Sprzedawczyni fontów

Muszę przyznać się do słabości. Otóż uwielbiam oglądać tzw. chick flicks http://en.wikipedia.org/wiki/Chick_flick , czyli komedie romantyczne. Wiem, że takie wyznanie w ustach starego faceta z brzuszkiem brzmi dwuznacznie, ale nic na to nie mogę poradzić. Gdy inni relaksują się spacerując po lesie, pijąc wódkę, prowadząc szybko samochód albo śpiąc, ja lubię rozwalić się przed telewizorem, włączyć kanał 204 i oglądać, oglądać, oglądać.

Muszę przyznać się do słabości. Otóż uwielbiam oglądać tzw. chick flickshttp://en.wikipedia.org/wiki/Chick_flick , czyli komedie romantyczne. Wiem, że takie wyznanie w ustach starego faceta z brzuszkiem brzmi dwuznacznie, ale nic na to nie mogę poradzić. Gdy inni relaksują się spacerując po lesie, pijąc wódkę, prowadząc szybko samochód albo śpiąc, ja lubię rozwalić się przed telewizorem, włączyć kanał 204 i oglądać, oglądać, oglądać.

Tę metodę spędzania wolnego czasu rozszerzyłem także na seanse kinowe, skrupulatnie sprawdzając zapowiedzi nowości. Tak dowiedziałem się o "Shopgirl" w reż. Steve'a Martinahttp://shopgirl.movies.go.com/ ; por. info na Oneciehttp://film.onet.pl/11275,,Shopgirl,film.html , gdzie nie wiem dlaczego nie przetłumaczono tytułu na język polski. Nie mam wątpliwości, że film zostanie nazwany "Sprzedawczyni", tym bardziej, że żaden jeszcze tak się u nas nie nazywał. Europejską premierę przewidziano zdaje się na styczeń 2006http://www.empireonline.co.uk/futurefilms/film.asp?id=10248 . Kiedy film pojawił się w amerykańskich kinach (premiera nowojorska 17-10-2005), postarałem się go zobaczyć. Nowelki Steve'a Martina niestety nie czytałem. Z siecihttp://film.onet.pl/0,12455,801034,wiadomosci.html wywnioskowałem, że jeden z bohaterów jest muzykiem rockowym. Przeżyłem miłe rozczarowanie - Jeremy, romantyczny i ofermowaty znajomy Mirabelle, okazał się być także projektantem fontów. Nie wiem jak dla Państwa, ale dla mnie to więcej niż signum temporis, to ważne wydarzenie.

Otóż po raz pierwszy w jakiejkolwiek opowieści bohaterem został autor fontów komputerowych. Istnieje duża literatura przedmiotu o tym jak robi się fonty komputerowe. Można kupić liczne książki klasyfikujące fonty, zajmujące się ich estetyką, historią. Są wreszcie liczne biografie typografów. Ale jak dotąd nikomu nie przyszło do głowy uczynienie bohaterem, i to pozytywnym, projektanta fontów. Typografem, tak jak poetą, bywa się czasami. Jedna z definicji, przypisywana Knuthowihttp://www-cs-faculty.stanford.edu/~knuth/ głosi, że jeśli studiując menu w restauracji bardziej przyglądamy się krojom liter niż rodzajom potraw, to w duszy jesteśmy już typografami. Nigdy nie zdarzyła mi się taka iluminacja, ale kiedyś pijąc wino popatrzyłem na butelkę i pomyślałem: "University"http://www.myfonts.com/fonts/adobe/university/ . Znawcy Bachusa i typografii wiedzą, że zapewne piłem bułgarskie wino Sophiahttp://www.vinex.pl/ .

Romantyczne komedie mają to do siebie, że są zwykle dobrze osadzone w realiach. Jeremy projektuje fonty, ale nie ma z tego zajęcia profitów poza możliwością pokazania okładki płyty nimi zrobionej. Marna to satysfakcja, gdyż większość ludzi patrzy na litery, ale ich nie widzi. To znaczy widzą symbole, ale nie detale. Ray Porter, nie mogący żyć w stałym związku protagonista Jeremy'ego, posiada duże pieniądze zarobione na interesie komputerowym (nie do końca jasne na jakim). Jak w życiu: artyzm przegrywa z kapitalizmem. Ale czy rzeczywiście przegrywa? Mamy do czynienia z komedią romantyczną, więc Mirabelle rozstaje się z Rayem i wraca do Jeremy'ego. Będą żyli razem długo i szczęśliwie.

Nie wątpię, że Mirabelle powinna zostać sprzedawczynią fontów, zamiast być groupiehttp://en.wikipedia.org/wiki/Groupie Jeremy'ego. Handlując fontami fortuny nie zrobi, ale na życie wystarczy. Przykład rodzinnej firmy FontShophttp://www.fontshop.de , prowadzonej przez małżeństwo Joanny oraz Erika Spiekermannów pokazuje skuteczność mariażu kreatywności z marketingiem. Według moich doświadczeń, kobiety są świetnymi sprzedawczyniami fontów. Cierpliwymi oraz dokładnymi. Właśnie takimi jakich ten biznes wymaga.

Kto napisze scenariusz, a potem nakręci następną część opowieści o sprzedawczyni fontów? Obiecuję obejrzeć ją ze wzruszeniem!