Sport ekstremalny

W epoce względnego bezpieczeństwa i dobrobytu osoby szukające silnych wrażeń skazane są na sporty ekstremalne. Jedni wspinają się na niedostępne szczyty, inni skaczą ze spadochronem, jeszcze inni trenują szkołę przetrwania na pustyniach i w dżunglach.

Brawura, granicząca czasem z szaleństwem, sprawia, że raz na jakiś czas ktoś ponosi śmierć przy ekstremalnych wyczynach, a kronikarze Nagrody Darwina co rok wskazują osoby szczególnie zdeterminowane, by wyeliminować swoje geny z populacji.

Ja na dziś polecam względnie bezpieczny sport ekstremalny: proszę przez jeden dzień normalnie funkcjonować i całkowicie ochronić prywatność. Pod pojęciem "ochrony prywatności" rozumiem pełną i świadomą kontrolę nad tym, jakie dane, komu i kiedy udostępniamy.

Na dobry początek nie wolno włączać telefonu komórkowego. Jego zalogowanie do stacji bazowej to pierwszy sygnał naszej lokalizacji. Podłączenie do internetu to natychmiastowe odnotowanie naszego IP oraz całej aktywności w logach operatora. Jeśli korzystamy z Facebooka, smartfona albo aplikacji internetowych - tym gorzej. Szpiegują one na potęgę i wysyłają nasze dane po całym świecie, zupełnie poza naszą kontrolą. Podobnie jak kamery przy drogach, w centrach miast, w budynkach, na stacjach kolejowych i w autobusach. Proszę spróbować normalnie żyć - dotrzeć do pracy, zrobić coś pożytecznego, pójść na zakupy, odrobić z dzieckiem zadanie domowe - nie ujawniając setkom osób setek szczegółów na temat miejsca swojego pobytu, wyglądu, ubioru, nastroju, finansów oraz zainteresowań.

Bear Grylls, bohater serialu "Szkoła Przetrwania", potrafi poradzić sobie w dżungli mając jedynie nóż, kawałek sznurka i okulary przeciwsłoneczne. Moje dzieci go kochają, ale jestem przekonany, że miałby kłopot, by przeżyć dzień utrzymując swoją prywatność pod pełną kontrolą. Prawdziwy survival dnia dzisiejszego to utrzymanie danych na swój temat poza zasięgiem elektronicznych szpiegów, którymi naszpikowana jest nasza codzienność.

Dwa lata temu w artykule "Moje dane, moja sprawa" sformułowałem tezę, że dane powinny być własnością osoby, której dotyczą. Polemiści wytknęli mi wtedy różne rzeczy: jeden twierdził, że teza jest maksymalistyczna; inny (prawnik, zresztą), że nie ma o czym mówić, przecież mam ustawę. Nikt nie wytknął mi, że jest zwyczajnie za późno na formułowanie takich żądań. Prywatność staje się towarem, który dostępny będzie tylko dla wybrańców - tych, którzy są w stanie za niego bardzo słono zapłacić albo tych, którzy wielkim wysiłkiem i przy solidnej dawce adrenaliny na niego zasłużą.

Sport ekstremalny


TOP 200