Squillo

Już na samym początku chciałbym zaoszczędzić rozczarowań tym, którzy - sądząc po tytule - spodziewają się tu czegoś na temat języka SQL. Nie będzie nic ani o tym, ani o żadnym innym języku programowania.

Już na samym początku chciałbym zaoszczędzić rozczarowań tym, którzy - sądząc po tytule - spodziewają się tu czegoś na temat języka SQL. Nie będzie nic ani o tym, ani o żadnym innym języku .

Sądzę także, że zawarte w felietonie treści nie spowodują, że zostanę okrzyknięty wrogiem przez, jak to się ładnie określa, operatorów telefonii komórkowej.

Tytułowe "squillo" znaczyło dotąd po włosku "dzwonek", rozumiany nie jako przedmiot o tej nazwie, lecz wydzielany przezeń dźwięk. W szczególnym przypadku - odgłos telefonu. Obecnie, znacząc właściwie to samo, słowo to nabrało we Włoszech nowego sensu.

Jest to teraz popularny tam wśród młodzieży sposób pozdrawiania za pomocą telefonów komórkowych. Odbywa się to tak: dzwoni się do kogoś i rezygnuje z połączenia po pierwszym dzwonku. Odbiorcy zostaje jednak ślad w postaci numeru tego, kto dzwonił, więc jak najszybciej odpowiada w ten sam sposób. Czyli - wysyła się komuś squillo i można dostać squillo.

Taki pojedynczy dzwonek może oznaczać zwykłe pozdrowienie, ale także "pamiętam" lub "myślę o tobie". A w ogóle to może on mieć tysiące znaczeń, w zależności od rodzaju relacji między dzwoniącym a adresatem dzwonka. Od "chciał(a)bym być z tobą" po "a gdybym był(a) z tobą, to..."

W kołach przyjaciół jeden squillo wyzwala następne, które szybko obiegają kilka bądź nawet kilkadziesiąt osób. Dla włoskiej młodzieży to tyle samo, co SMS, tyle że o domyślnej treści i - co najważniejsze - darmowy.

O istnieniu tego zwyczaju dowiedziałem się od córki, która dzieli czas między studia w Polsce i we Włoszech i pod koniec czerwca "zjechała" do domu. Jej zdaniem zwyczaj ten (a wraz z nim nowe znaczenie słowa: squillo) powstał bardzo niedawno, gdyż nie istniał on jeszcze w ubiegłym roku (akademickim).

Po powrocie córki o pewnych porach dnia regularnie podzwaniała jej kolekcja polskich i włoskich telefonów. Czasem były to dosłownie lawiny dzwonków, do czego wystarczy, aby członek jednej paczki towarzyskiej uczestniczył również w innej. A że moja córka jest istotą bardzo towarzyską - dzwoniło tak i kilka razy dziennie.

Przy okazji - jaka jest różnica między włoskim a polskim telefonem komórkowym? Trochę taka, jak między grzybami a grzybami chińskimi. Otóż, przed wielu laty, w restauracji chińskiej, bodaj w Exeter, w Wielkiej Brytanii, zapytałem o to kelnerkę, widząc w karcie kurczaka z grzybami oraz kurczaka z grzybami chińskimi. Okazało się, że grzyby to zwykłe, poczciwe pieczarki, natomiast ich chińska odmiana to takie same pieczarki sprowadzane od Chińczyków z Kalifornii. Włoskich i polskich telefonów niby nic nie różni - te same modele, kolory, dodatki... Tyle że tamtejsze telefony (nowe i sprzedawane w promocji!) nie mają tzw. blokady SIM-Lock, uniemożliwiającej używanie telefonu z kartą SIM innego operatora.

Wracając do naszego squillo - zaskakujące było (a może właśnie należało się tego spodziewać?), że nie udała się próba przeniesienia tego zwyczaju w środowisko polskie. Zdaniem córki, odzywały się jedynie sporadyczne, jakby wymuszone dzwonki, które po kilku dniach zamilkły zupełnie.

Co może i dobrze, bo zapewne po pewnym czasie nie uszłoby to czujnej uwagi naszych operatorów telefonii komórkowej. Skoro zabiera im to nieco pasma i angażuje cały skomplikowany aparat, można przewidzieć, co by z tego wynikło - nowa pozycja w taryfikatorze, o wdzięcznej (i dźwięcznej) włoskiej nazwie, stanowiąca lokomotywę kolejnej promocji...

I na tym zapewne polega różnica między tzw. fantazją ułańską a fantazją mieszkańców np. Toskanii.


TOP 200