Stary człowiek i architektura

Tyle razy pisałem, że projektowaniem stron internetowych winni zajmować się specjaliści, a nie informatycy, no i mam teraz za swoje.

Uczestniczyłem, mianowicie, niedawno w Pierwszym Polskim Zjeździe Architektów Informacji. Tu szybko okazało się, że jako istota tkwiąca w zaprzeszłej dziedzinie informatyki klasycznej, przybyłem z nieco innym, niż większość uczestników, wyobrażeniem, czym jest architektura informacji.

Według mojego, otóż, rozumienia, każda architektura zajmuje się stanowieniem pewnego ładu przestrzennego, niezależnie od tego, czy przestrzeń to miasto, mieszkanie, w tym mieszkaniu łazienka, czy procesor komputera.

Tam zaś, to znaczy podczas Zjazdu, okazało się, że chodzi głównie o odbiór przez użytkownika tego, co widzi on na ekranie komputera i jak to odbiera. Takie sprawy, jak dane, meta-dane czy reprezentowane przez nie informacje odjechały daleko i z trudem tylko można było domyślać się ich istnienia. Tak jakoś też wypadło, że wystąpienia licznych gości zagranicznych (zaliczając też do nich polski Microsoft), co najmniej o klasę górowały nad krajowymi (bez dwóch ostatnich i panelu, na których nie byłem).

Dobrym i wartym powielenia pomysłem był swoisty labirynt przy wejściu na salę, zestawiony z białych ścianek (tez architektura!). Na jednej z nich uczestnicy mogli wypisywać swe maksymy i myśli (nie zawsze "złote"). Na drugiej takiej ściance wyświetlano, z komputera i projektora, oceny i komentarze do wystąpień, na bieżąco formułowane przez uczestników Zjazdu za pośrednictwem serwisu Twitter.

Z zasady podróżuję bez komputera, ale gdybym miał tam jakiś pod ręką, to pewno bym nie zdzierżył i też coś o fragmentach niektórych wystąpień napisał. Jak chociażby o luzackiej nonszalancji, której efektem był kuriozalny, wielokrotnie użyty, polski odpowiednik angielskiego terminu "coolness factor" (nie przytaczam, by nie propagować), czyli wskaźnik tego, w jakim stopniu dana strona internetowa jest "cool".

W najlepszym, w moim odbiorze, wystąpieniu autor przedstawił rodzaj biblii twórcy stron internetowych: sensownej, rzeczowej, wyważonej i dowodzącej ogromnego doświadczenia. Doświadczenia nie tylko w roli twórcy, ale - również i przede wszystkim - odbiorcy. Tyle, że gdyby, w miarę literalnie do niej się zastosować, pod nóż musiałaby pójść jedna trzecia polskich stron internetowych. Szczególnie tych z gatunku "zainstaluj sobie najpierw to, czy tamto, bo inaczej nic ci nie pokażemy".

Bo z punktu widzenia tak właśnie pojmowanej architektury informacji, ważniejsze jest, że na ekranie gra i fika, niż jakieś tam meta-dane czy ich słowniki, co niektórzy też śmieją nazywać architekturą informacji.

A przykład tego mamy chociażby na nowej stronie internetowej empiku, gdzie niemal co tydzień kupuję jakąś książkę, ale, że strona jest nowa, jakoś nie zauważyłem. Nie zauważyłem do momentu, gdy przy kolejnym zamówieniu system kazał mi nagle od nowa się rejestrować. Grzecznie wstukałem wszystkie dane, ale napisałem do nich z pretensjami.

Odpowiedź przyszła bardzo szybko i zawierała przeprosiny, że strona się modernizuje i "nasi informatycy dokładają wszystkich starań, żeby... itd.". No właśnie - dokładają starań koncentrując się na tym, co widać (znowu: gra i fika!), a architektura informacji o klientach jakoś mało ich zajmuje. I chociażby nie wiem, ile jeszcze zrobili, konieczności ponownego rejestrowania się iluś tam klientów już nie cofną.

Wracając do Zjazdu - liczni jego uczestnicy, organizatorów nie wyłączając, ostentacyjnie niemal podkreślali swą przynależność do grona użytkownika komputerów spod znaku jabłuszka. A w ogóle, to może starych ludzi najlepiej na takie imprezy nie wpuszczać?