Sposób na awarie

Mimo że na co dzień nie zajmuję się świadczeniem serwisu komputerowego, to od czasu do czasu się przydarzy. Trzeba się naonczas wykazać, że jest się prawdziwym mężczyzną i wziąć sprawy we własne ręce. Jako żywo, więcej uznania człowiek doznaje, gdy naprawi komuś jakąś usterkę techniczną, niż gdy wyprodukuje program, który rzeźbi przez rok. Ludzkość nie docenia trudu programistycznego, chociaż skwapliwie z jego owoców korzysta.

W kwestii usuwania usterek istnieją dwie szkoły. Pierwsza uczy, że z każdą głupotą udajemy się do profesjonalnego serwisu, natomiast druga mówi, że zawsze próbujemy sami aż do skutku, a jeśli skutku brak, to przepraszamy się z serwisem. W przypadku drobnych usterek niekoniecznie koszty decydują o unikaniu pomocy płatnych profesjonalistów, a raczej niechęć do powierzenia swego dobytku w nieznane ręce, które w efekcie wyczarują nie wiadomo co. Dlatego więc człowiek zorientowany nieco w materii komputerowej zostaje od czasu do czasu serwisantem swoim i swoich znajomych.

Ostatnio (nieszczęścia chodzą parami) ratowałem z opresji dwa komputery. Jeden z nich wyposażony w Windows 7, drugi w jego następcę. W obu przypadkach nie było mowy o zalogowaniu się na konto użytkownika. W siódemce problem był dobrze znany społeczności internetowej i samemu producentowi. Na marginesie: gdyby nie internet, rozwiązanie wielu problemów nie byłoby tak łatwe. Dwadzieścia lat temu dzwoniłem do centrali MS, a oni faksowali instrukcję naprawy, której polecenia wsadowe trzeba było własnoręcznie, nie myląc się przy tym, przepisać i wykonać. W opisywanym tu przypadku skorzystałem z porady producenta i wszedłszy w tryb awaryjny, pozmieniałem wpisy w rejestrze, co zażegnało problem. W edycji ósmej okienek problem był nieco inny, chociaż objawiał się też niemożnością zalogowania. Od tej wersji Windows wejście w tryb awaryjny nie jest trywialne. Ale co to dla fachowca – młotek, dłuto i nie ma problemu (taki żartobliwy sposób postępowania z opornym oprogramowaniem). Jak już dostałem się do środka, to hulaj dusza. Tym razem za dysfunkcję odpowiedzialny był program antywirusowy, akurat ten, którego nie lubię, bo zawsze są z nim jakieś problemy.

Wiem, że dla zwykłego użytkownika są to sprawy nie do przejścia. Zresztą z czego żyłyby serwisy, gdyby wszystko odbywało się poprawnie? W dziedzinie oprogramowania komputerowego zawsze coś zawiedzie, więc nie ma strachu o brak roboty.

Z doświadczeń tych mam pewne wnioski. Po pierwsze ciągle jeszcze daję radę. Nie rozumiem jednak, jak to się dzieje, że po normalnie zakończonej pracy na drugi dzień oprogramowanie dostaje fiksacji i nie wpuszcza nas na konto, a producent opisuje metody poradzenia sobie z tym faktem, ale nigdzie ani słowa o przyczynach. Wnoszę, że te uszkadzające zmiany w rejestrze są za sprawą krasnoludków, bo inaczej można by temu jakoś algorytmicznie chyba zaradzić.


TOP 200