Średnia ze dnia, czyli kapelusz na stole

Kilka tygodni temu Jakub Chabik napisał felieton pod przewrotnym tytułem Trudności komunikacji (CW 9/2001, http://www.computerworld.com.pl/online/2001/09/punkt/Trudnosci_ komunikacji.asp). Wymiana listów pokazała, że tytuł był przewrotny, bo felietonista potrafi dogadać się nawet z takimi staruchami, jak ja.

Kilka tygodni temu Jakub Chabik napisał felieton pod przewrotnym tytułem Trudności komunikacji (CW 9/2001,http://www.computerworld.com.pl/online/2001/09/punkt/Trudnosci_ komunikacji.asp). Wymiana listów pokazała, że tytuł był przewrotny, bo felietonista potrafi dogadać się nawet z takimi staruchami, jak ja.

A więc trudności mają inni. Tymi innymi są wg Chabika wszyscy, którzy nie potrafili skorzystać z publicznej edukacji matematycznej, dostępnej przez ostatnie 100 lat. Zgadzając się z tą tezą, zasugerowałem jednak, że rozejście się światów, nazwijmy je matematycznym i humanistycznym, nastąpiło jakieś 25 wieków temu, patrz mój felieton "XX, czyli dywergencja" (CW 43/2000).

Nie chciałbym się powtarzać, nie chciałbym też wyjść na całkowitego cynika, ale myślę, że historia pokazuje, iż te dwa światy mogą ze sobą koegzystować. A dzieje się tak dlatego że ci, dla których 2 + 2 zawsze równa się 4, potrafili umiejętność precyzyjnego myślenia wykorzystać jako przewagę. To jest czysty darwinizm - osobnik lepiej przystosowany będzie swoje geny, a także zachowania, efektywniej przekazywał następnym pokoleniom, tym samym ulepszając całą pulę. Na poparcie mej tezy, proszę spojrzeć wokół siebie. Ostatecznie ktoś zrobił ten niesamowity postęp technologiczny XX wieku!

A szanse mieliśmy na starcie równe. Do dziś pamiętam wysiłki podstawówkowej matematyczki pani Subockiej, która chcąc ułatwić zakutym łbom humanistycznym zapamiętanie wzoru na obliczanie procentu od kapitału, wielokrotnie powtarzała "kapelusz na stole" (k p l / 100). Wtedy wydawało się, że nic nie może być mniej przydatne w życiu, niż obliczanie procentów od kapitału. Aż tu nagle w roku 1990 okazało się, że jednak warto znać ten wzór, a także inny wzór na procent składany. Tak więc zamiast wypominać "katastrofalne braki w wykształceniu u ludzi obsługujących komputery" ani tym bardziej ich połączenie "z głęboką niechęcią do uczenia się nowych rzeczy", proponuję zacząć korzystać z danej przez los łaski myślenia matematycznego. Zamiast mówić Józiowi albo Ewusi, że są głupi, używajmy naszych najbardziej osobistych komputerów do ulepszania naszego życia. Przy okazji być może tym nieszczęśnikom coś też skapnie, np. bardziej ludzkie oblicze komputerów.

Okazji do demonstrowania przewagi rozumu nad sercem mamy na co dzień wiele. Swego czasu usiłowałem walczyć z nonsensem stwierdzenia, że progresywne podatki są uczciwe, bo "bogaty powinien płacić więcej". Wydawało mi się wtedy, że porównywanie stóp opodatkowania jest jakimś nonsensem, bo ważna jest kwota bezwzględna. Teraz (patrz np. Rzeczpospolita 35/2001, str. B4) już nawet urzędnicy Ministerstwa Finansów uwierzyli w paradygmat procentowy. A przecież można inaczej, tak jak to czynią ostatnio multimilionerzy amerykańscy (w tym ojciec Billa Gatesa), domagając się zwiększenia podatków spadkowych. Bo wiedzą, że liczy się efekt końcowy - powyżej pewnej kwoty nie ma już znaczenia, ile się ma milionów. Humaniści i tak nie zrozumieją, że przy niesymetrycznym rozkładzie dochodów zdarza się, że aż 65% zatrudnionych zarabia mniej niż średnia (patrz Mariusz Janicki, Polityka 8/2001,http://polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1021601). Dobrze, że choć nauczyliśmy się obliczać tę średnią, bo jeszcze kilka lat temu, przy okazji wyboru prezydenta, były z tym kłopoty...


TOP 200