Stosunek przerywany

Pamięć ludzka jest wybiórcza: w żaden sposób od dwóch dni nie mogę sobie przypomnieć nazwiska mojej nauczycielki historii z liceum Zamoyskiego. Świetnie jednak pamiętam lekcję w klasie maturalnej, na której zapytała, jakie były stosunki polsko-niemieckie w XX w.

Pamięć ludzka jest wybiórcza: w żaden sposób od dwóch dni nie mogę sobie przypomnieć nazwiska mojej nauczycielki historii z liceum Zamoyskiego. Świetnie jednak pamiętam lekcję w klasie maturalnej, na której zapytała, jakie były stosunki polsko-niemieckie w XX w.

Szeptem wypowiedziane przez kogoś słowo "przerywane" wywołało wśród nastolatków lawinę śmiechu, której przyczyny zdawała się nie rozumieć nasza historyczka. Choć upłynęło ponad 35 lat od owego wydarzenia, ciągle jeszcze czerwienię się na myśl o głupim sztubackim wybryku, kompletnie bez sensu wobec kobiety, która była jedną z niewielu prawdziwych dam w takim sobie zespole pedagogicznym podobno jednej z najlepszych szkół tamtych czasów.

Kiedy przeczytałem felieton Jakuba Chabika pod tytułem Dąb, zupa dębowa (http://www.computerworld.pl/artykuly/42807.html ), to pokręcony mój umysł skojarzył go natychmiast z opisanym powyżej wydarzeniem. Albowiem w tekście mego szlachetnego kolegi, poza kompletnym brakiem zrozumienia, z czego robi się maszty żaglowców (z sosen, panie Jakubie, z sosen; z dębów robiło się poszycie, czyli tzw. klepki oraz wręgi, czyli konstrukcję przestrzenną, nigdy maszty), widzę też znaczące opuszczenie. Znajduje bowiem autor miejsce, aby porównywać pewną blondynkę do brzuchacza i wyciąga z tego liczne wnioski, ale ani razu nie pada słowo Microsoft. A przecież właśnie na określenie stosunku tej firmy do otoczenia Java najlepiej nadawałoby się słowo "przerywany". Oczywiście dziś MS, po zapłaceniu sporej kwoty do kasy konkurencji, którą kiedyś usiłował pognębić, udaje, że dziewictwo jest ciągle zachowane. Strona z opisem MJVM (http://www.microsoft.com/mscorp/java/ ) podkreśla wprawdzie, że pseudo-Java Microsoftu zostanie zlikwidowana w 2007 r. i że użytkownicy już teraz powinni się tym martwić, ale wyrok zapadł. Będzie jedna, prawdziwa Java.

Historia jest jednak dobrą nauczycielką. Przykład konfliktu pomiędzy firmami Sun i Microsoft pokazuje, że standardy można ustalać tylko na rynku i przez rynek. W tym przypadku kolos z Redmond musiał się cofnąć, nie dlatego że rząd mu kazał, tylko dlatego że programy pisane w Javie są po prostu wygodnie i łatwo przenoszalne między platformami. Jeśli ktoś celowo psuje zgodność standardu, to prędzej czy później może się przejechać na jakiejś niezgodności. Włączanie rządu w proces negocjacji standardu nie jest dobrym pomysłem, albowiem rząd nie jest w stanie zestandaryzować sam siebie, cóż dopiero mówić o pomocy innym. Natychmiast przypomina się tu unifikacja szerokości torów kolejowych w XIX w. Dopiero mądry bankier J. P. Morgan dzięki najlepszemu narzędziu sterowania firmami, czyli finansowaniu, potrafił zmusić rozdrobnione amerykańskie linie kolejowe do przyjęcia nie tylko jednej szerokości torów, ale także do synchronizacji czasu i przede wszystkim do łączenia się. Wcześniej, wobec braku jednolitych rozkładów jazdy, nie było potrzeby ustalania stref czasowych, bo każdy jeździł, jak chciał, często równolegle do konkurencji. Z europejskiej perspektywy dobrze jest zauważyć, że brak jednej szerokości torów na starym kontynencie do dziś powoduje problemy i jest w jakimś stopniu odpowiedzialny za inność Rosji.

Skutkiem stosunku przerywanego czasami bywa niechciana ciąża. Mam nadzieję, że Microsoft i Sun dobrze zabezpieczyli się przed kolejną wpadką. Aborcja jest zabiegiem bolesnym i często kończy się bezpłodnością.


TOP 200