Stany zerowe

W kilku gniazdkach elektrycznych przestał płynąć prąd. Mogłem przewidzieć, że tak się stanie, gdyż od kilku dni dawały znać o sobie jakieś dziwne migotania odbiorników energii, wprawdzie bardzo enigmatycznie, ale jednak sygnalizujące nadchodzącą awarię.

W kilku gniazdkach elektrycznych przestał płynąć prąd. Mogłem przewidzieć, że tak się stanie, gdyż od kilku dni dawały znać o sobie jakieś dziwne migotania odbiorników energii, wprawdzie bardzo enigmatycznie, ale jednak sygnalizujące nadchodzącą awarię.

Gdy brak zasilania stał się już faktem dokonanym, nie pozostało mi nic innego, jak znalezienie źródła problemów i naprawienie instalacji. Z diagnozy stanu sieci elektrycznej wynikało, że został uszkodzony przewód zerujący, gdyż w gniazdkach faza pojawiła się na każdym z bolców. Idąc po nitce do kłębka, znalazłem upalony fragment złącza przewodu zerującego. W powyższym przypadku byłem skazany tylko i wyłącznie na własne siły, gdyż awaria miała miejsce w moim mieszkaniu. Pomimo że nie jestem elektrykiem, znajomość reguł i logiczne wnioskowanie pozwoliły mi na rozwiązanie problemu.

Mniej więcej w tym samym czasie na moim komputerze w pracy wydarzyło się także coś w rodzaju zaniku, lecz nie zasilania, a źródła danych ODBC. Ze źródła tego korzystałem od lat niezmiennie niezawodnie, okresowo łącząc się z bazą danych w celu pobrania istotnych informacji z serwera. Żal przejął mnie okrutny, że mechanizm, w gruncie rzeczy trywialny i wypróbowany, odmówił współpracy.

W trakcie diagnozowania przyczyn okazało się, że w zakładce "systemowe DSN" brakuje akurat tego jednego odsyłacza. Próby odtworzenia go spaliły na panewce - w trakcie łączenia się z bazą z tego komputera proces zawieszał się i koniec, kropka. Na nic zdały się poszukiwania w rejestrach, na nic było instalowanie ponowne łat do systemu. Pozostałem na lodzie, nie mogąc samodzielnie rozwiązać problemu. Mimo że jestem informatykiem, nie potrafiłem logicznie wywnioskować przyczyn i usunąć awarii.

W zasadzie pozostała mi jedyna droga - reinstalacja całego systemu, czego chciałbym jednak za wszelką cenę uniknąć. Raz, że to wstyd, dwa, że liczba aplikacji, które musiałbym w związku z tym ponownie konfigurować, jest ogromna. Ponadto w takich sytuacjach przypomina mi się pewien mój znajomy - specjalista od wielkiego ambarasu komputerowego. Jest on użytkownikiem stale grzebiącym i coś tam bez sensu modyfikującym w swych komputerach, w związku z czym napisanie prostego tekstu na jego PC wymaga zazwyczaj uprzedniego podjęcia wielu uciążliwych kroków, w tym między innymi: wymontowania najnowszego urządzenia peryferyjnego zaburzającego pracę zestawu, ponownego skonfigurowania systemu lub jego reinstalacji, sprawdzenia, czy system się podnosi, a jeśli nie, wymontowania następnego urządzenia zaburzającego integralność zestawu i powtórzenia kroków konfiguracyjnych, aż do osiągnięcia stanu pierwotnej sprawności. W zasadzie metodologia ta prowadzi także do jakiegoś pozytywnego rezultatu, ale przypuszczam, że niewielu jest ludzi, którzy by ją preferowali - to tak, jakbyśmy musieli uczyć się na nowo alfabetu przed przeczytaniem każdej książki.


TOP 200