Stacze z internetu

Chyba dla wszystkich myślących ludzi jest oczywiste, że technologia sama z siebie świata nie zmieni. Można wymyślać wspaniałe rozwiązania, ale jeśli opór ludzi przed ich wprowadzeniem będzie duży, to nici z postępu.

Chyba dla wszystkich myślących ludzi jest oczywiste, że technologia sama z siebie świata nie zmieni. Można wymyślać wspaniałe rozwiązania, ale jeśli opór ludzi przed ich wprowadzeniem będzie duży, to nici z postępu.

W ogóle, czynnik ludzki okazuje się być raczej hamulcem niż silnikiem zmian. Szczególnie w kraju takim jak Polska, podlegającym ciągłym rewolucjom, przynoszonym z zewnątrz. Jak to kiedyś mówiło się: "Przeżyliśmy potop szwedzki, przeżyjemy i sowiecki". Teraz można dodać, że z potopem technologicznym też damy sobie radę.

Z prawdziwą przyjemnością przeczytałem informację<sup>1</sup> o tym, że w mieście Łodzi kolejkowi stacze założyli własną firmę. Jest w tym swoista logika. Skoro bycie osobą przedsiębiorczą stało się wymogiem czasów, a jednocześnie miejski urząd komunikacji (sic!) nie potrafi zlikwidować kolejek, to naturalnie pojawili się stacze, czyli osoby pomagające innym stać w kolejkach. Zawód ten, niegdyś nieznany w innych krajach, staje się zresztą coraz bardziej popularny. Znam przykład z prawdziwego kapitalizmu: gdy kilka miesięcy temu ustawiły się kolejki do sklepów Apple w oczekiwaniu na iPhone, to jak grzyby po deszczu pojawili się także stacze<sup>2</sup>. Nie wiem, ilu z nich wiedziało o pomyśle kolegów z Łodzi, ale widać, że jest coś na rzeczy w atmosferze społecznej. Wielu ludzi, zajętych wirtualnym życiem komputerowym, nie ma czasu ani ochoty na walkę z urzędami (to u nas) albo ze szturmem klientów, pożądających gadżetów (to w Nowym Jorku). Oferta staczy, szczególnie gdy nie jest wygórowana, trafia w sedno oczekiwań społecznych.

W przypadku sklepów Apple szybko okazało się, że korporacyjni kapitaliści dobrze oszacowali popyt i w krótkim czasie sprzedali telefony wszystkim chętnym. Stojący w kolejkach z nadzieją odsprzedania miejsca stanęli teraz przed dylematem: kupić telefon, czy też nie. Wielu połakomiło się, licząc na brak dostaw w następnych dniach. Niestety, ich oferty na aukcjach internetowych pozostały niewykorzystane, bo Apple wyprodukował dość towaru. Ba, zrobił ludziom dowcip i po dwu miesiącach obniżył cenę o 30%. W ciągu jednego kwartału sprzedano równy milion telefonów iPhone. Niektóre, po zdjęciu tzw. simlocków, dotarły nawet do Polski, bo chęć szpanowania w narodzie nie ginie.

Tymczasem, panowie stacze z Łodzi (ciekawe, że jest to zawód męski: przecież od dawna w kolejkach nie trzeba przepychać się) mają przed sobą świetlaną przyszłość. Wprawdzie urząd komunikacji przeniesiono do nowego budynku i otworzono więcej okienek, ale nie zmieniono całej procedury rejestracji aut. Szczególnie jest ona dotkliwa dla sprzedawców dużej liczby pojazdów - urząd mógłby wprowadzić internetową rejestrację nowych samochodów, ale wiązałoby się to ze wzrostem kosztów, no i mogłaby wzrosnąć wydajność. A polski urzędnik potrafi myśleć. Różnica w stosunku do amerykańskiego sprzedawcy telefonów jest znikoma: w obu przypadkach przyszłość zatrudnienia zależy od skuteczności. Sprzedawania telefonów oraz mnożenia przeszkód petentom. Jak zauważył szef łódzkiego wydziału komunikacji: "widocznie kapitalizm też ich (staczy) potrzebuje". Oczywiście, przy skromnej pomocy urzędników.

Proponuję, aby jakiś przedsiębiorczy łodzianin założył odpowiednią usługę internetową i w procesie rejestracji zaczął pośredniczyć między posiadaczami aut oraz urzędem. Z czasem będzie mógł odsprzedać system także innym miastom. Boję się tylko, że opór urzędników uniemożliwi skuteczne działanie. Domena "stacze.pl" jest już niestety zarejestrowana, ale "stacz.pl" ciągle jeszcze jest wolny<sup>3</sup>. Stacze przed urzędem są stale zajęci.

<sup>1</sup>http://http://www.gazetawyborcza.pl/1,82709,4481259.html?as=1&ias=2&startsz=x

<sup>2</sup>http://http://www.news.com/8301-10784_3-9737512-7.html

<sup>3</sup> http://http://www.dns.pl/cgi-bin/whois.pl


TOP 200