Sprawa kobyły

Pisanie felietonów ma tę zaletę, że od czasu do czasu otrzymuję listy od czytelników. Świadczą one o tym, że po pierwsze, to, co piszę, jest czytane, oraz po drugie, że pisanie to wywołuje jakieś emocje. Z wieloletniej praktyki wiem, że korespondencja przychodzi czytelnikom znacznie łatwiej, gdy ich jakaś sprawa bulwersuje, dużo trudniej, gdy coś popierają. Dokładnie tak samo jest z autorami: piszemy, gdy nas coś uwiera, zaś teksty laurkowe powstają znacznie rzadziej. Cóż, taka jest psychologia lenistwa, że do jego przezwyciężenia potrzeba emocji.

Pisanie felietonów ma tę zaletę, że od czasu do czasu otrzymuję listy od czytelników. Świadczą one o tym, że po pierwsze, to, co piszę, jest czytane, oraz po drugie, że pisanie to wywołuje jakieś emocje. Z wieloletniej praktyki wiem, że korespondencja przychodzi czytelnikom znacznie łatwiej, gdy ich jakaś sprawa bulwersuje, dużo trudniej, gdy coś popierają. Dokładnie tak samo jest z autorami: piszemy, gdy nas coś uwiera, zaś teksty laurkowe powstają znacznie rzadziej. Cóż, taka jest psychologia lenistwa, że do jego przezwyciężenia potrzeba emocji.

Ostatnio dostałem ciekawy list, który pozwalam sobie zacytować w całości (po usunięciu na wyraźne życzenie autora danych pozwalających na jego identyfikację):

"Piszę do Pana, gdyż jestem zszokowany Pańskim szowinizmem Maca. To, co mnie denerwuje w tych felietonach, to gloryfikacja produktów Apple'a. Ja jako były użytkownik tych komputerów dziś jestem zadowolony z konkurencji (komputery, akcesoria, programy i polityka wobec użytkowników jest sprawiedliwa - w przeciwieństwie do Apple'a). Oni dbają o nas. A jeden z pracowników firmy Jobsa 2 lata temu pod pozorem dobra wykorzystał mnie - osobę niepełnosprawną - do swych marketingowych celów".

Jak to mówią - z grubej rury. Oczyma wyobraźni zobaczyłem biednego inwalidę, wykorzystywanego przez bezwzględnych applowców do niecnych celów reklamowych. A wszystko w kontekście znanej akcji Switch, czyli po polsku Przesiadka (http://www.apple.com.pl/news/przesiadka ).

Tyle tylko, że tym razem a rebours. No i ten mój szowinizm: dotąd oskarżano mnie jedynie o antyklerykalizm, a tu gloryfikuję produkty.

Ze mną sprawa jest jasna: każdy może sobie poczytać, co dotąd napisałem. Nigdy nie ukrywałem, że moje serce jest tęczowe, a ostatnio białe, z charakterystycznym wygryzieniem po prawej stronie. Co nie oznacza, że zawsze tylko chwaliłem. Myślę, że daleko mi do szowinizmu. Ostatecznie szowinista to ktoś, kto nie toleruje innych, a ja nie tylko toleruję, ale nawet używam innych systemów operacyjnych od lat. A więc pudło jeśli o mnie chodzi, drogi Czytelniku. W sprawie Apple'a oczywiście napisałem do firmy SAD, reprezentującej koncern w Polsce. Wtedy okazało się, że wszystko odbyło się odwrotnie.

Otóż jeden z obecnych pracowników firmy, jeszcze w czasach, gdy tylko był entuzjastą jej produktów, postanowił jako dziennikarz pomóc pewnemu niepełnosprawnemu makowcowi. Na prasowy apel odpowiedzieli inni użytkownicy, przysyłając różne akcesoria oraz programy. Zdaje się jednak, że taka forma pomocy nie była tym, o czym marzył młody człowiek na wózku inwalidzkim. Szczególnie gdy chyba wyobrażał sobie, że inicjujący akcję pomocy mógł mieć znacznie większe możliwości jako pracownik Apple'a. Zaczął domagać się nowego komputera (i to nie byle jakiego, tylko najdroższego laptopa) oraz stałej pensji. Na koniec bez uprzedzenia odwiedził siedzibę firmy w Warszawie, żądając 1500 zł za zwrot kosztów podróży.

Sprawa jest jasna, o czym napisałem do mego korespondenta, sugerując, aby na przyszłość ostrożniej szafował oskarżeniami, szczególnie wobec ludzi, którzy są mu życzliwi. A oto krótka odpowiedź, jaką otrzymałem:

"Moje zachowanie w SAD było adekwatne do poziomu tego frajera. 1500 zł, kupę kasy wyciągnął ode mnie!"

Nie lubię uogólnień, ale nie zdziwię się, jeśli dobrzy samarytanie, zarówno makowi, jak i pecetowi, trzy razy zastanowią się, nim coś dla kogoś zrobią. Nikt nie lubi być nazywany frajerem. Ani tym bardziej nim być.


TOP 200