Stara miedź albo ŚDSD

Gdy dawno, dawno temu dostałem mieszkanie okazało się, że oprócz prądu, gazu i wody jest w nim i instalacja telefoniczna. Natychmiast więc złożyłem wniosek o jej uzupełnienie o sam telefon, co zakończyło się jego sprawną instalacją mniej więcej w 25 lat później.

A było tak, bo mój mieszkaniowy przewód kończył się w szafie pod blokiem, gdzie nie było go z czym dalej połączyć. Teraz, mimo lat, przewód ów okazał się być tak dobry, że śmiga na nim megabitowa Neostrada i mogłaby nawet szybciej, tylko nie jest mi to potrzebne.

Tegoroczny Nobel za światłowody został odnotowany nawet na stronie internetowej UKE z komentarzem, że bez tego wynalazku nie byłoby dziś wielu rzeczy, z Internetem na czele. A wtedy, gdy światłowody te wynaleziono, nie za bardzo wiedziano, co z tym począć. U nas eksperymentalną ich produkcję podjęto szybko, bo gdzieś pod koniec lat 70., i robiono z nich takie ni to lampy, ni bukiety, w których gęsty pęk równo przyciętych światłowodów zwisał, niczym łodygi kwiatów, po bokach wazonu, na dnie którego zwolna kręciło się źródło światła z kolorowym filtrem. Efekt był taki, że końcówki światłowodów mieniły się kolorami słanego z dołu wazonu światła.

Sam zetknąłem się ze światłowodami jeszcze zanim miałem telefon w mieszkaniu, bo zdarzyło mi się uczestniczyć w przedsięwzięciu położenia jednej z pierwszych w polskim przemyśle sieci światłowodowych (podwójny pierścień FDDI z 4 węzłami, ponad 2 km po obwodzie).

Moja, niemal 40. letnia instalacja w mieszkaniu miała niedawno niepokojące objawy: Neostrada działała, a telefon milczał. W piątkowy wieczór sprawę zgłosiłem, a technik, który zjawił się już w sobotnie popołudnie powiedział, że to nic dziwnego, bo Neostrada to potrafi działać nawet na jednym przewodzie i podłączył do mojego gniazdka czarne pudełko (a ja cały czas byłem po stronie mojej starej miedzi i wierzyłem, że to nie ona jest źródłem problemu).

Poszliśmy do skrzynki korytarzowej i tam okazało się, po co jest to czarne pudełko: to generator sygnału testowego pozwalającego, przy pomocy specjalnej sondy, błyskawicznie, samym dotykiem znaleźć mój przewód w gąszczu innych. I tu, i w skrzynce zbiorczej w piwnicy moja miedź okazała się być górą. Tak samo było w szafie pod blokiem, gdzie przerwa w połączeniu się znalazła, ale - już po tamtej stronie!

Nobel za światłowody zbiegł się z inicjatywą naszych władz, które chcą aby każdy nowy dom i mieszkanie wyposażać w łącze światłowodowe i - jak to wynika z szeroko publikowanego, ministerialnego wywiadu - tylko światłowodowe, żadnej miedzi!. Idea taka znana jest już od pewnego czasu na świecie jako FTTH, czyli Fiber To The Home, co na polski można przełożyć jako Światłowód Do Samego Domu.

Coś mi się jednak wydaje, że światłowód taki będzie jak moja miedź sprzed 40 lat - nie do domu, tylko od domu i na tym koniec, bo nie będzie go do czego podłączyć. A że ma nie być i miedzi, nie będzie więc niczego (Włosi, którzy właśnie chcą mieć wszędzie 2 megabity, koszt tego szacują na 800 mln. euro, Szwajcarzy zaś, aby zachować konkurencyjność operatorów, chcą mieć w każdym domu od razu kilka nitek światłowodowych, za - drobiazg - prawie 7 mld. dolarów).

A może lepsza jest droga fińska, gdzie wprowadzono regulację: że nie ważne, czy to będzie miedź, światłowód czy radio, ale wszędzie - właśnie: wszędzie! - ma być dostępny jeden megabit.

A co do tego Nobla jeszcze - przyznano go nie tylko za światłowody (jedna osoba), ale także, co jakoś mało kto zauważa, za macierze światłoczułe (dwie osoby), bez czego nie byłoby aparatów i kamer cyfrowych, z tymi w telefonach włącznie. Co więcej, jest nawet dziedzina, gdzie oba te wynalazki się spotykają - kolonoskopia!