez rząd (mecenasa) Jana Olszewskiego, wspomniane słowa już się znajdują. W ponownie zgłoszonym i uchwalonym projekcie (drugiego) rządu Waldemara Pawlaka jest to, tak jak dzisiaj, art. 23 ust. 2. Rząd Olszewskiego działał od 23-go grudnia 1991 do 5-go czerwca 1992. Ministrem kultury w tym rządzie był Andrzej Siciński, był nim także w rządzie Pawlaka (pierwszym). W rządzie Hanny Suchockiej (prof. prawa), który nad ustawą także raczył się był pochylić, był tam wakat. Przez następne lata ustawa była kilkakrotnie nowelizowana przez parlament, ale "stosunku towarzyskiego" nigdy z niej nie usunięto. Przeszukując internet odkryłem, że ciekawą definicję feralnego wyrażenia podaje... portal katolik.pl: stosunek towarzyski to taki, w którym "niezbędne jest podtrzymywanie więzów przez pewien czas". Autorskie sado-maso?!

Z powyższego wyciągam dwa wnioski. Po pierwsze, polscy ustawodawcy mogą wpisać do projektu prawa dowolną bzdurę, a i tak zostanie ona uchwalona oraz stanie się obowiązująca. Po drugie, widzę jasną przyszłość agencji towarzyskich w świadczeniu usług informatycznych: umawiając się z klientem na "stosunek towarzyski", panienki mogą dorzucić np. kopię . Zarówno bowiem świadczenie usług seksualnych, jak i kopiowanie utworów w ramach stosunku towarzyskiego, jest w Polsce jak najbardziej legalne!


TOP 200